choćby mi go głosy nie przychodziło, by tak skądinąd ludowo brzmiąca, a zarazem niezwykle bogata w treść piosnka mogła streszczać któryś z rządów, ba, choćby całą formację polityczną Rzeczypospolitej. Kazimierz Grześkowiak w 1970 roku tym bardziej nie mógł mieć takich skojarzeń. Był to rok, kiedy kończył się Gomułka, bo nadzieje jakie wzbudził na Placu Defilad w 1956 r. zawiodły. W PRLu to się jednak liczyło. Ale po 1989 roku wielu uwierzyło, iż demokratyczne państwo przywróci Polsce nie tylko suwerenność, ale także uczciwość w każdej dziedzinie życia publicznego. Owszem próby takie były. Premier Jan Olszewski był w tym względzie szczery. Wzbudził lęk w tych, którzy w nowej scenerii chcieli grać przez cały czas sztukę wyreżyserowaną przez komunistów. Dlatego Jaruzelski zasiadł na fotelu prezydenckim, Kiszczak zamiatał po stanie wojennym, a Okrągły Stół był bodaj czy nie najlepszym kabaretem. Wałęsa, dziś usprawiedliwiający się wtórnym analfabetyzmem, potrafił pokonać Olszewskiego. Koło niego uwijał się wtedy Tusk. Do dziś ma sympatię Wałęsy. Czy już wówczas miał zobowiązania, które dziś wypełnia?
Nie zniechęcajmy się taką odrobiną historii, bo to nie jest tylko historia, to jest geneza dzisiejszej zapaści Polski i kto tego nie zrozumie będzie w taki czy inny sposób dokładał rękę do szkód jakie ponosi nie tylko państwo ale cały Naród, nie wyłączając tych, którzy dziś głosują na Tuska.
W 1945 roku przy Hitlerze w Kancelarii Rzeszy zostali już tylko najwierniejsi. Zabrało Heinricha Himmlera, Göringa, nie mówiąc o członkach rządu. W dużej mierze zaważyło na tym postępowanie Hitlera, który wymuszał posłuszeństwo brutalnym despotyzmem. Ulubieniec Hitlera, gen. SS, Fegelein został, rozstrzelany, ponieważ się oddalił się z bunkra Hitlera.
Być może szukanie analogii do rządów Tuska ma w sobie nieco przesady, ale sposób traktowania ludzi i rządzenia Tuska je po części usprawiedliwia. Szymon Hołownia gorączkowo szukający sposobu utrzymania się na jakimś stołku, pobiegł do Tuska po to, by móc powiedzieć: "Rozmawiałem dziś z premierem Donaldem Tuskiem i uzyskałem zapewnienie, iż Polska 2050 utrzyma wpływ i swój udział w odpowiedzialności za sprawy kraju". Kiedyś szermując swoją rzekomą niezależnością, łasi się teraz do Tuska, oskarżając Pełczyńską–Nałęcz, iż odchodząc „z partii i z rządu wyrządza naszej partii mierzalne szkody. Na skutek decyzji Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, Polska 2050 traci stanowisko Ministra Funduszy i Polityki Regionalne". Zapomniał dodać, iż z partii on ją usunął. Pozostawmy na boku racje, jakie kierowały panią Pełczyńską-Nałęcz, jednak nie można lekceważyć tego, co mówi ona o Tusku i jako polityku i jako o człowieku: Każdy wie, jak to wygląda. To jest przemocowość informacyjna, przemocowość personalna, osobista, poniżanie, lekceważenie, wykorzystywanie siły dużego koalicjanta do tego, żeby grozić i niszczyć wizerunkowo, ludzko i politycznie ludzi. Mnie wezwano do prokuratury, przesłuchano mnie o 700 zł sprzed 10 lat. Wiedziałam, iż szukali na mnie, w różnych źródłach... To mogliby o Tusku powiedzieć wszyscy jego współpracownicy, ale są choćby tacy, jak Sikorski, którego potraktował jak chłopca do wszystkiego. Tusk do kosza wrzucił nazwiska ambasadorów ustalone przez ministra spraw zagranicznych z prezydentem. Zwierzęca wprost nienawiść do Karola Nawrockiego wyraźnie mąci umysł Tuska. Powodzeniem cieszą się tylko figuranci, który za dobre apanaże służą Tuskowi jako przysłowiowe „słupy”. Ale tylko on o wszystkim decyduje. choćby tak na zewnątrz wyniosły Sikorski musiał przełknąć gorzką pigułkę, prawdopodobnie niejedną. Jakiż brak charakteru i honoru potrzebny jest, by trwać w gromadzie sługusów zwanych dziś rządem?
Tuskowi jednak wszystko za mało. Hołownia niech nie liczy na przebaczenie, wszak nie dopuścił do wsadzenia Trzaskowskiego na fotel prezydencki, a to pokrzyżowało wszelkie rachuby Tuska na wypełnienie zleceń pani von der Layen odnośnie Polski. A więc prezydenta trzeba wepchnąć do szamba. Tusk sięga do ludzi tak lichego formatu jak Gawkowski, według którego w Pałacu Prezydenckim jest ktoś, kto był sutenerem czy stręczycielem. czy nie wiem, jak to nazywać. Prosta sprawa, mówienie takich rzeczy nazywa się chamstwem i oszczerstwem. W każdym szanującym są godność państwie za takie coś szło by się do więzienia. Wszędzie, ale nie w państwie Tuska. Oczywiście toczy się proces i prawda wyjdzie na jaw. Dopóki trwać będzie reżim Tuska i sprawiedliwość à la Żurek, oszczerca przez cały czas zasiadać będzie w ławie rządowej, podobnie jak wielu prominentnych przestępców dziś cieszy się parasolem ochronnym.
Tusk rządzi dziś, jak by był „na swoim”. Może sobie na to pozwolić, bo złożył swą ekipę z marionetek, którym strach przed gniewem suwerena odbiera reszki rozumu, woli i godności. Nie zapominajmy, iż tak samo rządzili Hitler i Stalin, mniejszych kacyków pominę. Hitler wprost powiedział iż jeżeli on zginie naród niemiecki nie ma racji bytu. Tylko Speer odważył się mu w oczy powiedzieć iż nie spełni rozkazu totalnego zniszczenia Niemiec, ponieważ nie dochowały wierności führerowi. Czy dziś znajdzie się ktoś taki, kto odważy się powiedzieć Tuskowi, iż niszczy Polskę?














