
Właśnie dowiedziałem się, iż mój stary przyjaciel Clarence "Tony" Horace Blizzard, lat 92, z Altus w stanie Arkansas, zmarł 7 października 2025 roku w Fort Smith, Arkansas.
Mam kilku czytelników, starych wyjadaczy, którzy należą do wymierającej grupy patriotów podtrzymujących chrześcijańskie wartości, wolność i amerykański sen. Tony Blizzard, po lewej, od 20 lat wypowiada się na tej stronie trafnie ("Tony B"). Był współpracownikiem "Mady" de Shishmareffa (1882–1970), który stworzył najlepsze wprowadzenie do Protokołów
Syjonu pod tytułem Waters Flowing Eastward (1953). Tutaj opisuje pracę pod koniec lat 90. dla Spotlight Willisa Carto, prekursora American Free Press.
Poniżej tych wspomnień znajduje się artykuł, który napisał o mowie nienawiści w latach 90. dla Spotlight. Jego kolega Michael Collins Piper (1960-2015), jeden z największych patriotycznych dziennikarzy, powiedział, iż to jedyny artykuł Spotlight autorstwa innego autora, który zachował. Przemianowałem ją na "Mowa nienawiści wynika z nienawiści do zła." Pionier ruchu patriotycznego, Tony Blizzard, jest autentycznym Amerykaninem.
Autor: Tony Blizzard

Nie pamiętam dokładnie mojego czasu w Spotlight i AFP. Około pięciu lat w sumie. Późne lata 90. – odszedłem zaraz po 11 września. W Liberty Lobby miałem kilka tytułów. Zacząłem jako bibliotekarz, który próbował poukładać się z chaosu po latach kolekcji artykułów, książek i publikacji na różne tematy ujawnione przez The Spotlight.
Pisałem artykuły od samego początku. Mój centralny artykuł Spotlight dotyczący edukacji domowej był drugim najczęściej publikowanym artykułem w historii gazety. Poproszono mnie o napisanie tego, ponieważ uczyłam dzieci w domu, gdy to było przestępstwo, a państwo odbierało dzieci, jeżeli ktoś je złapał. choćby wtedy musiałem walczyć z Willisem, który chciał mieć egzemplarz "Government Schooling" w trybie siedzącego. Musiałem podejść, iż piękno edukacji domowej polega na tym, iż dziecko może się zainteresować, po prostu udzielając wskazówek. Dzięki dzisiejszym komputerom dzieci uczące się w domu mogą nauczyć się więcej w ciągu kilku miesięcy niż absolwenci czteroletnich studiów. Są także poszukiwani przez korporacje, a choćby uczelnie.
Kiedyś, gdy na krótko zrezygnowałem, Willis mianował mnie jakimś redaktorem, żeby mnie odzyskać. Mike Piper powiedział mi później, iż śmiał się z Willisa, mówiąc mu, iż ten tytuł nic dla mnie nie znaczy. Mike miał rację. Jak wspomniałem wcześniej, na cotygodniowych spotkaniach redaktorów regularnie mówiłem Willisowi, iż gazeta potrzebuje przynajmniej jednego nagłówka w każdym wydaniu zawierającego frazę "Państwo policyjne".
Znowu tylko Mike się zgodził. Przynajmniej był jedynym, oprócz mnie, który nie ulegał kaprysom i pragnieniom Willisa. Byłem jedynym robotnikiem, którego zatrudnił. Dawało mi to przewagę, iż nie zostałem zablokowany przez studia. Ale miałem tę wadę, iż byłem politycznym purystą, który chciał, by prawda była mówiona bez względu na wszystko. Willis wiedział, iż to będzie koniec jego pracy, więc zdjął z nich presję z wielu moich artykułów.
Był choćby czas, gdy problemy sądowe dręczyły Willisa, iż miałem jakiś tytuł, którego nie pamiętam, i podpisywałem wszystkie cotygodniowe czeki na cały strój. Myślałem, iż Willis wybrał mnie, bo nigdy nie dowiem się, gdzie są ukryte pieniądze, co było prawdą. Poza tym wiedział, iż mam trochę sprytu ulicznego, bo przez cały czas pracowałem jako konsultant, a nie pracownik.
Poza tym przetrwałam, zanim mnie zatrudnił, i przeżyłabym, gdybym odeszła. Jedyną pracą, którą kiedykolwiek utrzymałem dłużej niż pięć lat, była moja ostatnia w szkole publicznej, gdzie mieszkam, i to było dziesięć lat pół dnia, więc to była po prostu kolejna pięcioletnia praca.
Byłem w Liberty Lobby, gdy zostało bezprawnie zamknięte przez tego sędziego ds. upadłości w DC. Tym sędzią był prawnik, którego Mark Lane (chyba) pokonał w sprawie Inslaw, dotyczącej kradzieży systemu przez rząd USA, które służyło jako wielkie tylne wejście zarówno przez amerykańską CIA, jak i Mossad na całym świecie, jako sposób na dostęp do tajemnic państw, którym sprzedawano skradzione oprogramowanie.

Chyba mam kilka nowszych zdjęć na tym komputerze. Wyślę. Ale po prostu kolejny stary człowiek. Lubiłem te, gdy byłem późnym nastoletnim "przystojniakiem", którego dziewczyny lubiły wygląd. Minęły czasy... Lubię ten na moim Harleyu, który zrobił mój syn, który niedawno zmarł. Miałem około 40 lat. Jeździliśmy na przejażdżkę, rzucając się iskrami na zakrętach z ciągnącymi się podnóżkami, ciesząc się ładnymi wiejskimi drogami w okolicach dębów zaroślowych za Santa Barbara w Kalifornii. Wtedy nie było ruchu.















