
Gwiezdne Wojny urodziły się razem z nami, żyją razem z nami i umrą, kiedy my umrzemy. Nie powinniśmy zatem bezrefleksyjnie przejść do porządku dziennego nad rezygnacją Kathleen Kennedy, szefowej Lucasfilmu, która odeszła i została zastąpiona przez duet Dave Filoni i Lenwyn Brennan/ Filoni ma być odpowiedzialny za stronę kreacyjną a Brennan za pieniądze. Za czasów Kennedy nie było osoby zajmującej się kreacyjnością, która była puszczona samopas. Produkcje miały być łołkowe (ang. woke) i to była jedyna, ogólna dyrektywa. Zatrudnieni scenarzyści i im podobni reżyserzy mieli stworzyć spójną opowieść na zasadzie sublimacji wśród totalnego chaosu. Kennedy zatrudniała różnych ludzi obiecując im gruszki na wierzbie, po czym byli oni kasowani. Wykończyła ona Indiane Jonesa, Willowa a Gwiezdne Wojny wpędziła w ciężki kryzys.
Etap bowiem się zmienił a razem z nim mądrość etapu. To co kiedyś było postępowe stało się reakcyjne, podobnie jak Martina Navratilowa. Franczyzy LucasFilmu są jednak patriarchalne a na tapet weszło zwalczanie patriarchatu, którego elementem jest kapitalizm. Tak w jednym zdaniu można opisać sedno problemu: publika ma w głębokim poważaniu zwalczanie patriarchalizmu i jest tak niedojrzała i niewyrobiona rewolucyjnie, iż jej patriarchat nie przeszkadza. Ceni sobie klasyczne zalety kina nowej przygody, jak heros jako bohater i panienka u jego boku. No i nie chce kaski wydawać na rewolucję.
Dobra, nie zamierzam się tu roztkliwiać nad przeszłością, czyli działalnością Kennedy. Zastanowię się nad perspektywami jakie otwiera przed nami Filoni. Pretensie do niego są o fanserwis: chodzi tu o kontynuację: podobnie jak Lucas w Imperium Kontratakuje przedstawia dalsze losy bohaterów Nowej Nadziei (a nie wywala ich do kosza żeby wstawić taką Holdo), tak Filoni konsekwentnie rysuje losy bohaterów Wojen Klonów, jakiejś Ahsoki, Bo Katan itp. Produkcje jego poprawiały po Lucasie, czyli prostowały różne tam takie te z Prekłeli, jak przejście Anakina na ciemną stronę itp. Przyznam się, iż nie oglądałem tego, dopiero teraz, po Mandalorianinie. Jest tam sporo nawiązań biblijnych, a w Ahsoce to w ogóle jest figura chrztu, wyboru życia itp. Przy czym podczas gdy osoba szołranerska ta od Akolity wprost opowiadała o gejowskich Gwiezdnych Wojnach itp. to Filoni siedzi cicho i robi swoje. A tamte nie są zbyt lotne więc się nie pokapowały iż Gwiezdne Wojny Filoniego są tradycjonalistyczne i patriarchalne. Mają jednak jakieś dysonase, coś tam przeczuwają, coś im nie gra i dlatego pyszczą. Werbalizuje się ten niepokój jako narzekanie na fanserwis. Fanserwis to jest sytuacja, iż w Imperium Kontratakuje mamy bohaterów z Nowej Nadziei a nie jakiś leszczy.
Problem jest tu taki, iż oceny krytyki rozjeżdżają się z ocenami widzów. Krytyka punktuje walke z patriarchatem a publika fajny film. Więc Filoni musi tak kombinować, żeby krytyka nie zaczęła po nim jechać a widzowie byli zadowoleni. Fani też nie są jednorodni, bo taki Akolita ma grupkę zwolenników jednak. Co do zasady lewakom podoba się Ostatni Jedi i Akolita a prawakom Mandalorian. Unaoczniają bowiem te produkcje stosowne wartości ideowe. Holdo np. jest niekomunikatywna i głupia.
Generalną próbą Filoniego będzie film Mandalorian i Grogu. Niesie on za sobą poważne ryzyko: może być zbyt hermetyczny dla widza nieznającego seriali. Podobna bolączka dotyka produkcji startrekowych. Odbiorcy seriali to jednak grupa mniejsza niż odbiorcy filmów. Dodatkowo pojawił się pewien wkurz w narodzie po Xiędze Bobusia, po Ahsoce, po 3 sezonie Mandalorianina. Nie mówię, iż jest słuszny czy coś. Zauważam tylko, iż jest. jeżeli w filmie wyskoczy znienacka Cara Dunn to odniesie on sukces, a jak nie to nie wiem.
Co do Andora to ponoć nie miał imponującej widowni, ale wysokie noty. Czyli oglądali go tylko ci, którym się podobał. Co jest jakimś osiągnięciem (w sensie dobre opinie) i przykładem dobrej polityki wydawniczej. Mam nadzieję, iż takie mniej udane, ale niszowe seriale będą dalej powstawać.
Ahsoka zaś (i Spock) zachowują się jak Jedi przez co nie nadają się na głównych bohaterów. Są za spokojni. Musi być ktoś bardziej emocjonalny na pierwszym planie. W OT mieliśmy Luka, który stawał się dopiero, w prekłelach zaś Anakina, który był dziwny. Nietypowy. (W Akolicie dlatego robili cyrk) Drugim problemem jest konieczność dekanonizacji sekłeli: jeżeli wszystko ma się skończyć Snołkiem to nie da się opowiedzieć kompletnej historii.
Tak to widzę z grubsza na początek.
O Ahsoce:
]]>https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/1326192,ahsoka-biala]]>





