Нужно прекратить этот вред

czir.org 4 часы назад

Szanowni Państwo,

Pierwszy raz kilka miesięcy temu rozpłakałam się przez to, iż nie mam piersi w wieku 23 lat.

To słowa Adrianny, studentki z Poznania.

To nie wszystko: Adrianna odczuwa ból przy mówieniu, bo jej krtań nie jest przystosowana do pogrubionych przez testosteron strun głosowych. Musi regularnie usuwać zarost z twarzy. Bolą ją blizny po operacji.

To kolejna osoba (pisałem już Państwu o kilku innych przypadkach), która w młodym wieku zdecydowała się na tranzycję, a dziś tego żałuje i próbuje odwrócić okaleczające procedury medyczne.

Jako dziecko Adrianna była zwyczajną, szczęśliwą dziewczynką. Gdy weszła w okres dojrzewania, zaczęła czuć, iż coś jest z nią „nie tak”. Że nie pasuje do rówieśników, odstaje. Nie wiedziała, iż przyczyną jest autyzm – ten zdiagnozowano u niej dopiero na początku tego roku.

Szukała więc wyjaśnienia na własną rękę. Najpierw próbowała stać się „kimś innym” przez odchudzanie. Potem, w wieku 15–16 lat, przez „zmianę płci”.

Mając 17 lat, zaczęła przyjmować testosteron. Co gorsza podjęła też tragiczną decyzję, która okaleczyła ją na całe życie – poddała się amputacji obu piersi.

Ja wtedy byłam straumatyzowaną nastolatką, która nie była w stanie podejmować racjonalnych decyzji (…). Ja wtedy nie mogłam choćby zrobić tatuażu, a mogłam podjąć decyzję o tym, iż chcę przyjmować hormony, które wprowadzą w moim ciele zmiany, których nie będę mogła cofnąć – mówi dziś.

I mówi coś, co powinno zatrzymać każdego z nas. Że kilka lat temu, kiedy najbardziej cierpiała, zabrakło jej ludzi, którzy potrafiliby być jednocześnie pełni empatii, ale i krytyczni wobec tego, co mówi zagubiona nastolatka. Gdyby ktoś wtedy powiedział jej, iż tranzycja nie jest jedynym wyjściem z dysforii płciowej, jak sama przyznaje, może skończyłoby się to inaczej.

Zabrakło mądrego, odpowiedzialnego dorosłego. Choćby jednego.

I ten element powtarza się regularnie w historiach tzw. detransitioners, czyli osób, które po tranzycji próbują wrócić do swojej biologicznej płci.

Dlatego dziś chcę prosić Państwa o wsparcie właśnie dla takich dorosłych, którzy mogą stać się tym jednym potrzebnym głosem otrzeźwienia.

By mogli pracować z młodymi ludźmi i pomagać im na trudnej drodze do akceptacji samych siebie, potrzebują jednak szkoleń. Wspólnie możemy im to zapewnić!

Chcę by młodzi nie zostawali sami!

Historia Adrianny nie jest wyjątkiem. Powtarza się w niej to samo, co słyszeliśmy już od Keiry Bell, Łukasza Sakowskiego czy pani Magdaleny, o których pisałem do Państwa wcześniej.

Najpierw jest młody człowiek, który naprawdę cierpi. Dysforia płciowa to trudne, bolesne doświadczenie – i nikt rozsądny temu nie przeczy. Bardzo często towarzyszą jej jednak inne problemy: autyzm, depresja, zaburzenia odżywiania, trauma, odrzucenie przez rówieśników.

A potem pojawiają się dorośli, którzy zamiast zapytać „co cię tak naprawdę boli?”, od razu wskazują jedną drogę: hormony, operacje, nowe imię.

Adrianna mówi o tym wprost: o skutkach testosteronu mówi się młodym „w taki bardzo neutralny sposób”, a o powikłaniach i o tym, co będzie, jeżeli ktoś po latach zmieni zdanie – nie mówi się wcale.

W wielu krajach, które jeszcze niedawno bezrefleksyjnie promowały tzw. ścieżkę afirmacyjną, przychodzi otrzeźwienie.

  • W Wielkiej Brytanii niezależny raport dr Hilary Cass z 2024 r. wykazał, iż dowody na skuteczność blokowania dojrzewania i podawania hormonów nastolatkom są wyjątkowo słabe. Blokery dojrzewania nie są już tam rutynowo przepisywane dzieciom.
  • W lutym tego roku amerykańskie Towarzystwo Chirurgów Plastycznych (ASPS) zaleciło, by operacje piersi, narządów płciowych i twarzy związane ze „zmianą płci” odkładać do ukończenia przez pacjenta co najmniej 19 lat, bo nie ma wystarczających dowodów, iż w takich wypadkach korzyści przeważają nad ryzykiem.
  • W tym samym miesiącu ława przysięgłych w Nowym Jorku przyznała 2 mln dolarów odszkodowania Fox Varian – młodej kobiecie, której w wieku 16 lat usunięto piersi. Sąd uznał, iż psycholog i chirurg nie poinformowali jej należycie o ryzyku. Jak zauważano w mediach, ona również zmagała się z autyzmem.

To historie bliźniaczo podobne do tej, którą opowiedziała Adrianna.

Ale co dzieje się w Polsce?

Mogło to Państwu umknąć, ale u nas kierunek jest dokładnie odwrotny.

W 2025 r. w czasopiśmie „Endokrynologia Polska” opublikowano pierwsze polskie „Ramowe zalecenia” dotyczące opieki nad nastolatkami z dysforią płciową. Opierają się one na standardach amerykańskiej organizacji WPATH – tych samych, od których coraz wyraźniej odchodzą dziś inne kraje. Zgodnie z nimi:

  • blokery dojrzewania można podać dziecku już na początku dojrzewania – bez żadnej minimalnej granicy wieku;
  • przyjmowanie hormonów płci przeciwnej najlepiej rozpoczynać od 16. roku życia, ale autorzy zastrzegają, iż wiek „nie jest głównym kryterium” i dopuszczają wcześniejsze rozpoczęcie;
  • mastektomię, czyli usunięcie piersi, dopuszcza się u niepełnoletnich dziewcząt – również bez określenia minimalnego wieku.

Dokładnie to, co spotkało 17-letnią Adriannę, w polskich zaleceniach zapisano jako dopuszczalną ścieżkę.

A to nie wszystko. W marcu 2025 r. Sąd Najwyższy uchwałą uprościł procedurę zmiany oznaczenia płci w dokumentach – nie trzeba już pozywać własnych rodziców. Ministra ds. równości Katarzyna Kotula zapowiedziała z kolei przygotowanie rządowej ustawy o uzgodnieniu płci jako „następny plan po związkach partnerskich”.

W lutym tego roku Koalicja na rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły alarmowała natomiast, iż nauczyciele nowego przedmiotu „edukacja zdrowotna” byli szkoleni w ramach webinaru Ośrodka Rozwoju Edukacji m.in. z tego, jak wspierać „tranzycję społeczną” uczniów: zwracać się do nich wybranym imieniem i dopuszczać do toalet zgodnie z „odczuwaną” płcią.

Tymczasem projekt ustawy przygotowany przez Instytut Ordo Iuris, który zakazuje okaleczających interwencji „zmiany płci” u niepełnoletnich, od 2024 r. wciąż nie doczekał się uchwalenia.

Bo w Polsce wciąż jeszcze nie uczymy się na błędach innych.

Wciąż narażamy dzieci i nastolatków na to, by chcąc uciec od cierpienia, wpadały w jeszcze większą pułapkę, z której nie będzie już wyjścia.

Według polityków i aktywistów ma być tylko łatwiej, szybciej i bez zbędnych pytań. A przecież to właśnie pytania – zadane w porę, z troską i odpowiedzialnością – mogły uratować Adriannę, pana Łukasza czy panią Magdalenę przed decyzjami, których dziś gorzko żałują.

Czy można młodym ludziom takim jak Adrianna pomóc inaczej? Wierzę, iż tak. Ona sama to powiedziała: potrzebowała kogoś, kto zobaczy w niej cierpiącą osobę, a nie „przypadek do tranzycji”. Kogoś, kto wytłumaczy, iż może popracować nad sobą w terapii, holistycznie, i iż z każdej sytuacji jest więcej niż jedno wyjście.

Tacy dorośli – psychologowie, terapeuci, lekarze, duszpasterze – istnieją. Ale żeby mądrze pomagać, muszą mieć wiedzę, doświadczenie i wsparcie innych specjalistów. Zwłaszcza dziś, gdy samo zadanie pytania „czy na pewno?” bywa nazywane „transfobią”.

Dlatego chcę dziś prosić Państwa o pomoc w ważnej sprawie, na którą zostało bardzo kilka czasu.

Już w najbliższy weekend, 6–8 listopada, w Krakowie odbędzie się międzynarodowa konferencja IFTCC.

IFTCC, czyli Międzynarodowa Federacja na rzecz Wyboru Poradnictwa i Terapii, zrzesza terapeutów, psychologów, lekarzy i duszpasterzy z całego świata. Łączy ich przekonanie, iż osoba, która przeżywa niechciany pociąg seksualny albo jest zagubiona co do swojej płci, ma prawo do pomocy, która nie ogranicza się do afirmacji. Ma prawo do rzetelnej rozmowy o przyczynach cierpienia. I do wyboru drogi, która nie zaczyna się od hormonów i skalpela.

Organizacja szkoli specjalistów, którzy pracują z zachowaniem wysokich standardów zawodowych i etycznych, w oparciu o chrześcijańską wizję człowieka i jego płciowości.

Tegoroczna konferencja nosi tytuł „Podnieśmy żagle”. Będzie mówić o języku, którym opisuje się dziś płeć i seksualność, o przywracaniu zdrowych granic i o tym, jak towarzyszyć ludziom w trudnych doświadczeniach. Prelegenci przyjadą z kilkunastu krajów, m.in. z Wielkiej Brytanii, Finlandii, Węgier, Austrii, USA i Australii. Wśród nich będą także i specjaliści z Polski.

To, iż to wydarzenie odbywa się właśnie w Polsce, to ogromna szansa. W wielu krajach Europy wprowadzono już zakazy tzw. praktyk konwersyjnych, a pod petycją do Komisji Europejskiej w sprawie takiego zakazu w całej Unii zebrano ponad milion podpisów. Tam, gdzie takie prawo obowiązuje, specjalista, który zasugeruje młodemu człowiekowi, iż afirmacja nie jest jedyną drogą, ryzykuje karierę. U nas wciąż możemy się szkolić i dzielić doświadczeniem.

Chcemy, by w konferencji mogła wziąć udział grupa polskich psychologów, terapeutów, pedagogów i duszpasterzy – ludzi, którzy na co dzień towarzyszą młodzieży i ich rodzicom.

Wiąże się to jednak z kosztami.

Pełny, trzydniowy udział jednej osoby to ok. 210 euro, czyli blisko 900 zł – dla wielu specjalistów, zwłaszcza młodych, to realna bariera. Konferencja ma też charakter międzynarodowy, więc niezbędne jest zapewnienie polskim uczestnikom tłumaczenia symultanicznego.

W ubiegłym roku dzięki Państwa ofiarności udało się zapewnić tłumaczenie dla grupy słuchaczy z Polski.

Również w tym roku chcemy przyczynić się do tego, by specjaliści z Polski mogli wziąć udział w wydarzeniu, także ci, dla których finanse są przeszkodą.

Każdy specjalista, który wróci z Krakowa z nową wiedzą, to ktoś, kto być może w przyszłym miesiącu, w przyszłym roku, usiądzie naprzeciw zagubionej 15-latki. I zamiast podsunąć jej skierowanie do endokrynologa, zapyta: „Powiedz mi, co się dzieje”.

Do rozpoczęcia konferencji zostało zaledwie kilka dni. Dlatego zwracam się do Państwa z pilnym apelem.

Każda darowizna przybliża nas do celu. Już 100 zł to więcej niż jedna dziesiąta kosztów udziału jednego terapeuty. A każdy z nich, wracając do swojego gabinetu, szkoły czy parafii, może stać się dla kogoś właśnie tym dorosłym, którego zabrakło Adriannie.

Wspieram udział polskich specjalistów

Adrianna na pytanie, co powiedziałaby komuś, kto nienawidzi swojego ciała i myśli o radykalnej zmianie, odpowiada: „Nie ma sytuacji, z której jest tylko jedno wyjście”. I dodaje, iż powiedziałaby takiej osobie, iż zasługuje na miłość i akceptację dokładnie taka, jaka jest.

To piękne i mądre słowa. Szkoda tylko, iż kiedy miała 15 lat, nie usłyszała ich od nikogo.

Nie możemy cofnąć tego, co spotkało Adriannę. Ale możemy sprawić, iż kolejna zagubiona nastolatka spotka na swojej drodze kogoś, kto ją wysłucha, zrozumie i nie zostawi samej z decyzją, której nie da się odwrócić.

Bardzo liczę na Państwa pomoc – i to jeszcze dziś.

Marcin Perłowski,

Dyrektor Centrum Życia i Rodziny

Читать всю статью