„Jeśli jakikolwiek statek podejmie próbę przepłynięcia przez Cieśninę bez naszego pozwolenia… lub poza wyznaczoną trasą, ponosi on odpowiedzialność za wszelkie konsekwencje”. Ostrzeżenie zostało nadane w czwartek przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej Iranu statkom przepływającym przez Cieśninę Ormuz, istotny punkt przeładunkowy ropy naftowej, będący jedną z największych prób porozumienia między Iranem a Stanami Zjednoczonymi w sprawie zakończenia wojny.
Był to tylko jeden z epizodów trwającej od kilku dni gry na granicy Cieśniny, w trakcie której zaatakowano dwa statki handlowe i wzrosła liczba statków próbujących uniknąć irańskiego nadzoru, wybierając „południową trasę” w pobliżu wybrzeża Omanu.
Porozumienie o zawieszeniu broni stanowi, iż Iran „dołoży wszelkich starań”, aby zapewnić bezpieczny przepływ statków handlowych przez Cieśninę Ormuz, przez którą przepływa jedna piąta światowych dostaw ropy naftowej i skroplonego gazu ziemnego. Zapewnienie niezakłóconego tranzytu było głównym ustępstwem Iranu wobec Stanów Zjednoczonych. Jednak dla Iranu ponowne otwarcie cieśniny nie oznacza zrzeczenia się nad nią kontroli. Niejasno sformułowany artykuł w umowie stanowił, iż Iran i Oman będą współpracować w celu „określenia przyszłej administracji” szlakiem wodnym, co w praktyce daje Teheranowi formalną rolę w jego zarządzaniu. Strażnicy Rewolucji potępili trasy niezatwierdzone przez Teheran, uznając je za „niedopuszczalne”.
Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi powiedział w niedzielę, iż „jakakolwiek interwencja lub próba stworzenia równoległych porozumień jedynie skomplikuje sytuację, zwiększy napięcia i opóźni ponowne otwarcie tego kluczowego szlaku wodnego”.
Araghchi nie sprecyzował „równoległych ustaleń”, ale coraz większa liczba statków próbuje uniknąć irańskiej kontroli nad przejściem, wybierając trasę południową blisko wybrzeży Omanu.
W wąskim korytarzu morskim wyłoniły się trzy różne trasy dla statków, a różne władze rywalizują o organizację tranzytu dziesiątek jednostek przez 21-milowy szlak wodny. Jedna trasa południowa przebiega przez wody u wybrzeży Omanu; druga, używana przed wojną, przebiega przez środek cieśniny; a trzecia, dalej na północ, jest kontrolowana przez Iran. To stawia operatorów statków przed trudnym wyborem, którą trasę obrać.
Według analityków wywiadu morskiego Windward, w czwartek 18 statków przeszło przez Cieśninę Ormuz w kierunku Zatoki Perskiej i 45 w kierunku od niej. Firma stwierdziła, iż ponad połowa statków opuszczających Zatokę Perską skorzystała z południowej trasy w pobliżu Omanu.
W niedzielę kilka dużych statków handlowych skorzystało z trasy południowej, kierując się do portów w Zatoce Perskiej – wśród nich dwa tankowce i dwa gazowce, według serwisu śledzenia statków Marine Traffic. Tą samą trasą przez Cieśninę przepłynął również kontenerowiec.
Przewoźnicy obawiają się sankcji USA
Niemniej jednak brak jasności co do tego, którą trasę obrać, komplikuje wysiłki na rzecz powrotu handlu na tym szlaku wodnym do poziomu sprzed wojny. To, co być może zostało uzgodnione przez przywódców Iranu i USA, nie znajduje odzwierciedlenia na morzu, twierdzą firmy żeglugowe.
Konkurencja o dostęp do tych korytarzy wprowadziła zamieszanie, zmuszając do poruszania się nie tylko po zdradliwych wodach – w obliczu zagrożeń ze strony min morskich, dronów i łodzi patrolowych Gwardii Rewolucyjnej – ale także skomplikowanych prądów politycznych po drugiej stronie cieśniny.
Jeśli statki zdecydują się na szlaki nieirańskie, ryzykują atakiem. jeżeli jednak podporządkują się żądaniom Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i skorzystają ze szlaku irańskiego, obawiają się sankcji ze strony Zachodu w przypadku zerwania porozumienia.
„Przedsiębiorstwa zajmujące się globalną żeglugą chcą unikać współpracy z Irańczykami, ponieważ istnieje obawa, iż w przyszłości mogą zostać narażone na sankcje USA” – powiedział CNN Maniatis z Marisks, dodając, iż „ludzie są bardzo ostrożni w stosunku do obecnej administracji USA, ponieważ wcześniej ogłosili, iż wszelkie opłaty za przejazd na rzecz reżimu irańskiego mogą być powodem nałożenia sankcji przez USA”.
Iran początkowo zażądał opłat za przejazd, ale później zapowiedział, iż nie będzie od razu wprowadzał opłat. Zamiast tego planuje pobierać opłaty za usługi morskie i wprowadzić nowy podatek środowiskowy od statków, co wzbudziło kontrowersje wśród arabskich sojuszników USA, eksportujących ropę naftową.
Podczas wojny składki ubezpieczeniowe również wzrosły gwałtownie – właściciele statków płacili ponad 1 milion dolarów za każdy bardzo duży statek do przewozu ropy naftowej (VLCC), aby zapewnić sobie ochronę przed atakami.
Składki te pozostają wysokie, mimo iż takie incydenty zdarzają się w tej chwili rzadko. Aby uzyskać ubezpieczenie umożliwiające przepłynięcie przez cieśninę, statki muszą wskazać trasę, którą zamierzają obrać – powiedział CNN Matthew Wright, główny analityk ds. frachtu w Kpler, firmie zajmującej się analizą danych, która śledzi globalny transport morski i przepływ towarów. „To nie jest powrót do punktu wyjścia, ale jasno pokazuje, iż przez cały czas obowiązuje 60-dniowe zawieszenie broni, a nie absolutna gwarancja, iż Cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta” – powiedział Wright, dodając, iż „jeśli do połowy sierpnia nieporozumienia nie zostaną wyjaśnione, może się okazać, iż te trzy szlaki będą wykorzystywane w sposób bardziej chaotyczny i mniej bezpieczny”.
Pomimo zamieszania firmy zajmujące się ryzykiem morskim zachowują ostrożny optymizm, iż statki rozpoczęły niebezpieczną podróż po miesiącach niepewności, choćby jeżeli oznacza to konieczność poruszania się po nowych realiach politycznych cieśniny poprzez wybór między konkurującymi trasami i ponoszenie znacznie wyższych kosztów.
Jednak te same firmy ostrzegają, iż istnieje wyraźna rozbieżność między ustaleniami liderów w trakcie negocjacji a tym, co faktycznie dzieje się w cieśninie. Niepewność sprawia, iż wielu właścicieli armatorów czeka na dłuższy okres bezproblemowych przepraw, zanim zezwoli swoim statkom na ponowne wypłynięcie w morze.
„Wychodzimy z sytuacji, w której obie strony nie ufają sobie nawzajem, więc umowa to dobry pierwszy krok” – powiedział Wright. „Ale oczywiście istnieje ogromna przepaść między tym, co mówią Stany Zjednoczone, a tym, co mówią Irańczycy”. „Jesteśmy w bardzo chaotycznym okresie” – dodał.









