Dyplomata nie chodzi wyłącznie na rauty i nie popija szampana z politykami. Większość tej pracy to rozmowy, wyciąganie informacji i nieustanne budowanie relacji, również w zupełnie nieformalnych okolicznościach.
O kulisach tej rzeczywistości Marek Magierowski opowiedział w podcaście "Wieczór naTemat". Właśnie ukazała się jego książka "Niedyplomatycznie. Warszawa - Tel Awiw - Waszyngton". Były ambasador RP w Izraelu i USA mówił też o współczesnym dziennikarstwie, politycznych bańkach i tym, dlaczego dziś coraz trudniej rozmawiać z ludźmi o innych poglądach.
Praca ambasadora jest... nudna
Marek Magierowski przyznaje, iż prawdziwa dyplomacja ma kilka wspólnego z popkulturowym wyobrażeniem ambasadora.
– Gdybym chciał napisać książkę o moich codziennych doświadczeniach jako dyplomaty, to myślę, iż mało kto miałby ochotę na taką lekturę. Jest to codzienny znój. Bardzo trudne zadania, bardzo uciążliwe, męczące, nudne de facto czasami. Wbrew powszechnie panującej opinii, iż praca ambasadora polega niemal wyłącznie na chodzeniu po rautach i piciu szampana i jedzeniu czekoladek – mówi były ambasador RP w Tel Awiwie i Waszyngtonie.
I dodaje, iż serialowa wizja dyplomacji ma kilka wspólnego z rzeczywistością. Uśmiechając się do netfliksowej wizji "Dyplomatki".
– Napisałem w książce, iż jeden z odcinków mógłby wyglądać tak, iż przez dwie godziny pan ambasador podpisuje dokumenty, jedno ujęcie bez cięć. I ciekaw jestem, ile osób taki serial chciałoby obejrzeć – ironizuje Magierowski.
Rolą dyplomaty jest rozmowa
Zatem jak naprawdę wygląda praca ambasadora? Magierowski podkreśla, iż dyplomacja w ogromnej mierze opiera się na rozmowach i umiejętności wyczuwania społecznych nastrojów.
– Rolą każdego dyplomaty w 90 proc. jest spotykanie się z ludźmi i rozmowa z nimi na najróżniejszych szczeblach. Czy to będą urzędnicy administracji, czy to będą wykładowcy uniwersyteccy, czy to będą inni dziennikarze, czy choćby kasjerki w supermarketach – opowiada.
Jak tłumaczy, po rosyjskiej agresji na Ukrainę gwałtownie zorientował się, co najbardziej imponowało Amerykanom.
– Ogromne wrażenie zrobiła nasza reakcja na kryzys humanitarny na Ukrainie. Nie tylko nasze wsparcie polityczne czy wojskowe dla Ukrainy, ale przede wszystkim to, jak zareagowaliśmy na tę falę gigantyczną uchodźców. Polska wtedy zyskała taki przydomek superpotęgi humanitarnej – wspomina.
"Media stały się zakładnikami walki partyjnej"
Duża część rozmowy dotyczy również współczesnego dziennikarstwa. Magierowski, który przez lata pracował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Newsweeku”, „Rzeczpospolitej” i „Do Rzeczy”, nie ukrywa rozczarowania kierunkiem, w którym poszły polskie media.
– Już wtedy, gdy zacząłem pracę w kancelarii prezydenta, widziałem, iż dziennikarstwo zmierza w kierunku dziennikarstwa plemiennego – mówi.
I, jak dodaje, dziś niezwykle trudno jest znaleźć wyważone, niepolityczne media.
– Niestety 90 proc. mediów w Polsce to są media, które podążają za linią partyjną. Wielu dziennikarzy i wiele mediów stało się zakładnikami właśnie tej zażartej, krwawej walki partyjnej – ocenia były ambasador.
"W każdej teorii spiskowej jest trochę prawdy"
W rozmowie pojawił się też jeden z najbardziej drażliwych tematów – Izrael, wpływy żydowskie i współczesne teorie spiskowe. Magierowski nie ucieka od tego wątku, ale zwraca uwagę, iż problem zaczyna się wtedy, gdy pojedyncze fakty stają się paliwem dla uproszczeń i uprzedzeń.
– W każdej teorii spiskowej pewnie jest trochę prawdy – mówi były ambasador RP w Izraelu. I od razu podaje przykład izraelskiego "Jerusalem Post", który co roku publikuje listę najbardziej wpływowych Żydów na świecie.
– Gdyby jakakolwiek polska czy francuska gazeta opublikowała ranking 50 najbardziej wpływowych Żydów świata, zostałoby to natychmiast uznane za antysemicki wybryk. W przypadku izraelskiej gazety jest to czymś naturalnym – tłumaczy.
Magierowski podkreśla jednak, iż właśnie takie różnice w postrzeganiu świata często stają się paliwem dla teorii spiskowych.
– Ten kontrast między tym, jak Żydzi czy Izraelczycy postrzegają swoją obecność w świecie, a jak my postrzegamy wpływy żydowskie, jest zupełnie niesamowity – tłumaczy.
I dodaje, iż pracując w Tel Awiwie, bardzo gwałtownie nauczył się, jak ważne są niuanse językowe i kulturowe.
Debata umiera?
Jedna z najmocniejszych części rozmowy dotyczy społecznych baniek i zaniku debaty.
– Przekonywanie przekonanych jest bardzo miłym zadaniem. Natomiast ja wolę rozmawiać z ludźmi nieprzekonanymi. Do ludzi, w głowach których można by zasiać pewną wątpliwość albo zachęcić ich do rozmowy i debaty – mówi Magierowski.
Jego zdaniem dziś problemem nie są już choćby same poglądy, ale niechęć do rozmowy.
– Nikt nie jest skłonny do debaty, do rozmowy, do słuchania poglądów, które mogą boleć. Ale to, iż są odległe, nie znaczy, iż są nieprawdziwe – podsumowuje.
Najnowszy odcinek "Wieczoru naTemat", którego gościem jest Marek Magierowski, dostępny jest już na naszym kanale YouTube naTemat. Zachęcamy do jego obejrzenia w całości.











