
W ostatnich dniach media obiegły szokujące nagłówki na temat najpopularniejszej w Polsce giełdy kryptowalut Zonda Crypto. Od kilku tygodni klienci nieustannie odświeżają stronę w oczekiwaniu na wypłatę środków w Bitcoinie i Ethereum. Padają oskarżenia o oszustwo i rozważane są zbiorowe pozwy. Jednocześnie politycy partii rządzącej twierdzą, iż źródłem problemu jest prezydenckie weto ustawy kryptowalutowej. Gdzie więc leży prawda? Czy to początek końca Zondy, klasyczny exit scam, czy tylko tymczasowe „problemy techniczne”, jak przekonuje prezes? Czas na chłodną analizę.
O co chodzi w aferze Zonda Crypto? Analiza faktów
Zacznijmy od przedstawienia kilku kluczowych informacji, aby uzmysłowić sobie skalę problemu. W normalnej sytuacji czas oczekiwania na wypłatę środków z giełdy wynosi maksymalnie kilkadziesiąt minut. w tej chwili klienci Zondy czekają na pieniądze od kilku dni do prawie dwóch tygodni. Najpierw problem dotyczył tylko ]]>Bitcoina, później również Ethereum]]>. Jednocześnie rynek nie ufa Zondzie do tego stopnia, iż BTC notowany na tej giełdzie jest o około 20% tańszy niż na szerokim rynku. Ludzie masowo chcą wypłacać środki, ponieważ na giełdach kryptowalutowych nie ma gwarancji bezpieczeństwa zgromadzonych pieniędzy do pewnej kwoty, tak jak to ma miejsce na tradycyjnym rynku.
W tym momencie warto oddzielić fakty od mitów. Wbrew niektórym opiniom, środki są rzeczywiście wypłacane klientom i nie ma mowy o ich zamrożeniu (przynajmniej na ten moment). Problemem jest fakt, iż wypłaty dokonywane są z bardzo dużym opóźnieniem. Dlaczego tak się dzieje?
Od dwóch dni Zonda publikuje informacje o wypłaconych środkach. Źródło: X.com
Według prezesa Przemysława Krala winowajcą jest nowy, zaawansowany proces AML (przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy). System zaczął kierować dużą część wypłat na tryb manualny, co sprawia, iż to pracownicy muszą je manualnie zatwierdzać, stąd opóźnienia. Czy rzeczywiście tak jest? Możliwe, iż tak, jednak nie wyjaśnia to wszystkich wątpliwości.
]]>Jak działają giełdy krypto?]]> Wyjaśnienie cold wallet i hot wallet
Po pierwsze, płynność Zondy została znacząco naruszona. Gdyby chodziło tylko o tempo wypłat, nie widzielibyśmy niemal całkowitego wyczyszczenia tzw. hot walletu. Co to takiego? Hot wallet to portfel giełdy podłączony non-stop do Internetu. Działa jak kasa w okienku banku – stąd realizowane są szybkie wypłaty klientów. Trzyma się w nim tylko tyle, ile potrzeba na bieżąco. Z publicznej analizy firmy Recoveris wynika, iż jeszcze w sierpniu 2024 roku stan tego portfela wynosił 55,7 BTC. W marcu tego roku było to już zaledwie 0,18 BTC, a 1 kwietnia tylko 0,086 BTC.
Po drugie, w tym samym okresie (grudzień 2025 – kwiecień 2026) Zonda dokonała 511 transferów aktywów o łącznej wartości ponad 76 mln zł na pojedynczy adres depozytowy na giełdzie Kraken. Ten fakt dodatkowo pogłębia wątpliwości – zamiast doładowywać własny hot wallet, by przyspieszyć wypłaty dla klientów, giełda realizowała bardzo duże operacje wychodzące. Widzimy zatem problemy z zarządzaniem płynnością, które Zonda określa jednak jako umyślną strategię. Czy zatem oznacza to, iż zabrakło pieniędzy na wypłaty?
Odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista. Teoretycznie każda giełda krypto ma jeszcze tzw. cold wallet, który jest całkowicie odcięty od Internetu. Tam leży ponad 90% środków klientów. Problem polega na tym, iż bezpieczne przeniesienie środków z cold walletu do hot walletu zajmuje sporo czasu. jeżeli 1 kwietnia na bieżące wypłaty Zonda miała tylko 0,086 BTC, to nie powinny nas dziwić opóźnienia. Już na tym etapie powinna się nam zapalić lampka alarmowa: co sprawiło, iż giełda ta tak bardzo ograniczyła swoją płynność w krótkim czasie?
Kryzys zaufania do Zonda Crypto
Oczekiwaną praktyką jest podawanie przez tego typu podmioty tzw. Proof of Reserves, czyli wskazania, gdzie rzeczywiście znajdują się środki klientów. Robią to wszystkie szanowane giełdy, takie jak Binance, Kucoin, czy Kraken. Publikują je z adresami i audytem (często wraz ze specjalnym podpisem kryptograficznym). To stało się rynkowym minimum zaufania od 2022 roku i upadku giełdy FTX. Tymczasem Przemysław Kral twierdzi, iż publikowanie adresów cold walletów to poddawanie się medialnej presji i ujawnianie wrażliwych danych operacyjnych.
Prezes mógłby uciąć wszystkie medialne spekulacje jednym postem na platformie X. Zamiast tego opublikował oświadczenie, w którym stwierdził, iż „Zondacrypto jest stabilnym, wypłacalnym i bezpiecznym podmiotem” oraz iż na 1 kwietnia rezerwy w samym Bitcoinie wynosiły ponad 4500 BTC, zapewniając pełne pokrycie zobowiązań. Zapowiedział też powrót do normalnego czasu wypłat (maks. 48 godzin) w okolicach 12 kwietnia. Jednocześnie zapowiedział kroki prawne wobec mediów publikujących analizę Recoveris. Zonda postanowiła więc unikać pełnej transparentności, mimo iż jest to dziś standardem wśród poważanych giełd krypto.
Kontrowersyjna przeszłość ludzi stojących za Zonda Crypto
Niechęć do ujawniania rezerw to kolejny element wpisujący się w szerszy obraz Zondy jako podmiotu, co do którego można mieć ograniczone zaufanie. Sama jej historia budzi wątpliwości. Założyciel giełdy BitBay (która później stała się Zondą Crypto), Sylwester Suszek, zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach 10 marca 2022 roku. Ostatni raz widziano go na spotkaniu biznesowym w bazie paliwowej w Czeladzi, należącej do Mariana W. (głównego podejrzanego w sprawie mafii paliwowej). Do dziś nie odnaleziono ciała ani nie wyjaśniono losu Suszka.
na zdjęciu Sylwester Suszek. Źródło: BeInCrypto
W 2020 roku dziennikarze programu telewizyjnego „Superwizjer” ujawnili, iż kapitał początkowy na uruchomienie giełdy w 2014 roku mógł pochodzić z wyłudzeń podatku VAT i działalności mafii paliwowej.
Wśród udziałowców i wiceprezesów BitBay byli ludzie z kryminalną przeszłością – jeden z nich był wcześniej skazany na 18 lat więzienia za współudział w zabójstwie. Reportaż sugerował powiązania giełdy z praniem pieniędzy, sutenerstwem i zorganizowaną przestępczością, a autorom oferowano 1 mln zł łapówki za wycofanie materiału. Po emisji reportażu założyciel wycofał się z zarządu, a giełda przeszła rebranding na Zonda i przeniosła się do Estonii.
W kontekście obecnych trudności przy wypłatach oraz braku publicznego potwierdzenia rezerw, kontrowersyjna przeszłość Zondy rodzi pytania, czy firma w pełni odcięła się od dawnych problemów.
Problemy Zonda Crypto pretekstem do bezsensownej wojny politycznej
Sprawa nabrała poważnego rozgłosu nie tylko z powodu realnych problemów z terminowym wypłacaniem środków klientom, ale przede wszystkim z powodu wykorzystania jej jako przedmiotu plemiennej walki politycznej. Po pierwszych publikacjach na ten temat Prokurator Generalny Waldemar Żurek ogłosił, iż prokuratura włącza tę sprawę do śledztwa w sprawie zaginięcia Suszka. Następnie Donald Tusk publicznie zaczął łączyć sprawę z prawicą (przelewy od Krala na rzecz Zbigniewa Ziobry i Przemysława Wiplera), a później oskarżył prezydenta Nawrockiego i opozycję o przyczynienie się do problemów klientów Zondy poprzez ]]>zablokowanie ustawy o kryptowalutach]]>.
W tym miejscu nie będę się jednak zagłębiał w kulisy politycznych batalii, gdyż sprawa jest bardzo prosta. Wszystko, co słyszymy na ten temat od polityków, jest tylko teatrem, mającym na celu po raz kolejny nas podzielić. Zonda Crypto jest zarejestrowana w Estonii, więc ani polski KNF, ani tym bardziej polskie prawo nie mają żadnego wpływu na jej działalność. Wejście w życie polskiej implementacji MiCA (rozporządzenie UE w sprawie rynku kryptoaktywów) nie zmieniłoby w tej sprawie absolutnie nic. Natomiast to, którym fundacjom Kral przelewał środki, nie ma żadnego znaczenia, poza próbą połączenia Zondy z konkretną grupą polityczną.
Czytaj dalej: ]]>Independent Trader - Rynki, inwestycje i finanse]]>
]]>Jak inwestować na giełdzie? Darmowe poradniki inwestycyjne]]>
Autor: ]]>Paweł Śmietana]]>




![10 лет оказалось недостаточно. Угрожающий торговец оружием снова в руках полиции [ФИЛЬМ].](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-10-lat-nie-wystarczylo-grozny-handlarz-bronia-znow-w-rekach-policji-1776065381.jpg)









