Wyobraźcie sobie, iż opiekujecie się kimś schorowanym, osłabionym, w podeszłym wieku. Poważnym problemem staje się adekwatne odżywiane, bo od niego zależą siły i całe dalsze bytowanie wynędzniałego pacjenta. Mnóstwo czasu zabierają nam te przecierane zupki z rozgotowanym mięsem, sprytne dodawanie jajek i wymyślanie kolejnych wersji tego samego, żeby jednak nie było w kółko to samo. gwałtownie gotowanie staje się uciążliwe, a na dokładkę pojawiają się wątpliwości, czy aby na pewno wszystko to robimy adekwatnie. No i jeszcze koszty.
By sprostać trudnemu zadaniu, zgłębiamy więc tajniki dietetyki, gdzie uczone książki opowiadają o trójcy makroskładników żywieniowych: tłuszczu, węglowodanach i białku. Kierując się nauką, bierzemy zatem te składniki: olej rzepakowy, syrop fruktozowo-glukozowy i białko serwatkowe dostępne jako suplement dla atletów. Jest wszystko, co potrzebne, dla pewności dorzucamy jeszcze multiwitaminę. Czasem syrop fruktozowo-glukozowy zastępujemy maltodekstryną lub zwykłym cukrem, ale ta ostatnia opcja jest kosztowna.
Mieszając trzy składniki, mamy kłopot, bo olej słabo łączy się z wodą, w której rozpuściliśmy dwa pozostałe. Musimy poszukać czegoś, co pomoże, czyli emulgatora. Płyn do mycia naczyń to prawdopodobnie byłaby przesada, ale od czego są lecytyny sojowe. I tak dostajemy gęsty płyn lub papkę zawierające wszystkie niezbędne do życia makroskładniki diety. Dodajemy jeszcze do smaku aromat identyczny z naturalnym i bardzo dumni z siebie karmimy tym naszego staruszka. Niech nie wybrzydza, to nauka tak zdecydowała.
Pewnego razu podczas wizyty lekarskiej pochwaliliśmy się lekarzowi, jak sprytnie rozwiązaliśmy problem żywienia, a ten z oburzeniem na naszą bezmyślność i lenistwo wskazuje, iż powinniśmy się lepiej postarać i zapewnić staruszkowi wszystko, co najlepsze. Wskazuje na uznany i atestowany produkt światowego koncernu, który mamy kupować w aptece. Drogie to jak diabli, ponad 30 zł za cztery buteleczki 125 ml, jak za gorzałkę, więc się ociągamy.
Jednak przy kolejnej okazji, zupełnie inny lekarz już bez zaczepki całkiem spontanicznie sugeruje to samo kosztowne rozwiązanie z apteki. Badając sprawę w sieci, dowiadujemy się, iż prawdopodobnie wszyscy ci lekarze odbyli szkolenia w specjalnej Akademii Żywienia powołanej przez producenta onego specyfiku, gdzie naukowo rozważane są problemy żywienia osób specjalnej troski. Tak poważny argument rozwiewa nasze wątpliwości. Dla naszych bliskich wszystko, co najlepsze. Szczęśliwie w internetach ten cudowny środek można znaleźć odrobinę taniej, więc w końcu zaczynamy kupować i podawać.
Mogłoby być to szczęśliwe zakończenie całej historii, ale niestety diabeł nie śpi i pewnego dnia podkusił nas do przeczytania składu wypisanego na buteleczce cudownego specyfiku. Ku naszej zgrozie jest on praktycznie taki sam jak naszego chałupniczego produktu za parę groszy. Olej, syrop i serwatka. Może tylko przebija nasz przaśny produkt wielką liczbą dostępnych smaków. I to wszystko. Cesarz jest nagi i niedożywiony.
Przemysłowy koktajl z taniego oleju, syropu i serwatki jest sprzedawany jako coś lepszego niż domowe jedzenie, a lekarze, którzy powinni to rozumieć, są szkoleni przez producenta.
Czy na pewno jest lepszy? Porównajmy.
Tłuszcze: masło i pełnotłuste mleko są o niebo lepsze niż olej rzepakowy
Olej rzepakowy to w dużej mierze kwas linolowy omega-6, który działa prozapalnie. Masło i tłuszcz mleczny nie mają takiego działania oraz dostarczają:
Krótko- i średniołańcuchowych kwasów tłuszczowych (maślan, kwas laurynowy), które odżywiają nabłonek jelitowy — najważniejsze u osłabionego seniora
Witamin rozpuszczalnych w tłuszczach: A, D, E, K2 — naturalnie obecnych, a nie dosypanych syntetycznie
Koniugowanego kwasu linolowego (CLA) i choliny
To nie jest kosmetyczna różnica. To zasadnicza różnica między odżywianiem a dostarczaniem kalorii.
Węglowodany: choćby zwykły cukier jest bezpieczniejszy niż maltodekstryna i HFCS
Maltodekstryna to rozłożona skrobia o krótkich łańcuchach, która wchłania się błyskawicznie i daje ostry skok cukru. Z kolei syrop fruktozowo-glukozowy (HFCS) zawiera fruktozę, która metabolizowana jest wyłącznie w wątrobie i w nadmiarze sprzyja stłuszczeniu i insulinooporności. Zwykła sacharoza — w rozsądnych ilościach w pełnowartościowym posiłku — jest pod tym względem łagodniejsza i lepiej tolerowana.
Jednak najlepsze są przetarte warzywa i owoce, bo to nie tylko węglowodany, ale także:
Błonnik, który choćby rozdrobniony przez cały czas działa na mikrobiotę
Polifenole i karotenoidy
Różne naturalne składniki, jakich żadna formuła nie zsyntetyzuje
Białko: jaja i mięso są dużo lepsze niż serwatka
Serwatka to produkt uboczny przemysłu serowarskiego, wysoko przetworzony izolat/koncentrat. Tymczasem jajo to złoty standard biologiczny, pełna matryca aminokwasów, cholina, luteina, witaminy. Rozdrobnione mięso dostarcza żelaza hemowego, cynku, witaminy B12 w formach lepiej przyswajalnych niż syntetyczne dodatki w produkcie przemysłowym.
Mikroskładniki: to nie tylko witaminy z listy na etykiecie.
Prawdziwa żywność zawiera setki związków bioaktywnych, które działają synergistycznie i których nauka w dużej mierze jeszcze choćby nie zidentyfikowała. Standaryzowany produkt daje tylko to, co producent zna, uznał za ważne i co opłaca się dodać. Nic więcej.
Zalecany przez szkolonych i sponsorowanych przez koncern lekarzy produkt przemysłowy to żywienie dojelitowe w wersji doustnej, które ma sens, gdy przewód pokarmowy lub zdolność jedzenia zawodzi całkowicie. Z całą pewnością nie jest lepszym jedzeniem. Jest awaryjnym substytutem, sprzedawanym jako produkt premium. Dla typowego osłabionego seniora, który może jeść łyżeczką, domowa, przecierana, pełnotłusta kuchnia jest po prostu o niebo lepsza odżywczo.
Standaryzowana przemysłowa odżywka może mieć realne, ale wąskie zastosowanie w szczególnych przypadkach, podobnie jak kroplówka z glukozy. Początkowo tak było, ale zmieniono grupę docelową. Z żywności specjalnego przeznaczenia medycznego dla ciężko chorych pacjentów onkologicznych, po operacjach, ze znacznym wyniszczeniem organizmu zrobiono produkt dla wszystkich staruszka o zmniejszonym apetycie, z problemami gryzienia itp. Koncern i wyszkoleni przez niego lekarze sprzedają nam odżywkę jako cudowny środek dla wszystkich chorych i osłabionych.
Kilka lat temu koncern zarzucał konkurencji takie samo działanie, czyli rozszerzenie grupy docelowej. Tę historię warto przeczytać w całości, zwracając uwagę na odpowiedź Aflofarm na zarzuty: https://farmacja.pl/nutridrink-kontra-apetizer-senior-spor-o-reklame-suplementu-diety/
Odbycie szkolenia organizowanego przez Akademię Nutricia pozwala na zdobycie punktów edukacyjnych niezbędnych dla lekarzy w celu utrzymania prawa wykonywania zawodu, gdyż Akademia oferuje kursy online z punktami akredytowanymi przez Naczelną Izbę Lekarską. Lekarze muszą się dokształcać, a tu dostają darmowe punkty, tylko iż materiał szkoleniowy jest sponsorowany przez producenta preparatu, który później ma zalecać lub przepisywać. To oczywiście nie jest jedyny taki przypadek w medycynie.
Co gorsza, podobne receptury coraz częściej pojawiają się również w odżywkach dla niemowląt.
Z historii całej wypływa dla nas wszystkich istotny wniosek. Nie ufajmy autorytetom. Prowadźmy własne badania. Czytajmy skład na etykietach. Zanim kupimy jakikolwiek produkt żywnościowy i podamy go bliskiej osobie lub spożyjemy sami, przeczytajmy skład i w razie potrzeby zbadajmy rolę i znaczenie poszczególnych składników.
W przypadku wątpliwości warto stosować zasadę, iż gdy nie rozumiemy listy składników jakiegoś produktu, jest to wystarczający powód, aby go nie jeść. Domowe jedzenie jest niewątpliwie bardziej kłopotliwe w przygotowaniu, ale różnica w efektach jest tego warta.
Dziękuję za lekturę Substacka Jacka! Subskrybuj za darmo, aby otrzymywać nowe posty i wspierać moją pracę.














