КНИГА О ВЕЛИЧАЙШЕМ ИЗ ПОЛЯКОВ

solidaryzm.eu 2 дни назад

To już dwadzieścia lat mija od czasu zapoczątkowanego wydarzeniem, któremu z niewysłowionego szczęścia rozum Polaka z trudem dawał wiarę. Dwie dekady do dnia dzisiejszego, nacechowanego aktami tak bezbrzeżnie nikczemnymi i tak skrajnie antypolskimi, iż Polak z trudem przyjmuje możliwość aż takich podłości, do jakich dziś dochodzi na naszej ojczystej ziemi.

Nie wiem, czy nie pamiętający dnia wyboru kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową są w stanie zrozumieć, co to dla nas wtedy znaczyło. Sowieccy sternicy imperium i panujące w ich imieniu marionetki prosowieckiego reżimu dostawały tego dnia szału i ocierały się o zawał. A równocześnie na ich gmachu ich reżimu już wtedy pojawiały się pierwsze rysy, będące skutkiem wyboru papieża – Polaka. Po podanej w „Dzienniku Telewizyjnym” wiadomości o nowym ojcu świętym choćby spiker komunistycznej TVP od razu wyglądał inaczej, niż zawsze. Twarz owego „przekaźnika propagandy” nie potrafiła ukryć swej radości. Do samego końca głównego programu informacyjno – propagandowego ta znana wówczas wszystkim twarz nie zdołała ukryć uśmiechu, który malował się na niej choćby wtedy, kiedy tematem „Dziennika” były już przeróżne inne wiadomości z kraju i dalekiego świata. Nie umknął ten wyraz euforii uwadze komunistycznego reżimu. Spiker całym sobą cieszący się z wyniesienia Polaka na Tron Piotrowy na ekranach telewizorów nie pojawił się już nigdy więcej.

Św. Jan Paweł II – Papież Polak, autorytet duchowy i moralny, nazwany „największym z rodu Polaków”.

Po wyborze Polaka na papieża miałem wrażenie, iż Polakom urosły skrzydła. Że naród zdeptany, przyciśnięty do ziemi tragedią niemiecko – sowieckiej napaści, potem ludobójczej tyranii, zdziesiątkowany niemieckimi obozami, zsyłkami, wypędzeniami, okrojeniem terytorium o połowę, zdekapitowany wymordowaniem inteligencji, środowisk przywódczych, najbardziej twórczych – nagle zaczął się podnosić z trwającego dekady przyciśnięcia do ziemi. W biedzie i szarzyźnie PRL – u, w beznadziei zniewolonego, zdominowanego przez wroga kraju ludzie zaczynali odczuwać dumę. I czuć się podmiotami a nie zgnębioną masą, nawozem historii przeznaczonym do celów ubzduranych przez obłąkaną i zwyrodniałą kacapską tyranię. Od wyniesienia naszego rodaka na Tron Piotrowy znów naprawdę stawaliśmy się narodem dumnym, świadomym swego dziedzictwa, swej roli, swej – wartości. W Stanach Zjednoczonych przestano wtedy opowiadać kawały o Polakach. Okazywały się one być bowiem nazbyt niedorzeczne w zestawieniu z nadzwyczajnym, powszechnie imponującym formatem najbardziej znanego na świecie Polaka. W wielu krajach pierwszym skojarzeniem z Polską zaczął być „Polish Pope”, „Papa in Roma”. Emanujący potęgą swej osobowości, arcy – sympatyczny i jakże mądry. Poliglota, erudyta, najprawdziwszy gigant intelektu. Podziwiano go na całym świecie i na całym świecie go nam zazdroszczono. A my słuchaliśmy, czytaliśmy, patrzyliśmy i nie przestawaliśmy się zdumiewać. Tak nadzwyczajny a – jeden z nas! Z nas! Nasz człowiek, rodak, Polak, patriota jakże często podkreślający swą polskość i do polskości się odwołujący. Genialnie równoważący swą europejskość, uniwersalność, światowość z polskością. A skutkiem tego, jak oczywistym było owo równoważenie, również Polska, cała nasza ojczyzna, ta nasza wybiedniała, zdeptana, zmarginalizowana i często zapomniana Polska – postrzegana zaczęła być jako w pewien sposób podobna do naszego papieża. Do – najwspanialszego naszego reprezentanta. „Daleki kraj, ale bliski swą kulturą i wiarą” – mówił o naszej ojczyźnie nasz papież. A znaczyło to przecież, iż Polaka to kraj na wskroś i w najprawdziwszym pojęcia tego rozumieniu europejski, kraj wielkiego dziedzictwa, wierny Bogu chrześcijański kraj. Czyż można o Polsce myśleć lepiej?

Patrzyliśmy na naszego papieża, wsłuchiwaliśmy się w Jego słowa, podziwialiśmy i chcieliśmy być chociaż w jakiejś drobnej mierze tacy, jak On! Wzorem był niedościgłym, osobowością wprost niesłychaną, ale czy to grzech coś z tego wzorca wnieść do swojego życia, do samego siebie? jeżeli znał kilka języków i ciągle uczył się kolejnych, to ja może nauczę się chociaż jednego? jeżeli potrafi świetnie jeździć na starych nartach nie korzystając przy tym z wyciągu to czyż godzi się nie podjąć podobnego wysiłku? jeżeli jest tak łagodny i uśmiechnięty a zarazem stanowczo stawiać potrafi konkretne wymagania – to może ja chociaż trochę więcej będę wymagał od siebie, zachowując przy tym spokój i jak najlepsze relacje z otoczeniem? Właśnie owe bogactwo najprzeróżniejszych aktywności, praktykowanych rzez Karola Wojtyłę przez całe jego niełatwe przecież życie, wzbudzało podziw być może największy i motywowało do tego, by choć trochę czegoś podobnego praktykować w swoim życiu. Nie pobłażać sobie, nie iść na łatwiznę, ale sięgać po coś większego. Kształcić się, poważniej traktować obowiązki, nie poddawać się trudnościom. W 1987 roku powiedział: „Drodzy młodzi przyjaciele, każdy z nas ma w swoim życiu swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, z których nie wolno zrezygnować, od których nie można zde – zer – terować!” Jakże to proste, mądre i oczywiste zarazem! Oczywiste, ale nikt wcześniej nie powiedział tego w ten sposób. I jakże doskonale myśli te do nas trafiały! Westerplatte to przecież i życie w prawdzie i nie uleganie nałogom i odpowiedzialne budowanie szczęśliwej rodziny, mądre wychowywanie dzieci. A także obrona ojczyzny, wiary, niezbywalnych wartości. Profesor Andrzej Nowak o naszym papieżu powiedział niedawno, iż to „polski król”. Ileż bym dał za to, żeby Polska znalazła się pod władzą takiego monarchy …

O tym, jak wielkim i niezwykłym był święty Jan Paweł Wielki można by opowiadać bez końca, bo i nieskończone są na to dowody. Syntezę tych dowodów Jolanta Sosnowska zawarła w książce – albumie pt. „Największy z rodu Polaków”, wypełnionym znakomitymi fotografiami Adama Bujaka. Czyż może dziwić jakże oczywisty tytuł? Czyż można się nie zgodzić z argumentami o nie tylko nieustającej, ale coraz większej potrzebie obecności w naszym osobistym, narodowym i państwowym życiu nauczania największego z synów naszej ziemi? Przedstawiona w tej, wydanej przez Białego Kruka jak zawsze lepiej, niż perfekcyjnie wspaniałej księdze życiowa droga Karola Wojtyły nigdy chyba nie przestanie zdumiewać. A iż jest to droga niesłychanie bogata w wydarzenia bardzo znamienne, niezwykłe i stąd będąca niewyczerpanym źródłem cennych refleksji – warto do niej wracać wielokrotnie, spotykać się z nią bez końca. Droga z niewielkich Wadowic, naznaczona tragediami, prowadząca przez lata wojny, ludobójczej niemieckiej okupacji, straszliwego sowieckiego zniewolenia. Droga patrioty, katolika, kapłana czyli zawsze tego, w kogo wymierzone były jakże liczne ostrza wrogów i Polski i Kościoła. Wrogów rozpanoszonych, bezwzględnych i nigdy nie rozstających się ze swymi totalitarnymi celami i tyrańskimi praktykami. Czyż nie jest cudem, iż ten nasz gigant ducha i intelektu, ten największy nie tylko z nas wszystkiemu temu stawił czoła, przetrwał wszystkie opresje i przeżył choćby ten zamach, którego mierząc rzecz ludzką miarą w żaden sposób nie powinien przeżyć? A jednak ocalał i wypełnił niemożliwą do przecenienia treścią jeden z najdłuższych, najbardziej intensywnych, najbardziej twórczych, najbardziej niezwykłych pontyfikatów! Szekspir pisał: „Są na świecie rzeczy, które nie śniły się filozofom”. Kiedy przeczyta się księgę Jolanty Sosnowskiej i Adama Bujaka dojdzie się do wniosku, iż jedną z rzeczy, jakie nie mogłyby się wyśnić żadnym filozofom, jest historia Karola Wojtyły – Jana Pawła II wraz z rozmiarem Jego umysłu, skalą Jego ducha, niezłomnością Jego charakteru. Po stokroć warto wiedzieć, iż takie rzeczy są jednak możliwe, iż się zdarzyły, iż swój początek i sporą część miały w naszej ojczyźnie, iż byliśmy zaszczyceni możliwością bycia tego świadkiem.

Historia Karola Wojtyły – świętego Jana Pawła Wielkiego należy do tych historii, które poznawać i studiować można be końca. I warto i trzeba.

W dziejach ludzkości zdarzają się ludzie, którzy wnieśli tak wiele, którzy obdarowali nas bogactwem inspiracji i myśli tak niewyczerpanych, iż ich dokonania, ich dzieła, ich biografie z wielkim dla siebie pożytkiem czytać i poznawać warto bez końca. Bez wątpienia do historii takich należą dzieje i nauki Jana Pawła II. Dlatego „Największy z rodu Polaków” Jolanty Sosnowskiej i Adama Bujaka to jedna z tych nadzwyczajnych książek, które nie będą miały miejsca tylko w domowej bibliotece, ale miejsce swe znajdą w naszym życiu. A potrzebna ta księga jest nam dziś tym bardziej, iż i z nikczemnością mamy dziś do czynienia także o skali niepojętej. Choć może jej źródło jest arcy – trywialne. Bo czyż chrześcijaństwo kiedykolwiek znało czas bez wymierzonych w nie podłych ataków? Czy Kościół miał w swej historii dni bez wrogów dążących do jego zniszczenia? I czyż najlepsi Polaków mieli szczęście żyć bez kalumnii miotanych z samego dna podłości? „Kiedy zechcą zniszczyć Polskę – zaczną od Kościoła”. Tę znaną prawdę uzupełnić można stwierdzeniem: „Kiedy Polskę zechcą zabić – zaczną od tego, co w niej najszlachetniejsze i najbardziej wzniosłe.” Błoto miotane dziś w Jana Pawła II jak najbardziej słusznie zdumiewa nas, oburza, pobudza do protestu, do obrony. By być po szlachetnej stronie prawdy, polskiej wolności, po stronie wartości prawdziwych – trzeba być tam, gdzie tętni serce Polski, serce Kościoła. Zgodnie z pulsem tego serca siać ziarna prawdy, iść zawsze adekwatnymi ścieżkami, tylko nimi prowadzić młode pokolenia. A także mieć, czytać i dzielić się takimi właśnie książkami.

Artur Adamski

Читать всю статью