W przemówieniu wygłoszonym na Światowym Forum Ekonomicznym w zeszłym miesiącu Ursula von der Leyen, szefowa organu wykonawczego Unii Europejskiej, wielokrotnie podkreślała potrzebę „niezależności” bloku. Wygłosiła przemówienie w kontekście gróźb prezydenta USA Donalda Trumpa, iż albo najedzie lub wymusi sprzedaż Grenlandii – suwerennego terytorium Danii – i ukara cłami kilka państw europejskich sprzeciwiających się jego planom. Był to przełomowy moment dla regionu, który tradycyjnie przedkładał ostrożną dyplomację nad konfrontację z Białym Domem.
Groźby Trumpa mogły wyparować , ale w Europie przez cały czas panuje przekonanie, iż powinna zmniejszyć zależność od Stanów Zjednoczonych w handlu, energetyce i technologii. Jednak rozluźnienie tych powiązań byłoby niezwykle trudne i wiązałoby się z ogromnymi kosztami, jak twierdzą analitycy CNN.
„Chcielibyśmy spróbować rozwikłać i rozłożyć na czynniki pierwsze kilka wieków stale pogłębiających się powiązań społecznych, historycznych, instytucjonalnych, ekonomicznych i finansowych” – powiedział Neil Shearing, główny ekonomista grupy Capital Economics.
Mimo to Europa nie może pozwolić sobie na samozadowolenie, gdyż istnieje ryzyko, iż niestabilna polityka Waszyngtonu wobec sojuszników, w której zwycięzca bierze wszystko, może przetrwać rządy Trumpa, a zależność od Stanów Zjednoczonych może stać się jej słabym punktem. „Myślę, iż teraz panuje pewna fundamentalna nieufność lub obawa o to, co może nastąpić (po Trumpie)” – powiedział Shearing.
Jednak ogromna rola Stanów Zjednoczonych w gospodarce europejskiej sprawia, iż twardy podział byłby nierealny i potencjalnie zgubny dla regionu w jego obecnym kształcie. Oto dlaczego.
Handel
Pogłębienie więzi handlowych z innymi krajami to istotny sposób na zmniejszenie zależności Europy od Stanów Zjednoczonych. Już w tym roku UE podpisała umowy handlowe z Indiami i czterema krajami Ameryki Południowej – blokiem zwanym Mercosur – po dziesięcioleciach negocjacji.
Carsten Brzeski, globalny szef badań makroekonomicznych w ING, powiedział, iż umowy te wydają się być krokiem w kierunku odłączenia się od Waszyngtonu, ale „ani Mercosur, ani Indie nie będą w stanie w ciągu najbliższej dekady przejąć roli… jaką Stany Zjednoczone odgrywają w handlu europejskim”.
Według Rady UE, UE i USA mają największe dwustronne stosunki handlowe i inwestycyjne na świecie. Wartość towarów i usług wymienianych między nimi przekroczyła 1,68 biliona euro (2 biliony dolarów) w 2024 roku, co stanowi prawie 30% globalnej wymiany.
Jednak Europa potrzebuje Stanów Zjednoczonych o wiele bardziej niż Waszyngtonu, powiedział Brzeski. „Europa zawsze była zorientowana na eksport. Europa nie ma wystarczających zasobów własnych”, podczas gdy Stany Zjednoczone mają generalnie bardziej „izolowaną, autonomiczną” gospodarkę, dodał.
Technologia
W Europie brakuje wielkich firm technologicznych, jakie występują w dużych ilościach w USA, co sprawia, iż kraj ten jest zależny od amerykańskich firm w zakresie usług cyfrowych. „Internet w Europie to w istocie amerykański konstrukt, amerykański system. A Europa tak naprawdę nie ma z nim żadnego konkurenta” – powiedział Shearing z Capital Economics.
Najcenniejsza firma technologiczna bloku, holenderski producent układów scalonych ASML, ma kapitalizację rynkową mniej więcej trzy razy mniejszą niż Tesla, najmniej wartościowa spośród tzw. Siódemki Wspaniałych w USA – grupy gigantów technologicznych, których wyniki ostatnio napędzały amerykański rynek akcji.
Premier Francji Sebastien Lecornu zapowiedział w zeszłym tygodniu, iż urzędnicy państwowi porzucą Zoom i inne amerykańskie narzędzia do wideokonferencji i zaczną korzystać z systemu francuskiego. Decyzja ta ma na celu między innymi zmniejszenie „zależności od podmiotów spoza Europy”, napisał Lecornu w liście do ministrów, udostępnionym przez ministra na portalu X.
Brzeski z ING powiedział, iż Europa będzie musiała zainwestować ogromne sumy, aby dogonić amerykańskich dostawców usług cyfrowych, infrastruktury chmurowej i centrów danych. „Mówiąc wprost, Europa musi mieć coś w rodzaju europejskiej wersji (Siedmiu Wspaniałych)” – powiedział.
Energia
Europa wciąż próbuje uwolnić się od długotrwałego uzależnienia od dostaw rosyjskiej ropy naftowej i gazu ziemnego – uzależnienia, które stało się strategiczną słabością po zmasowanym ataku Moskwy na Ukrainę w 2022 r. Unia zwiększyła import skroplonego gazu ziemnego ze Stanów Zjednoczonych, aby załatać lukę po rosyjskich dostawach, zmniejszając w ten sposób podatność na militaryzację jej zasobów energetycznych przez Moskwę. Przed wojną Rosja była głównym dostawcą UE , pokrywając 40% jej zapotrzebowania na gaz.
Jednak nawyk Trumpa do wykorzystywania handlu z USA jako broni poprzez nakładanie ceł w celu uzyskania ustępstw od sojuszników zmienił sposób oceny ryzyka. Prezydent wykorzystał już energię jako narzędzie nacisku w negocjacjach handlowych z UE, uzyskując latem ubiegłego roku zobowiązanie Brukseli do zakupu amerykańskich produktów energetycznych o wartości 750 miliardów dolarów.
Według danych Wood Mackenzie, amerykański import LNG stanowił prawie jedną czwartą zapotrzebowania UE na gaz w zeszłym roku, podczas gdy w 2021 r. stanowił on 6%. „Oczywiście nie jest to zależność podobna do tej, jaką Europa miała od Rosji… ale przez cały czas jest to zależność znacząca” – powiedział CNN Massimo Di Odoardo, wiceprezes ds. badań nad gazem i LNG w Wood Mackenzie.
Mimo to, według Di Odoardo , udział amerykańskiego LNG w europejskim miksie energetycznym prawdopodobnie wzrośnie w ciągu najbliższych kilku lat, gdyż krajowa produkcja gazu w Norwegii – w tej chwili największym dostawcy dla bloku – spada. Dodał jednak, iż prawdziwe wykorzystanie amerykańskiej energii jako broni wymagałoby zaangażowania prywatnych firm amerykańskich. Firmy te są związane długoterminowymi umowami dostaw z europejskimi odbiorcami, a ich interes prawny i finansowy wymaga wywiązania się z ich warunków.
W przeciwieństwie do gazu transportowanego rurociągami, LNG od jednego dostawcy można łatwo wymienić na LNG od innego. „Dywersyfikacja dostaw to mądra polityka, zamiast polegać na jednym dostawcy… (To) jest to, co powinien robić każdy rozsądny rząd” – powiedział Di Odoardo.











