Na „Reducie” (01.11.2026) w wywiadzie u Grzegorza Jankowskiego dr Bartosz Lewandowski powiedział, iż „każde prawo jest polityczne”. Znaczy to, iż każde suwerenne państwo ustanawia prawo zgodnie z własną racją stanu i własnymi interesami. Niemcy , Francuzi, Anglicy, Polacy mają własne i powinni je wykonywać, a nie interpretować. Państwu niesuwerennemu prawo układa lub narzuca ktoś inny, oczywiście pod swoje interesy – w sposób równie polityczny. Ten fakt, choć powszechnie wiadomy, umyka świadomości nie tylko społeczeństwu, ale również wielu prawnikom. Przyczyn możemy szukać w szkołach i uczelniach w wyeliminowaniu lub poważnym osłabieniu filozofii prawa. Dotychczasowe pojęcie „państwa prawa” rozumieliśmy w kategoriach objawionych i ostatecznych. Prawo jako takie zawsze musi być elastyczne i dostosowywane do każdej zmieniającej się sytuacji.
W dniu Wszystkich Świętych, ze względu na okoliczności, stwierdzenie, iż każde „prawo jest polityczne” zabrzmiało zupełnie inaczej – głośniej i prawdziwiej! Okazało się, iż nasza sytuacja polityczna wygląda nieco inaczej niż nam wmawiano, iż znaleźliśmy się w zupełnie innym miejscu, niż dotąd przypuszczaliśmy, zdemaskowany został również mierny poziom naszej dyskusji nie tylko na temat tzw. państwa prawa, ale również jego roli w życiu suwerennego państwa i narodu. Ba, stwierdzenie to zdemaskowało całą sztuczność III RP, bo jak oliwa, wypłynęła na powierzchnię prawda, iż Suweren (a więc naród) jest źródłem władzy i podmiotem dzierżącym najwyższą, zwierzchnią władzę w państwie. Nagle okazało się również, iż prawo jest mniej stabilne, niż interes narodowy i polska racja stanu, ale jednocześnie, iż można je interpretować „tak jak my je rozumiemy”, i nic za to nie grozi odmieńcom prawnym szukającym kasy. Okazało się też, iż w zapasach politycznych prawo ma mniejsze znaczenie, niż fizyczna siła i zawsze pada ofiarą interpretacji mocniejszego. I najgorsze, iż tej roli prawa nie sposób zmienić – a więc jest ono polityczne z natury.
Zawaliło się wszystko, czym dotychczas byliśmy karmieni przez 37 lat, a prawda stała się naga. I to jest stan dezorientacji, który odpowiada bardziej tym, którzy wewnątrz zamierzają żywić się ciałem państwa lub z zewnątrz, na kółkach obcego prawa, przyjechać po nasz dobytek, majątki, naszą suwerenność, wolność osobistą, nasze pieniądze i kulturę. I co gorzej, zapomnieliśmy, iż tak w historii było zawsze. Sen dobrobytu został przerwany wiadrem zimnej wody, a widmo klęski stanęło przed naszymi oczami. Korzyść jest taka, iż przynajmniej wiemy czego mamy bronić.
Dr Lewandowski, z dość widocznym niesmakiem, powiedział coś więcej, iż zawsze wśród prawników znajdzie się grupa politycznych prawników, ale wystarczy przestrzegać polskiego prawa, takim, jakie ono jest – w sposób niepolityczny… I tu należy dodać: bo innego nie mamy. Nie dodał jednak, iż na straży tego politycznego z natury prawa musi stać siła świadomości Suwerena. Siła ta jest budowana nie przez lata, ale wieki i ulokowana w narodowej myśli, obyczaju, sile państwa, kulturze i na końcu w ludziach, a więc w obywatelach. I nie jest to jakiś nacjonalizm, ale prewencja, zabezpieczenie się przed własną słabością polityczną lub agresją obcego. Warto dodać, iż ciąg myśli, elit i kulturowej formacji został przerwany w 1945 r.
Oprócz Lewandowskiego rozmówcą Jankowskiego był również dr Jan Śpiewak, znany działacz społeczny. W ich dyskusji wyłoniły się dwa punkty widzenia: wąski i szeroki. Śpiewak skupiał się na własnej frustracji, lekceważeniu inicjatywy obrony TK i wyrażał wątpliwość dokonania jakichkolwiek zmian. Lewandowski w odpowiedzi wyjaśnił o co chodzi w „wojnie„ o TK mówiąc, iż odsunięcie Bogdana Święczkowskiego wiąże się ze zmianą statusu polskiej konstytucji i uznaniem jej za podporządkowaną prawu unijnemu… Panie Janku, stracił Pan dużo. Małe sprawy, choćby były bardzo bolesne, nie mogą przysłaniać spraw zasadniczych, od których zależy szansa na zmianę ogólnej sytuacji.
***
Sprawa TK została zinterpretowana, nowy przywódca wyłoniony, pozostał naród, który, jako Suweren, zadecyduje o poparciu lub rozłamie. Zaczyna kończyć się epoka niemrawej III RP, nadchodzi czas prawdy – jak nie tak dawno w Ukrainie. Musimy bardzo uważać, aby obszar od Śląska i Odry po Ługańsk nie stał się jednolitym obszarem konfliktu do rozwiązania i łupem do podziału, albowiem, jak stwierdzono, prawo ma charakter polityczny.
Wylazł podstawowy błąd III RP – partie nie mogą kupować wyborców, uzurpować sobie władzy i podcinać własne korzeni, ale o ile chcemy zachować państwo, społeczeństwo musi czuć się Suwerenem, zachowywać się jak Suweren i być traktowane, jak podmiot. Tak, jak było w II RP.











