Демократия, которая не может защитить себя, однажды может испытать собственные похороны

ireneuszlara.blogspot.com 2 дни назад

Demokracja musi umieć się bronić

„Demokracja jest najgorszą formą rządów, jeżeli nie liczyć wszystkich innych form, których od czasu do czasu próbowano” — powiedział Winston Churchill 11 listopada 1947 roku w Izbie Gmin. Podkreślał przy tym, iż demokracja nie jest ani doskonała, ani nieomylna, ale to społeczeństwo powinno kontrolować władzę, a ministrowie mają być sługami obywateli, nie ich panami.

Dodałbym do tego jeszcze jedno: demokracja musi mieć zabezpieczenie przed samobójstwem.

Nie wiem, jak dokładnie powinno ono wyglądać. Wiem jednak, iż musi istnieć.

31 lipca 1932 roku wybory do Reichstagu wygrała NSDAP, zdobywając 37,3 procent głosów. Naziści stali się największą partią, ale nie uzyskali większości parlamentarnej. Większość Niemców zagłosowała na inne ugrupowania. Mimo to 30 stycznia 1933 roku prezydent Paul von Hindenburg mianował Adolfa Hitlera kanclerzem.

Co było dalej — wiemy.

Nauczony doświadczeniem z Hitlerem Karl Loewenstein już w 1937 roku sformułował koncepcję demokracji walczącejmilitant democracy. Zakłada ona, iż demokratyczne państwo ma prawo, a choćby obowiązek, bronić się przed organizacjami, które traktują demokrację wyłącznie jako narzędzie zdobycia władzy, aby następnie ją zlikwidować.

Demokracja walcząca nie oznacza prawa do zwalczania niewygodnych poglądów ani legalnej opozycji. Oznacza natomiast możliwość reagowania na przemoc polityczną, nawoływanie do nienawiści, tworzenie struktur totalitarnych oraz działania zmierzające do obalenia konstytucyjnego porządku.

Piękna koncepcja.

W Polsce jednym z jej wyrazów jest artykuł 13 Konstytucji. Zakazuje on istnienia partii i organizacji odwołujących się do totalitarnych metod nazizmu, faszyzmu i komunizmu, dopuszczających nienawiść rasową lub narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy albo utajnianie swoich struktur i członkostwa.

Tylko co z tego?

Prawo nie broni się samo. Bronią go niezależne instytucje oraz ludzie gotowi powiedzieć każdej władzy: „Nie wolno”.

Jeżeli Trybunał Konstytucyjny, prokuratura, sądy, media publiczne, służby mundurowe i administracja znajdą się w rękach jednej opcji politycznej dążącej do autorytaryzmu, choćby najlepsza konstytucja staje się zbiorem martwych liter.

Dlatego demokracji nie zabezpieczy jeden artykuł Konstytucji ani możliwość zdelegalizowania jednej partii. Potrzebny jest cały system bezpieczników: niezależne sądy i prokuratura, apolityczne służby, wolne media, jawność finansowania polityki, skuteczne ściganie przemocy i nawoływania do nienawiści, odporna na polityczne naciski administracja oraz rzetelna edukacja obywatelska.

Jeżeli wszystkie te instytucje zostaną przejęte przez ludzi demokracji wrogich, „demokracja walcząca” pozostanie jedynie piękną teorią.

Dziś zastanawiam się, jak realnie ustrzec Polskę przed Braunem w przyszłym rządzie.

Nie widzę skutecznego rozwiązania. Widzę natomiast zagrożenie, iż brunatny język, jeszcze niedawno znajdujący się na marginesie, będzie stopniowo oswajany, normalizowany i wpuszczany do głównego nurtu polityki. Widzę brunatniejącą Polskę.

Nie wierzę w skuteczność „kordonu sanitarnego” wokół Brauna. Partie prawicowego głównego nurtu już zaczynają przejmować język i postulaty radykałów w nadziei na odzyskanie ich wyborców. Wtedy skrajna prawica wygrywa choćby bez formalnego wejścia do rządu, bo to ona zaczyna wyznaczać granice debaty publicznej.

Jestem też przekonany, iż o ile Kaczyńskiemu i Konfederacji zabraknie głosów do utworzenia większości, mogą zaprosić Brauna do współrządzenia. Polityczna arytmetyka często okazuje się silniejsza niż wcześniejsze deklaracje i moralne oburzenie.

Widzieliśmy już, jak gwałtownie można sparaliżować Trybunał Konstytucyjny i podważyć niezależność Sądu Najwyższego. Podobny los może spotkać pozostałe instytucje państwa.

Nie wierzę również, iż ktoś uratuje nas z zewnątrz. Prawica przez lata pracowała nad zohydzeniem Polakom Unii Europejskiej. Unia może wstrzymywać fundusze i uruchamiać procedury prawne, ale władza otwarcie zmierzająca do autorytaryzmu może prędzej zdecydować się na konflikt z Europą, a choćby wyprowadzenie Polski z Unii, niż podporządkować się jej zasadom.

NATO jest sojuszem obronnym, a nie strażnikiem jakości demokracji w państwach członkowskich. Stany Zjednoczone pod rządami Donalda Trumpa również trudno uznać za naturalnego gwaranta europejskiej demokracji. Członkiem NATO jest przecież Turcja, w której władza Recepa Tayyipa Erdoğana systematycznie ogranicza prawa opozycji, mediów i społeczeństwa obywatelskiego. A polscy politycy o autorytarnych skłonnościach mogą patrzeć na taki model nie z oburzeniem, ale z zazdrością.

Nawet zdelegalizowanie partii Brauna niewiele rozwiąże. Jego wyborców nie da się zdelegalizować. Powstanie nowe ugrupowanie faszystowskie, pozornie łagodniejsze — choćby „Czerwone Muchomorki” — którym Braun będzie kierował z tylnego siedzenia. Być może choćby siedzenia w więzieniu.

A pobyt w więzieniu mógłby uczynić z niego nie przegranego polityka, ale męczennika. Wtedy mógłby zdobyć nie osiem, ale dwadzieścia procent głosów.

Nie znam odpowiedzi na pytanie, jak uratować demokrację przed nią samą. Wiem jednak jedno: nie wolno czekać, aż jej przeciwnicy zdobędą władzę, podporządkują sobie instytucje, a potem oznajmią, iż wszystko odbyło się zgodnie z prawem.

Bo demokracja, która nie potrafi się bronić, może pewnego dnia przeprowadzić własny pogrzeb — przy wysokiej frekwencji wyborczej, z zachowaniem wszystkich procedur i przy dźwięku oklasków tych, którzy właśnie ją pogrzebali.

Читать всю статью