Две притчи

niepoprawni.pl 1 час назад

Miało być o czymś innym, ale po pierwsze mam już dość polityki, tej szerokiej, międzynawowej, a szczególnie naszej wewnętrznej, krajowej. Po wtóre i tak nie zarabiam na tym, co piszę, grono czytających jest nieliczne i powiedziałbym esencjonalne, więc dziś będzie coś z Ewangelii, dwie przypowieści. Pierwsza to przypowieść o nielitościwym dłużniku.

„23 Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami. 24 Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. 25 Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. 26 Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: "Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam". 27 Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował. 28 ale gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: "Oddaj, coś winien!" 29 Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: "Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie". 30 On jednak nie chciał, ale poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. 31 Współsłudzy jego widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. 32 Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: "Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. 33 Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?" 34 I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. 35 Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, o ile każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu».” (Mt, 18, 23-35)

Druga to przypowieść o talentach. „14 Podobnie też [jest] jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. 15 Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz 16 ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. 17 Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. 18 Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. 19 Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. 20 Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: "Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem". 21 Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do euforii twego pana!" 22 Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: "Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem". 23 Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do euforii twego pana!" 24 Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: "Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. 25 Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!" 26 Odrzekł mu pan jego: "Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, iż chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. 27 Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. 28 Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. 29 Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak iż nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą choćby to, co ma. 30 A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów".” (Mt, 25, 14-30)

Wiem, czytanie Biblii, a szczególnie Nowego Testamentu, a najbardziej Ewangelii to rzecz niemodna a choćby obciachowa w wielu kręgach, nie tylko postępowych, ale i z nazwy konserwatywnych i katolickich. Mimo to, te teksty warto i trzeba czytać. Pierwsza uwaga o przypowieści o dłużniku. Bóg nie okazuje litości nielitościwemu dłużnikowi. Przeciwieństwo tego, co w teologii określa się mianem taniej łaski (cheap grace). Redukcji Ewangelii do bez kosztowej przepustki do nieba i taniego ubezpieczenia od wiecznego lęku. Współcześnie z Boga, a szczególnie Jezusa czyni się jakiegoś debila, a ze zbawienia wieczny zakład dla niepełnosprawnych umysłowo, dla idiotów. Nie wystarczy prosić czy chcieć. Czyny mają swoje konsekwencje, których nie znoszą żadne błagania o litość. Nasza katolicyzm, to obłaskawione „chrześcijaństwo w kapciach”. I to od stuleci. Można przez całe życie robić co się zechce; wystarczy w odpowiedniej chwili – najlepiej pod koniec życia, gdy grzech już nie pociąga – przeprosić za winy, wyrazić skruchę, a ksiądz da rozgrzeszenie a Bóg wybaczy i wpuści do Królestwa Niebieskiego. W amerykańskim protestantyzmie mają to samo, ale nieco inaczej. W teologii sukcesu (Prosperity Gospel) – Bóg jest bankomatem. Bóg chce, żebyś był bogaty, zdrowy i odnosił sukcesy w biznesie. Wiara jest narzędziem „odblokowywania błogosławieństw” i zyskania życia wiecznego. W ogromnej części amerykańskiego ewangelikalizmu zbawienie sprowadzono do jednorazowej transakcji prawnej. Wystarczy podejść do ołtarza (altar call), wypowiedzieć raz w życiu krótką „Modlitwę Grzesznika” (Sinner's Prayer) i uznać Jezusa za swojego osobistego Zbawiciela i gotowe, plus życie wieczne jako dodatkowy gratis. Więcej, zamieniono wiarę w terapeutyczną kuracje, tzw. Moralistyczny Terapeutyczny Deizm (MTD). To termin ukuty przez amerykańskich socjologów religii (Christiana Smitha i Melindę Lundquist Denton) do opisania duchowości w USA w dominujących kościołach. Główne punkty: 1. Bóg istnieje, stworzył świat i pilnuje moralności, 2. Bóg chce, aby ludzie byli dla siebie mili, uczynni i sprawiedliwi (mieszczańskie cnoty), 3. Celem życia jest być szczęśliwym i mieć dobre samopoczucie (i dobre trawienie), 4. Bóg nie musi się wtrącać w życie człowieka, sam siebie tworzysz, chyba iż self-made men ma problem do rozwiązania, 5. Wszyscy dobrzy ludzie idą do nieba. Jesteś dobry? Spełniasz warunki 1-4? Warunek 5: z automatu idziesz do Nieba. Gdyby jakiś bogacz naszą czapkę robaczywych śliwek wymienił na miliony, uradowawszy się niezmiernie w duszy uznalibyśmy go za skończonego głupca i gardzilibyśmy nim jako kompletnym durniem. Zgodnym zdaniem współczesnych teologów, Bóg będąc mądrością „sprzedaje” bilet do Nieba za garść drobniaków. Coś tu nie gra, prawda?

Są oczywiście malkontenci, w tym ruch reformowany czy nowi kalwiniści, ale ogólny konsensus jest taki, iż jak jesteś dobry, to dobrze ci się wiedzie, i w drugim życiu także będzie ci dobrze. Proste. Liczy się pomyślność w tym życiu, a Bóg to taki dodatkowy, cichy wspólnik alias bankomat. Naciskasz i masz wypłatę. Z punktu widzenia biznesu, nielitościwy dłużnik prowadzi swój biznes wzorowo. Najpierw uzyskuje wielkie ulgi, np. ulgi podatkowe od państwa, czy wielkie zyski, zawierając niezwykle korzystna transakcję, która przynosi wielkie zyski, aczkolwiek niszczy, doprowadza do bankructwa inne podmioty. Jednocześnie twardo egzekwuje swoje należności, od dostawców, kooperantów czy pracowników. Przepis na sukces finansowy. W raporcie finansowym to jest arcydzieło skuteczności: gigantyczne zyski oraz żelazna dyscyplina, zerowa tolerancja dla złych długów (non-performing loans) plus bezwzględna egzekucja należności. Taki biznesmen zyskuje sławę, wysoką podwyżkę, nagrodę „Menedżera Roku” i ekstra bonus: sowity pakiet akcji w ramach premii. Bóg zaś mówi: hola, hola, iż mną to nie przejdzie. Porządek boski inny jest niż ludzki.

Z przypowieścią o talentach pozostało większy problem, jeżeli porównać to z naszym, ludzkim pojęciem sprawiedliwości. Pamiętam, iż kiedyś o tej przypowieści pisałem. Ze sługą nr 1 i 2 jest w miarę normalnie, ale niesprawiedliwie. Dlaczego jeden dostał 5 a drugi 2 talentów? Trzeci sługa to wielki kłopot. W ludzkich terminach zachował się porządnie i uczciwe. Sługa chciał być po ludzku "dobry", spełnić swą powinność i nikogo nie krzywdzić, a Bóg to całkowicie odrzuca. Jest to zarazem odrzucenie całej tzw. teologii wyzwolenia i socjalizmu, jako metody robienia "dobrze" na tym świecie. Jesteś moim dłużnikiem i masz mi służyć przede wszystkim - mówi Bóg. Jeszcze te niemiłosierne słowa: "Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą choćby to, co ma." Kto ma dostanie, kto nie ma, temu odbiorą i resztę. Te słowa jako motto, mogliby sobie powiesić rekiny z Wall Street ale tego nie zrobią, bowiem kapitał, którym obracasz, nie jest twój. Jesteś dłużnikiem od momentu narodzin. Całkowite zaprzeczanie sprawiedliwości, nie tylko tej społecznej, ale takiej najprostszej ludzkiej! Słowa, które są najczęściej wymazywanymi, zapominanymi wersami z Biblii! Przypowieści o dłużniku i o talentach spinają całe przesłanie Jezusa jedną klamrą. Kwestia egzystencjalna. Pierwsza przypowieść to transfer kapitału - Bożej woli - w dół, Druga to transfer Bożej woli w górę. Spójny komplementarny obraz. Zero litości, pobłażania. Stosunek Bóg – człowiek narysowany jedną linią. Nie ma ani milimetra miejsca dla Boga dla idiotów.

Słowo – talent ma dwa znaczenia. Pierwsza i dawna to jednostka wagi i pieniądza, talent srebra, talent złota. Współczesna to talent w sensie zdolności. Piękny porównanie wartości duszy z kruszcem, ze zlotem w wadze wyrażonym. Współcześnie dwie potężne armie: kaznodziei, księży oraz psychologów, psychoterapeutów napędzane przez kult mamony ze wszystkich sił starają się zamazać sens tych dwóch opowieści. W tym znaczenie słowa: talent. Dziś wszyscy mają jakiś talent i mają zapewnione zbawienie. Niebo za przystępną cenę. Jesteś wspaniały. Jesteś dobry i cudowny, Masz tyle talentów. Ujawnij je, Nie daj się ograniczyć. Bądź sobą. Zrzuć maskę. Porzuć toksyczne związki i zobowiązania. Żona, mąż cię uwiera? poszukaj szczęścia w innych związkach. Dzieci drażnią? Daj spokój, są dorośli niech sobie robią, co chcą. Przyjaciele krytykują? Spoko, znajdziesz innych, co będą cię chwalić. Ojciec, matka powodują uczucie wstydu? Zostaw ich, nie jesteś im nic winien. Nie pozwól, aby cudze opinie cię ograniczały, aby cudze zło skaziło twą istotę. Jesteś jedyny, najważniejszy. Armia psychologów i psychoterapeutów płatnych od godziny zapewnia autoafirmację bez żadnych bez warunków wstępnych. „Jesteś wystarczający taki, jaki jesteś”, „nie musisz niczego udowadniać”, „twoim jedynym obowiązkiem jest zadbać o swój dobrostan”. "Sens życia jest w samym życiu". Armia duszpasterzy zapewnia, iż Bóg nie ma prawa niczego od ciebie żądać. Bóg ma tulić, ocierać łzy, leczyć nasze zranienia, głaskać po głowie. Zapewniają z ręką na sercu, iż na koniec wszyscy spotkamy się przy wspólnym stole jako jedna wielka szczęśliwa rodzina i będziemy jeść, i jeść, i jeść… I stanie się jak na obrazkach świadków Jehowy: niemowlę uśnie wtulone w tygrysa a łania paść się będzie przy boku wilka. Tak dokonuje się psychiczna kastracja. „Porzuć toksyczne zobowiązania” – oznacza likwidację wierności, zobowiązań i odpowiedzialności za innych. „Nie daj, aby cudze zło skaziło twą z gruntu dobrą istotę” – to zaprzeczenie prawdy o ludzkiej kondycji. Zło w tej narracji zawsze przychodzi z zewnątrz. „Jesteś jedyny i najważniejszy” – jawna postawienie własnego JA w miejsce Boga.

Miałem kolegę na studiach. Mawiał, iż żyje w Babilonie, w sensie w rzece nieprawości. Akurat panowała komuna, ale jemu nie chodziło tylko o ustrój. Jego postawa moralna była, powiedzmy... bardziej zmierzwiona niż jego broda, a dusza brudniejsza od ciała. Ale święcie uważał, iż zło to nie on, to z zewnątrz, jak wiatr czy deszcz. Odwieczne podejście "naprawiaczy świata": zło to coś z zewnątrz, jak rzeka pełna brudu i nieczystości. Jednakże trzeba i można to naprawić, oczyścić, albo przynajmniej skanalizować, ucywilizować. najważniejsze słowo: można, bo zło jest na zewnątrz. Jezus to znał i na to odpowiedział: „„Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota” (Mk 7, 20–23). Naprawiacze świata wszelkiej maści panicznie boją się tej diagnozy, bo ona natychmiast odbiera im mandat do pouczania czy wychowywania innych.

Te dwie przypowieści łączą się w jedną wizję świata, Boga i człowieka. Jesteśmy jak ci słudzy winni mnóstwa talentów; czy wysłani do pomnażania nie swoich talentów. Te, które otrzymali, mniejsze lub większe, bez znaczenia jakiej wielkości. To nasza sytuacja. Sytuacja egzystencjalna, choć to słowo splugawione przez francuskich filozofów. Rodzimy się winni i zostaniemy rozliczeni co do grosza. Nie rodzimy się z czystym kontem. Rodzisz się na gigantycznym długiem, Długiem wobec Boga, inaczej długiem ontologicznym. I ten dług musimy spłacić, oddać z odsetkami a surowy rachmistrz rozliczy nas co do grosza. Psychoterapeuci i inni psycho-magicy oszaleją! A potem podniosą stawkę godzinową. "Urodziłeś się nie po to aby żyć/ masz mało czasu trzeba dać świadectwo" parafrazując Herberta. W wymiarze egzystencjalnym każdy z nas otrzymał bezcenny dar niby te tysiące talentów: życie i oddech, świadomość i czas. Ograniczony czas i świadomość pełną lęku i barier. Naszą sprawą i naszą odpowiedzialnością jest, co z tym darem zrobimy. Nie rzuca się pereł przed wieprze? Kto wie? Jezus mówi prostą rzecz – zostaniemy rozliczeni. Czasu jest mało, a bilans na końcu i tak zostanie zamknięty. Liczyć się będą nie dobre chęci, intencje, prośby czy błagania, ale wyniki. Upiorny wniosek? Być może. Z pewnością podgląd niemodny a choćby wyklęty przez współczesną teologie i psychoterapie.

Co z tym zrobić? Zawsze można zmienić wiarę np. na starozakonną; pieczołowicie liczyć kroki, łyżki i grzechy utwierdzając się co dnia w lubym przeświadczeniu, iż jesteś idealny to jest wybrany. Zostać buddystą, muslimem, rastafarianinem, wyznawcą postępu lub Wodnika. Albo wierz sobie w kozła. Bez różnicy. Do wyboru, do koloru. jeżeli zostajesz przy chrześcijaństwie, zadaj sobie choć tyle trudu, by wyjść z kapci – albo ze swojej strefy komfortu mówiąc modnym językiem – i przeczytać ze zrozumieniem kilka ustępów z Nowego Testamentu. Nie ma i nie będzie żadnego dowodu na to, iż Bóg istnieje. o ile Bóg istnieje, nie jest debilnym dyrektorem przytułku dla upośledzonych umysłowo. To jedno jest pewne.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Читать всю статью