Даже без Трампа Америка будет... Америка, полная Трампа. Он позаботится об этом

natemat.pl 1 час назад
62 proc. – to poziom dezaprobaty dla Donalda Trumpa w USA. Rekordowy, szokujący, najniższy w historii jego obu kadencji wynik. Co Amerykanom najbardziej się nie podoba? Tu nie chodzi tylko i wojnę w Iranie i inne szaleństwa w polityce międzynarodowej, które widzimy my. Tu chodzi o codzienne życie Amerykanów. Ale też rozmach, który wokół swojej osoby funduje im Trump.


W najnowszym sondażu Amerykanie ocenili m.in. koszty życia, inflację, gospodarkę, podatki i to, jak ze wszystkim radzi sobie Donald Trump. Wyniki są porażające. Praktycznie w każdym przypadku ponad 60 proc. badanych nie pochwala działań prezydenta USA. Przy kosztach życia negatywnie oceniło Trumpa aż 76 proc. Amerykanów, a przy inflacji 72 proc.

Podobnie jest w polityce międzynarodowej. Aż 66 proc. nie popiera jego działań w Iranie, a 65 proc. nie podobają się relacje z sojusznikami USA. Dwie trzecie Amerykanów uznało zaś, iż ich kraj zmierza w złym kierunku.

Badanie Ipsos dla ABC News i "Washington Post" to kolejne już, które pokazuje fatalną pozycję Donalda Trumpa. Jego notowania słabną od miesięcy. Chwilę temu, gdy poparcie dla prezydentury spadło do poziomu około 35 proc. prof. Tomasz Płudowski, amerykanista, mówił naTemat: – To najniższe poparcie dla prezydenta w ostatnich latach, w ostatnich dekadach.

Kilka dni później, w sondażu Reuters/Ipsos poparcie dla Trumpa spadło do 34 proc.

Teraz słyszymy, iż znowu padł rekord. Tak źle z prezydentem USA w ocenie Amerykanów jeszcze nie było. Dlaczego? Spójrzmy z ich perspektywy.

Tu Trump szaleje jeszcze w inny sposób. Przez jego politykę międzynarodową i gospodarczą ceny paliw i żywności eksplodowały i nikomu z tego powodu nie jest do śmiechu. Kłamie, nie spełnia obietnic, wikła ich kraj w konflikty, których nie chcą i szarpie wizerunkiem USA. Wszyscy to wiedzą i czują.

Ale przy okazji 250-lecia USA Trump chce też zmieniać nazwy instytucji i nadawać im swoje imię. Umieszczać swoją podobiznę i nazwisko na budynkach rządowych i nie tylko. Szokuje przy tym rozmachem dziwnych budowli. I gdy kraj walczy z inflacją, pokazuje swoją manię wielkości, co oczywiście bulwersuje Amerykanów.

"W okresie znacznego napięcia gospodarczego postanowił nagle zburzyć Wschodnie Skrzydło Białego Domu i wybudować dużą, elegancką salę balową, w której mogłyby się odbywać przyjęcia z udziałem wpływowych ludzi" – ocenia właśnie ostro CNN.

To ociera się już o granice absurdu. Pod tym względem amerykańskie badania też są dla niego bezlitosne.

Sala balowa Trumpa i potężny Łuk Triumfalny


Blisko 60 proc. Amerykanów jest przeciwko budowie w Białym Domu sali na ponad 1000 gości, która przejdzie do historii, choć jeszcze nie powstała.

By ją wybudować, w październiku 2025 roku prezydent USA kazał zburzyć Wschodnie Skrzydło Białego Domu. W marcu – już po ataku na Iran – sam chwalił się wizualizacją, którą dostał od architektów. – To jedna z najwspanialszych sal balowych tego typu na świecie – rozpływał się nad projektem. Jak twierdzi, potrzebuje takiej sali, by móc odpowiednio przyjmować gości ze świata.



Projekt ma kosztować 400 mln dolarów i wywołuje gigantyczne kontrowersje w USA. Za sprawą organizacji National Trust for Historic Preservation trafił choćby do sądu, który kazał wstrzymać budowę. Ale czy Trump coś sobie z tego robi?

W kwietniu prezydent USA pochwalił się zaś projektem potężnego Łuku Triumfalnego, który chce wybudować między mauzoleum Lincolna a narodowym cmentarzem Arlington w Waszyngtonie.

76 metrów wysokości. Złoty napis: "One Nation Under God" ("Jeden Naród pod władzą Boga"), u podstawy cztery duże złote lwy, a na szczycie złoty posąg kobiety oraz dwa złote orły. Budowla ma być większa niż Łuk Triumfalny w Paryżu (49,5 m). – Będzie największym i najpiękniejszym Łukiem Triumfalnym na świecie – ogłosił Trump.

On się cieszy, a Amerykanie? W mediach społecznościowych ogrom kpin i żartów. "To wygląda jak wejście do hotelu w Las Vegas", "Został zaprojektowany, aby zablokować widok na wszystko w DC oprócz Trumpa", "Zapomniał umieścić tam swojego zdjęcia", "Następna będzie złota wieża Eiffla?" – reagują. A weterani wojenni protestują, iż łuk zasłoni Arlington.

Już dziś monument nazywany jest "łukiem Trumpa". Jak pokazał jeden z sondaży, ponad 50 proc. Amerykanów jest mu przeciwna.



Wszędzie wsadzają wizerunek Trumpa i jego nazwisko


Mimo fatalnych sondaży, miejsc i rzeczy z imieniem Trumpa jest już jednak więcej. Tak prezydent USA "umacnia swoją obecność w państwowych instytucjach i na symbolach narodowych" przed 250. rocznicą powstania Stanów Zjednoczonych.

Amerykańskie media ostro punktują, iż Trump podejmuje działania, by w różnych miejscach umieszczać swoje nazwisko i wizerunek "nawet w czasie, gdy jego popularność spada do poziomów rzadko spotykanych w najnowszej historii USA".

W grudniu 2025 roku nie tylko Amerykanie byli w szoku, gdy na fasadzie prestiżowej instytucji im. John F. Kennedy'ego dodano nazwisko Trumpa. Jest już i rządowa strona do kupowania leków "TrumpRx", jest program federalny dotyczący kont oszczędnościowo-inwestycyjnych skierowanych do dzieci "Trump Accounts", jest także "pancernik typu Trump".

Ostatni pomysł – paszporty – Departament Stanu potwierdził kilka dni temu. Chodzi o limitowaną edycję z wizerunkiem Trumpa oraz złotym podpisem, która ma być wydawana od lipca 2026 roku. Wcześniej Mennica Stanów Zjednoczonych ogłosiła plan wybicia złotej monety pamiątkowej z jego podobizną. Wiadomo też, iż jeszcze w tym roku podpis Trumpa – jako pierwszego urzędującego prezydenta USA – ma się pojawić na banknotach papierowych.



Oczywiście ma to związek z 250-leciem Stanów Zjednoczonych, ale wielu Amerykanów widzi to inaczej. Ceny szaleją, rosną koszty życia. Trump nie spełnia obietnic. "Rosnące ceny na stacjach benzynowych powodują, iż inflacja w USA osiągnęła najwyższy poziom od prawie dwóch lat", "Średnia cena benzyny w USA wzrosła o ponad 40 proc." – grzmią media.

Alarmują też, iż ceny konsumpcyjne w USA wzrosły o 3,3 proc. w skali roku i iż przez kryzys paliwowy i suszę mogą wzrosnąć do najwyższego poziomu od 2022 roku. Przypominają też, iż w 2025 roku USA zalała największa od 15 lat fala bankructw.

A prezydent żyje jakby w innym świecie.

Młodzi ludzie odwracają się od Trumpa


Od Trumpa odwracają się już republikanie, ale także młodzi ludzie, którzy poparli go w ostatnich wyborach. A głównym powodem – jak analizują media – jest rozczarowanie sytuacją ekonomiczną, opieką zdrowotną oraz polityką zagraniczną.

"Młodzi mężczyźni tracą sympatię do Donalda Trumpa. Ale czy demokraci zdołają ich przekonać?" – zastanawia się właśnie "The Economist".

Niedawna analiza "The Atlantic" na ten temat trafiła na Reddita i wywołała dyskusję. "Młodzi wkraczają dziś w dorosłość z długami i presją finansową. Oceniają go (Trumpa - red.) przede wszystkim na podstawie wyników ekonomicznych. Koszty są przez cały czas wysokie, perspektywy zatrudnienia są słabe, a najważniejsze potrzeby, takie jak mieszkanie, studia i opieka zdrowotna, są mniej osiągalne" – tak podsumowano odczucia młodych.

Magazyn "Time" cytuje z kolei kilka sondaży z ostatnich miesięcy, które to pokazują. W jednym z nich ok. 58 proc. młodych mężczyzn biorących udział w badaniu stwierdziło, iż Trump negatywnie wpłynął na ich finanse. Według innego, jeszcze ze stycznia, aż 76 proc. osób poniżej 30 roku życia uznało, iż administracja Trumpa "nie robi wystarczająco dużo", aby obniżyć ceny.

Wojna w Iranie tylko te odczucia spotęgowała.

– Donald Trump przekroczył już granicę ośmieszenia siebie i wiarygodności – mówił niedawno w Rozmowie naTemat prof. Tomasz Płudowski, amerykanista. Jego zdaniem prezydent USA wolałby podejmować decyzje, jak... król, czyli jednoosobowo. I to też widzą Amerykanie.

Читать всю статью