ВОТ КУДА ПОШЁЛ ХРИСТОС. КОРПУС-КРИСТИ 2026

niepoprawni.pl 2 часы назад

BÓG W TATRACH

Znad Giewontu Pan Bóg patrzy

Zamyślony chmurnie

Jak spłoszone serce echo

Tłucze się o turnie

Niczym kamień potrącony

Spod niebieskich drzwi

Nasze życie haftowane

Cienką strużką krwi

Znad Giewontu Pan Bóg patrzy

W plątaninę ścieżek

I podnosi tych co spadli

I krzyczeli „Wierzę!”

Gdy wysoko jak krzyk ptaka

Akt strzelisty dzwoni

Znad Giewontu Bóg wyciąga

Mocną linę dłoni

I kołysze nią w nas serce

Przed ołtarzem gór

Kiedy halny niczym gajdów

Dusi wiatru wór

Znad Giewontu Pan Bóg patrzy

Zamyślony chmurnie

Nim uderzy batem burzy

W odsłonięte turnie

Idzie potem przez doliny

A w miejscu gdzie klęczy

Jego plecy pochylone

Świecą przęsłem tęczy...

B Ó G

Z tej perspektywy skąd wiecznie wszystko się oddala

Kiedy głowę odwrócę i popatrzę w tył....

O co było tak wielkie iż nas przerastało

Teraz staje się małe i ginie jak pył...

Ból zarasta bliznami...klęczą z płaczem krzyże

Łzy kruszeją w pomnikach...w największych cmentarzach

Gwiazdy gasną jak świece zdmuchnięte oddechem

Kiedy groźne memento czas nam rzeźbi w twarzach

Z tego miejsca skąd wiecznie wszystko się oddala

Gdzie umierają z wysiłku zmęczone zegary

Gdzie przestrzeń nas przerasta ponad ludzką miarę

On tylko się przybliża poprzez płomień wiary

On tylko w moim życiu ciągle ogromnieje

A czas - taki potężny – leży Mu u nóg

Im bardziej jestem bliski lotnej garści piachu

Tym większy w moim życiu Wszechmogący Bóg!

BÓG NAD STRUMIENIE MYJE KRWAWE STOPY….

Zielony Anioł Lasu nad przełęczą staje

Gdy wracam poraniony z gorączką choroby

Wielki tlenowy namiot pomiędzy górami

Czułe zielone skrzydło leczące z żałoby

Ta zielona harmonia zgubiona przez ludzi

Spokój który odmierza słoneczny puls ziemi

To codzienne wrastanie w tajemnicę trwania

Gdy schodzimy w głąb ziemi schodami korzeni

Świt kwitnącą gałęzią rozczesuje ciemność

A ona od północy ucieka bezdrożem

Ty! naszej tajemnicy wstającego dnia

W każdej godzinie trudu – szczęść jak dotąd Boże!

Pragnę wrócić do rytmu…do nowej harmonii…

Do światła co wypełnia barwny witraż mowy

Do spokoju co płynie pogodnie z natury

Z lasu co się okrywa cieniem fioletowym

Z chaosu codzienności znów unoszę głowę

Gdy mi serce poezji rytmicznie uderza

I gdy cisza mnie dotknie w okolicy serca

To wtedy we mnie rośnie muzyka pacierza

Bóg siedzi nad strumieniem…myje krwawe stopy

I znak krzyża układa z wilgotnych kamieni

I słucha zamyślony tej muzyki świata

Która płynie niespokojna znad niewiernej ziemi…

Potem dłonie nam kładzie na zmęczone oczy

Jak po burzy nam znowu pogodnieją twarze

A kiedy nasze ciało niespokojnie zadrży

On nakrywa nas kocem pełnym gwiazd…i marzeń…

W TEATRZE PANA BOGA…

W Teatrze Pana Boga wszystko jest możliwe

Gałąź co gra na wietrze - kropla co się trudzi

Kamień który ci zranił nieostrożną stopę

Słońce które po nocy nadzieję w nas budzi

Wiara która przenosi góry w imię Boga

Gdy człowieczym rozumem wszystko nas zawiedzie

Gdy jedynie to światło które On zapala

Do celu nas bezbłędnie z ciemności powiedzie

W Teatrze Pana Boga wszystko jest prawdziwe

Nie można zagrać roli powtórnie od nowa

Tu Pan Bóg decyduje czy spuścić kurtynę

Choć sami powtarzamy i gesty i słowa

One za Jego wolą zmieniają się w ciało

Albo też ulatują dmuchawcem w obłoki

Gdy przez sito palców przecieka nam życie

Gdy już trudno nam stawiać ku przyszłości kroki

Wtedy przychodzi do nas ostatnia godzina

Prawda co ściąga maskę i kostium rozbiera

Zegar serca podchodzi coraz cichszym krokiem

Gdy Bóg do wieczności nieba nasze drzwi otwiera

W Teatrze Pana Boga wszystko jest prawdziwe

Wszystko co nas otacza spełnia Bożą wolę

Ten Teatr Pana Boga jest pełen harmonii

Tylko my często marnie gramy w nim swe role…

POCHYLIŁEM SIĘ W SOBIE...

Pochyliłem się w sobie niczym chore drzewo

Przez wicher potargane przez piorun zranione

Ale Ty Panie! trzymasz i wicher i gromy

Pozwól bym znowu podniósł ku Tobie koronę

Ku słońcu Twej miłości ciepłu miłosierdzia

I ku tęczy nadziei co rozpinasz mad głową

Niechaj ciałem się staje wiara oraz dobro

Rzucone w nasze serca jak ziarno Twe słowo

Pochyliłem się w sobie przygnieciony lękiem

O nasz los pospolity gdy znów wicher wieje

Bo tak trudno nam tworzyć naszą niepodległość

Gdy to nasz nieprzyjaciel pisze nasze dzieje

Bo to one nas uczą czujności przed jutrem

Pokory gdy zostanie nam nadzieja krucha

Gdy murem nas otoczy zwątpienie i klęska

Gdy jedynym ratunkiem tylko siła Ducha

Ona ma rozbić mury i otworzyć bramę

Rozplątać przyszłej drogi ciasny węzeł lęku

Ten Duch który przenika przez każde więzienie

Gdy światło Jego mocy Bóg wznosi w swym ręku

Więc śpieszę się kochać Panie! jak pisał ksiądz Jan

Bo tylko dobra miłość buduje i tworzy

Bo tak gwałtownie odchodzimy jak obłok jak wiatr

Wpisani Bożym palcem na mapie przestworzy…

Zanim się garścią prochu przed Bogiem położę

Jeszcze chcę ci powiedzieć słowo pożegnania

I zostawić je z wiarą jak przed snem marzenie

Co jak słońce po nocy nad Ojczyzną wstanie…

Że prawdy i miłości kłamstwo nie pokona

Że będziesz Matko-Polsko! wolna i szczęśliwa

Póki nas jeszcze miłość oraz duch wolności

Nieustannie w pacierzach do Ciebie przyzywa!

MÓJ CHTYSTUS

Łzami otoczony…źródłem i płomieniem…

Okryty płaszczem ziemi…owiany kosmosem…

Dobry Wielki Boże ! fiołkiem w ciemnym kącie

Pomiędzy żywiołami wzrastam swoim losem…

Tyś pomiędzy początkiem i końcem wszechświata

Pochylony u źródła…biegnący ku brzegom…

Panie ! co nas przenikasz oczami jak mieczem

Tyś ! ponad tych żywiołów – Alfą i Omegą !

Od narodzi do śmierci Twoja dobra twarz

Twoje oczy ogromne patrzące nad nami

Z otchłani co ogarnąć nie umiemy myślą

Po wieczność co się sypie zmarłymi gwiazdami

Na Twojej ludzkiej twarzy ślad czasu w czole

I data co w nas ludzkie sumienia porusza

Bo przecież oto wiemy iż się zbliża data

Gd spłynie krwią oblicze mojego Chrystus !

I dźwigasz nas w cierpieniu ponad ludzkie sprawy

Jedynie całun śmierci zostawisz skrwawiony

Byśmy mogli zobaczyć Twoje ziemskie ślady

Gdy patrzysz poprzez gorycz cierniowej korony

Twoje oczy ogromne czuwają nade mną

Dzięki nim widzę światło…barwę…i sumienie

Co mi Panie! zostaje gdy Ty wszystko widzisz…

Pokora i modlitwa….miłość…i milczenie…

TĘDY SZEDŁ CHRYSTUS…

Tędy szedł Chrystus ! w wielkim płaszczu światła

Jeszcze las klęczy pochylony tchnieniem

Tędy przechodził poprzez nasze życie

By w nas obudzić uśpione sumienie

Tędy szedł Chrystus ! pochylony nisko

Nad każdym drzewem… nad dwudziestym wiekiem

W ciemności świecił zapałką miłości

Schylony czule nad każdym człowiekiem

Tędy szedł Chrystus ! z kosturem pielgrzyma

Rozmnażał Słowo jak rybę i chleb

Przyłącz się do tych co Mu zawierzyli

I idą z Nim niczym mistyczny śpiew

Tędy szedł Chrystus ! wzdłuż wiślanych brzegów

Świecił krzyżami wśród lasów i pól

Tędy przechodził wśród powstań i wojen

By z nami nosić nieszczęścia i ból…

Tędy sz4dł Chrystus ! w blasku Dekalogu

Nad każdą naszą pochylony łzą

To On troskliwie pomaga nam wznosić

Naszej wolności z wiary wielki dom

Tędy szedł Chrystus ! na nasze spotkanie

Mówił zwyczajnie naszą Polską Mową

Kiedy z pielgrzymką czekał na spotkanie

Ze swoją Matką gdzieś pod Częstochową

Tędy szedł Chrystus ! w koronie cierpienia

Pod krzyżem grzechu samotny i chory

Próżno Go szukać w wystawowych oknach

W blasku mamideł gdy brak nam pokory

Tędy szedł Chrystus ! poranioną stopą

Jeszcze wciąż płoną świeże ślady krwi

Tędy przechodził dźwigając Historię

Naszych szalonych niebezpiecznych dni

Tędy szedł Chrystus ! w wielkim płaszczu światła

Jeszcze las klęczy pochylony tchnieniem

Tędy szedł z płaczem poprzez naszą ziemię

By w nas obudzić uśpione Sumienie…

Читать всю статью