ВОЙНА С ИРАНОМ. ЭНЕРГЕТИЧЕСКИЙ КРИЗИС И ГОЛОД.

wiernipolsce1.wordpress.com 1 час назад

Komentarz Siergieja Piereslegina do bieżących i przyszłych wydarzeń

Kontynuujemy dyskusję o pogłębiającym się kryzysie.

Na świecie nie ma dobrych wydarzeń. Spróbujmy wydobyć z tego choćby promyk optymizmu. Jak mawiał mój ulubiony szachista, Tarrasz: „Gdzie nie ma dobrych ruchów, tam zawsze znajdą się złe”.

Porozmawiajmy o złych ruchach.

Zacznijmy od tego, iż Amerykanie rzeczywiście przygotowują się do operacji lądowej i wydaje się, iż nastąpi to lada dzień. Obawiam się, iż nikt nie wie, do czego przygotowują się Amerykanie, łącznie z nimi samymi, ponieważ właśnie dziś Trump oświadczył, iż osiągnął już porozumienie z Iranem i wojna musi się zakończyć. Z drugiej strony, poziom zaufania do przemówień Donniego podczas wojny jest, moim zdaniem, bliski zeru, choćby w Stanach Zjednoczonych, nie mówiąc już o innych miejscach. Najzabawniejsze jest to, iż ogłoszenie Trumpa o zakończeniu wojny nie oznacza, iż ​​irańskie rakiety nie będą dalej niszczyć Żelaznej Kopuły, która i tak ledwo się trzyma.

<…>

I choć Trump obiecuje operację lądową, już teraz mówi, iż nie pomoże krajom, które nie mogą pozyskać węglowodorów, ponieważ Cieśnina Ormuz jest zamknięta. Pojawiają się też pierwsze zagrożenia związane zarówno z kryzysem energetycznym, jak i żywnościowym.

Czy Trump chce przedłużyć tę sytuację? I dlaczego miałby tego chcieć?

Najpierw zrozumiejmy, co się dzieje.

Ceny paliw i benzyny zaczęły dość gwałtownie rosnąć we wszystkich krajach nieprodukujących ropy naftowej. Sytuacja wygląda następująco. Pamiętacie, kiedy omawialiśmy rynek żywności, mówiliśmy, iż znajduje się on w strefie zerowej rentowności, a rezerwy żywności w kategoriach towarowych są bardzo małe. Ten rynek jest zawsze lekko niedonasycony. A ponieważ żywność jest sprzedawana stosunkowo tanio, częściowo z powodów politycznych i społecznych, rynek pozostaje na zerowej rentowności. W konsekwencji, ponieważ spalanie węglowodorów stanowi podstawę wszelkiej działalności we współczesnym społeczeństwie – dotyczy to również rolnictwa, przynajmniej dlatego, iż zebrane plony trzeba gdzieś przetransportować, a wcześniej importować nawozy – w obecnych warunkach ceny żywności zaczynają gwałtownie rosnąć.

Wraz ze wzrostem cen naturalnie spada wolumen handlu. W rezultacie wielu producentów żywności uważa produkcję za nieopłacalną. A teraz ogłasza się, iż Holandia, północne Niemcy do pewnego stopnia, Norwegia do pewnego stopnia, zaczynają doświadczać pewnych problemów z rybołówstwem, ponieważ sejnery(*) zużywają spore ilości oleju napędowego, podczas gdy z jakiegoś powodu nikt nie przestawił się na wykorzystanie odpadów. Są oni zmuszeni sprzedawać ryby po cenach dyktowanych przez rynek, a ryby okazują się doskonałą okazją. W rezultacie produkcja ryb zaczęła gwałtownie spadać.

Ta sama sytuacja zaczyna się rozwijać w okresie siewu. Wielu rolników i dużych producentów żywności twierdzi, iż przy obecnych cenach paliw siew jest nieopłacalny i dlatego nie będą tego robić. Dotyczy to Europy, a w znacznym stopniu również, na przykład, Azji Południowo-Wschodniej i subkontynentu indyjskiego.

Jak zawsze, newralgicznym punktem jest Bangladesz. Pamiętacie, jak mówiliśmy, iż wybuchnie tam pierwsza poważna klęska głodu? Bangladesz ma bardzo niewielkie rezerwy finansowe lub nie ma ich wcale. W rezultacie Bangladesz twierdzi, iż nie pozostało do końca pewien, jak kontynuować rolnictwo. Zbliżamy się do sytuacji, w której zasiewy mogą zostać zakłócone w dużej części półkuli północnej. A biorąc pod uwagę, iż rynek znajdował się już w raczej niestabilnej równowadze, może to doprowadzić do – trudno powiedzieć, czy można to nazwać głodem, ale już teraz możemy być niemal pewni, iż doprowadzi to do znacznego wzrostu udziału żywności w wydatkach rodzinnych, co jest cechą charakterystyczną kryzysu społecznego.

Chyba iż Trump jutro dojdzie do porozumienia z Hamasem i otworzą Cieśninę Ormuz ku zadowoleniu wszystkich. Jednak choćby to nie zmieni wiele sytuacji, ponieważ wiele rafinerii ropy naftowej spłonęło zarówno w Rosji, jak i na Bliskim Wschodzie. Dlatego myślę, iż cena pozostanie wysoka choćby w tym przypadku.

<…>

Sytuacja Trumpa. Muszę tu wyciągnąć jeden bardzo nieprzyjemny dla mnie wniosek. Jest to dla mnie naprawdę bardzo trudne, wewnętrznie. Jestem zmuszony to zrobić, choć przynajmniej przez ostatnie kilka miesięcy miałem nadzieję, iż tak się nie stanie. To, co dzieje się teraz na świecie, to znaczy w Rosji, USA i Europie, jest ponownie dyktowane przez globalistów. I z tej perspektywy trzeba powiedzieć, iż sytuacja jest dla nich całkiem korzystna. Właśnie mieli na myśli głód jako dobry sposób rządzenia światem.

W jaki sposób Trump gra na rękę globalistom? To interesujące pytanie, na które nie znam odpowiedzi. Najprawdopodobniej w grę wchodzą dwa czynniki.

Spójrzmy, jeżeli na przykład mówimy o Rosji – porozmawiamy o tym później bardziej szczegółowo, ale teraz prosty przykład – wiemy przynajmniej dość dokładnie, kto pracuje dla globalistów w Rosji: to jest Bank Centralny, Ministerstwo Finansów, teraz Ministerstwo Rozwoju Cyfrowego i Łączności oraz Roskomnadzor, i to oczywiście No cóż, ci wielcy oligarchowie, którzy są zależni od rynków zachodnich. Znamy ich.

Nie jestem przekonany, czy Trump wyraźnie rozumie, kto w jego partii pracuje dla globalistów.

Rozumie, iż Partia Demokratyczna pracuje dla nich, ale wydaje się, iż globalistom udało się przegrupować i zrozumieć, iż Demokraci nie pomogą im w najbliższym czasie i iż muszą szukać innych stref wpływów. A ponieważ Partia Republikańska tradycyjnie była partią wielkiego kapitału przemysłowego, prawdopodobnie znaleźli strefy wpływów, w których mogą działać. To jeden model.

Drugi model: wpływ można faktycznie osiągnąć dzięki sztucznej inteligencji. Mówiliśmy o tym, jak operacja w Iranie wyraźnie nosi wszelkie znamiona zaprojektowania i zaplanowania przez sztuczną inteligencję, co pozwoliło Trumpowi rozpocząć operację znacznie wcześniej niż przewidywano – Iran również nie był na to gotowy, my nie byliśmy gotowi, Chiny nie były gotowe, choćby Europa. Ale ten plan strategiczny zdecydowanie nie uwzględniał możliwości obrony Iranu, częściowo dlatego, iż przygotowania sztucznej inteligencji opierały się na tej samej, niezwykle udanej kampanii w Iraku, ostatniej i najwyraźniej przeprowadzonej. Tymczasem Trump, najwyraźniej umiarkowany fan wojny na Ukrainie, nie zwrócił na to większej uwagi: jego sztuczna inteligencja nie uwzględniła ani doświadczeń wojny na Ukrainie, ani doświadczeń Strefy Gazy. Zatem drugi możliwy scenariusz – błędy w planowaniu operacyjnym – jest związany z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.

Ale istnieje dość interesujący pomost między drugim a pierwszym scenariuszem. Właśnie oglądałem francuską powieść kryminalną, która oczywiście, jak to w kryminałach bywa, opowiadała o morderstwie. Problem w tym, iż córka głównego detektywa jest obsesyjnie zafascynowana walką z globalnym ociepleniem, co tworzy całą masę napięć w powieści. Jaki w tym sens? Dziewczyna oczywiście nie ma pojęcia o klimatologii, ale czyta o globalnym ociepleniu od dzieciństwa. W związku z tym podejmowane przez nią decyzje, które uważa za całkowicie niezależne, podlegają manipulacji.

Jeśli mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją, która jest przecież znacznie prostsza niż ludzki mózg, to powiedziałbym tak: manipulowanie bazami danych i algorytmami przetwarzania jest całkiem łatwe. I najprawdopodobniej to właśnie tego rodzaju pracy nauczyły się organizacje transnarodowe – umiejętności manipulowania sztuczną inteligencją. Szczerze mówiąc, nie potrafię znaleźć innej odpowiedzi, ponieważ to, co następuje, to hipoteza na poziomie jawnej przestępczości, jak bezpośredni szantaż Trumpa, co jest z pewnością możliwe, ale biorąc pod uwagę charakter i historię Trumpa, znacznie mniej prawdopodobne. Dlatego zdecydowałbym się na tę hipotezę.

Ale, nawiasem mówiąc, uwaga: kiedy mówimy o kryzysie żywnościowym, to oczywiście dobrze, świetnie i bardzo ważne w kontekście modelu kryzysu fazowego. Ale tak naprawdę to jeszcze nie wierzchołek góry lodowej. Idźmy dalej. Wraz ze wzrostem cen ropy, chiński PKB zaczyna spadać. Chiny nie produkują własnej ropy naftowej, a ich PKB jest ściśle powiązane z cenami ropy. Tak, Chiny mają pewne rezerwy. Niemniej jednak spadek wzrostu produkcji w Chinach jest nieunikniony. Nie do końca ufam chińskim danym, podobnie jak wielu innych, i skłaniam się ku przekonaniu, iż Chiny albo są już na krawędzi kryzysu gospodarczego – czyli zerowego lub ujemnego wzrostu – albo przekroczyły ten próg w sytuacji skrajnej niestabilności, charakterystycznej dla współczesnych Chin. To bardzo niebezpieczne.

Ostatnio omawialiśmy, jak Chiny przetrwały wybuch wojny w Iranie lepiej niż ktokolwiek inny. Tak, przetrwały początkowy etap. Okazuje się, iż w kolejnym cyklu popadną w poważny kryzys gospodarczy.

Jeśli Trump utrzyma kontrolę nad sytuacją w Ameryce, czy skorzysta na tym? Zacząłem od Chin po prostu dlatego, iż oferują one najprostszą, wielokrotnie przeprowadzaną analizę tego, jak chiński PKB i jego wzrost zależą od ceny ropy. Ale w rzeczywistości sytuacja jest znacznie gorsza, ponieważ sytuacja w Stanach Zjednoczonych jest już rejestrowana jako stagnacja i kryzys gospodarczy. Oficjalne dane z USA z ostatnich kilku dni mają dokładnie ten sam powód. Ceny węglowodorów gwałtownie wzrosły, a przemysł nie był w stanie nic z tym zrobić; produkcja zaczyna się zamykać i spadać.

Europa nie odnotowała wzrostu; od dawna stoi w miejscu. Oczywiście, można wielokrotnie przeliczyć tego samego dolara na podstawie gospodarki usługowej, ale to nie ułatwia sprawy. A jeżeli weźmiemy pod uwagę, iż doświadczamy dokładnie tej samej stagnacji w Rosji, to otrzymujemy następujący wniosek.

Wygląda na to, iż powoli, stopniowo realizujemy scenariusze, które w prognozie z 2008 roku nazwano galową depresją – czyli długoterminową depresją dla wszystkich głównych graczy, z której nie do końca wiadomo, jak wyjść, ponieważ zaczynają działać mechanizmy sprzężenia zwrotnego. Najbardziej niepokoi mnie nie chińska depresja. Chińska depresja to problem Xi Jinpinga: czy w tej sytuacji będzie w stanie utrzymać władzę i prowadzić politykę wewnętrzną? Myślę, iż może, bo nie wydaje się, żeby miał silną konkurencję. W tej chwili

Znacznie bardziej martwi mnie sytuacja w Stanach Zjednoczonych. Stany Zjednoczone trzykrotnie w swojej historii stanęły w obliczu poważnego kryzysu politycznego i gospodarczego, podobnego do kryzysu depresyjnego. Tylko raz, naprawdę poważny, i znamy go jako Wielki Kryzys.

Sytuacja z 2008 roku nazywana jest w tej chwili Wielką Recesją, a podobne recesje miały miejsce w XIX wieku. Za każdym razem prowadziły one do poważnego kryzysu wewnętrznego i, z reguły, do próby ucieczki poprzez eksport kryzysu do innych państw i poprzez wojnę. Ale choćby w przypadku eksportu, jeżeli weźmiemy pod uwagę Wielki Kryzys, skutkował on 30-procentowym spadkiem produkcji i kolosalnym wzrostem bezrobocia. Dzieje się tak pomimo faktu, iż Hoover, słusznie krytykowany za ten kryzys, jeszcze przed Rooseveltem, robił wszystko, co możliwe, aby wyeksportować kryzys do Europy. Udało mu się to, ale kilka pomogło Stanom Zjednoczonym.

Jeśli więc czeka nas podwójny kryzys Wielkiego Kryzysu – nawiasem mówiąc, nie zapominajmy, iż Hoover był republikańskim prezydentem, a także zwolennikiem silnego rozwoju przemysłu i biznesu – to generalnie możemy oczekiwać, iż kryzys, zgodnie z przewidywaniami, najdobitniej ujawni się w najbardziej rozwiniętym kraju świata, czyli w Stanach Zjednoczonych, kraju z ogromną liczbą broni jądrowej i szalonym prezydentem.

Powiedzieliśmy już, iż szaleństwo to nie uzależnienie od narkotyków, ale raczej kwalifikacja i gotowość do wojny zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej. I nie zapominajmy: oprócz zarazy i głodu potrzebujemy również wielkiej wojny. I wtedy wszystko będzie w porządku.

Zgodnie z teorią kryzysu, w ciągu ostatniego miesiąca, jako kontynuacja katastrofy fazowej, poczyniliśmy niezwykły krok naprzód jako cała ludzkość – nie tylko Stany Zjednoczone, Europa czy Rosja. Cóż, zobaczymy, jak to się potoczy. Być może jednak mamy jakieś wyjście z tej sytuacji. Dokładnie tak samo było w XX wieku, za Justyniana Wielkiego i wcześniej.

Podstawowy problem polega na tym, iż po pierwsze, elity w głównych krajach nie chcą widzieć kryzysu. Po drugie, choćby gdy go widzą, zaczynają zakładać, iż ich osobiście nie dotknie. Po trzecie, choćby gdy rozumieją, iż może ich to dotknąć, uważają, iż system kontroli i równowagi jest tak rozwinięty, iż i tak nic nie da się zrobić, więc choćby nie próbujmy. To jest główny problem.

Przypomnijmy Hoovera; powiedział dokładnie to samo. I co z tego? Co się stało? Krach na giełdzie. „To tylko poprawi gospodarkę”. Ale gospodarka poprawiła się dopiero 20 lat później. W zasadzie okazało się, iż miał rację. Tylko nie wszyscy dożyli, by zobaczyć jego rację.

A głównym problemem nie jest brak dobrego rozwiązania, ale to, iż ci u władzy albo nie potrafią dostrzec tych rozwiązań, albo je docenić, albo, w najlepszym razie, dostrzegają je i doceniają, ale nie potrafią ich wdrożyć za pośrednictwem struktur, które w rzeczywistości zapewniają i podtrzymują ich władzę.

Przepraszam, panie i panowie, kryzys fazowy nie jest częścią teorii Marksa, ale jest, między innymi, kryzysem marksistowskim. Właśnie o takiej sytuacji mówiliśmy. Pamiętajcie, powiedziałem, iż oryginalne sformułowanie jest nieścisłe. Lenin powiedział: „Ci na górze nie mogą rządzić w nowy sposób, a ci na dole nie mogą żyć w stary sposób”. Mówiliśmy o tym, jak wszystko wygląda inaczej. Ci na dole nie mogą już żyć, jakkolwiek by to było, a ci na górze nie mogą rządzić ani w stary sposób – to nie działa – ani w nowy – nie wiedzą jak. I to jest istota kryzysu rewolucyjnego według Marksa.

Nie trzeba dodawać, iż kryzys fazowy ma większą wagę niż kryzys marksistowski. Chodzi nam o to, iż jeżeli stoimy w obliczu kryzysu fazowego, to z pewnością po drodze napotkamy kryzys społeczny i kryzys militarny, który zależy od obu.

Cóż, omówiliśmy już kwestię zaopatrzenia w żywność. Odpowiem zatem na następujące pytanie. Całe pytanie leży teraz w głębi świadomości. Człowiek ma prawo do niezależnego myślenia, wolnej woli i podejmowania niezależnych decyzji, choćby jeżeli jest prezydentem, cesarzem czy sekretarzem generalnym. W związku z tym całe pytanie sprowadza się teraz do jednego: czy ci u władzy, którzy w pełni zrozumieli głębię problemu, mogą korzystać z tego prawa do wolnej woli?

Bardzo lubię ten cytat Galaktionowa; często go tu cytuję. Jest naprawdę dobry. Czy to oznacza, iż ​​klęska wojsk niemieckich w bitwie morskiej była nieunikniona? Oczywiście, iż nie. Taki wniosek wyciągnąłby metafizyk, a nie marksista. Marksista powiedziałby w tym względzie, iż nikt nie jest w stanie określić granic działania tak potężnego narzędzia, jak niemieckie Naczelne Dowództwo, w pełni świadome siebie i całej sytuacji.

To samo powiedziałbym o przywódcach Chin, Ameryki, Rosji, Europy i Indii. Nikt nie jest w stanie określić granic ich zdecydowanej woli i jasnej świadomości swoich działań w tej sytuacji. Dlatego też, gdy pytają mnie, co zwykły człowiek może zrobić w tej sytuacji, zwykle odpowiadam językiem księdza: wie pan, musimy modlić się za elity nasze i innych ludzi. Bo teraz nie mamy już nic innego.

Alternatywą jest rewolucyjne wystąpienie, ale w warunkach fazowego kryzysu nie jest to ratunkiem.

(*) Sejner to specjalistyczny statek rybacki przystosowany do połowu sieciami okrężniczymi (purse seiner) lub duńskimi (danish seiner), używany głównie do łowienia ryb ławicowych, takich jak śledzie, makrele czy sardynki. Charakteryzuje się dużą przestrzenią ładunkową ze zbiornikami RSW (schładzana woda morska) i często nowoczesnym wyposażeniem

(wybór, podkreślenia, tłum. i przypis – PZ)

Читать всю статью