"Бельгия все еще гоняется за НЛО, а бельгийцы все еще платят за это Брюссель увидел странные огни, закричал "Путин!" и сжег 50 миллионов евро - только для того, чтобы обнаружить полицейский вертолет в главной роли".

grazynarebeca.blogspot.com 2 часы назад

Aktualizacja: 27 kwietnia 2026, 15:20


Autor: Rachel Marsden, felietonistka, strateg polityczny i prowadząca niezależne programy talk-show w języku francuskim i angielskim.


rachelmarsden.com

Belgijski minister obrony Theo Francken © Getty Images/NurPhoto


Hej dzieciaki, śnią wam się koszmary o porwaniu przez kosmitów? Martwicie się, iż fort, który zbudujecie z poduszek i prześcieradeł, was nie ochroni? Dobra wiadomość: kiedy dorośniecie, możecie dostać pracę belgijskiego ministra obrony i wydać 50 milionów euro na swoje wysiłki.

Zła wiadomość dla Belgów.

Kosmici nie wybrali waszego kraju na swoje lądowisko.

Przynajmniej jeszcze nie.

Ale to już drugi raz w moim życiu, kiedy belgijski rząd wyciągnął ciężką artylerię, bo zobaczył UFO.

Ostatni przypadek miał miejsce zeszłej jesieni. Drony, mówili.

Jeśli nie kosmici, to Rosjanie.

Bo co innego mogłoby to być?

Tak czy inaczej, najwyraźniej był to niezły pretekst do szybkiego wydania 50 milionów euro na broń.

Ale teraz minister obrony Theo Francken wije się w parlamencie, w komisji obrony, próbując bronić tego szaleństwa wydatków.

Przywołał setki obserwacji, dodając, że „wielu kolegów uważało, iż pilnie potrzebujemy kupić rzeczy, iż musimy działać, iż z pewnością potrzebujemy również materiałów i iż nie może to zająć lat. Że to pilne teraz i iż to skandal, iż nic nie mamy”.

Nic nie mieliście, jasne. Ale skandal nie na tym polega. Chodzi o to, iż podjęliście działania w oparciu o to nic, obrzucając je pieniędzmi.

Franken wyjaśnił, iż belgijski wywiad wojskowy twierdził, iż 42 z 250 obserwacji dronów było prawdziwe.

Jakieś dowody?

Oczywiście, iż nie.

Ale „nie ma innego wiarygodnego wyjaśnienia niż dron” – dodał.

Bleh blah blah.

Gdzie się podziało te 50 milionów euro, kolego?

I dlaczego tak ogromny kontrakt nie został choćby wystawiony na przetarg publiczny?

Nie ma czasu w takie drobiazgi, skoro kosmici mają wylądować, najwyraźniej.

Albo Putin.

Wszystko to wydarzyło się po tym, jak belgijskie media publiczne wyemitowały reportaż śledczy, usiłując ustalić, o co całe to zamieszanie, nie znajdując żadnych dowodów na wrogie działania, nie mówiąc już o dronach.

Więc teraz minister obrony mówi sobie: no dobrze, okazuje się, iż obserwacje dotyczyły tylko helikoptera.

Obsługiwanego przez belgijską policję.

O, patrzcie!

„Inne prawdopodobne wyjaśnienie”, o którym dosłownie przed chwilą powiedział, nie istnieje.

Ale choćby jeżeli to był helikopter, to i tak szukał drona, mówi.

Nie żeby mógł wam go pokazać.

Ale co z tego? Drobny szczegół.

Przecież kosmici nie przybędą PEWNEGO DNIA.

A także Putin w 2030 roku, o czym ciągle słyszymy od europejskich urzędników.

Lepiej więc wydać te pieniądze teraz na jakąś wpadkę i być przygotowanym na ewentualność. Kto mógłby tego żałować?

Najwyraźniej nie ten facet.

Nie żeby osobiście za to płacił.

Zeszłej jesieni Francken mówił, iż UFO mogą być dronami szpiegowskimi próbującymi podejrzeć amerykańską broń jądrową w belgijskiej bazie lotniczej Klein Brogel.


Drony szpiegowskie, co?

Chyba to miało wyjaśniać, dlaczego podobno krążyły również po lotniskach.

Do tego stopnia, iż ​​trzeba je było zamknąć.

Wszystkie cechy wielkiej tajnej operacji szpiegowskiej:

zwrócić na siebie uwagę całego świata i zrobić aferę.

Ale tak właśnie działa szpiegowanie w filmach.

A ten facet najwyraźniej myśli, iż jest w niej głównym bohaterem.


„To nie jest robota amatorów, to coś innego.

To zasada obowiązująca w Federacji Rosyjskiej od wielu lat.

To są półprofesjonalne i profesjonalne duże drony” – powiedział wówczas, nawiązując do wojny hybrydowej.

„Widzimy kilka dronów jednocześnie, które również latają w formacji.

Nie każdy to potrafi”.

Najwyraźniej tylko kosmici i Rosjanie.

I ludzie, którzy to wszystko badali dla belgijskiej telewizji państwowej, zrobili to z jednym facetem.


Ostatni raz taka histeria miała miejsce w okresie zakończenia zimnej wojny między Związkiem Radzieckim a Zachodem, w latach 1989-1990.

Ale wtedy nie obwiniano Rosjan.

Być może wszyscy już wydali wystarczająco dużo pieniędzy na broń.

W przeciwieństwie do dzisiaj.

To by wyjaśniało, dlaczego po tym ostatnim restarcie fali UFO, Francken zaczął fantazjować o stworzeniu zupełnie nowego departamentu i wypełnieniu go zabawkami: systemami wykrywania, zagłuszania i niszczenia dronów.

Powiedział też, iż NATO „zrówna Moskwę z ziemią”, jeżeli kiedykolwiek zaatakuje.

Brzmi jak rozsądny człowiek, któremu powinno się dać czeki in blanco.

Jeszcze lepiej, gdyby pochodziły z budżetu państwa.


Więc teraz belgijski program telewizyjny twierdzi, iż ten zakup jest badany przez prokuraturę generalną i pośrednio otwarcie zaprasza inne kraje, które mogły wydać pieniądze na ten szum medialny, do zrobienia tego samego.


W każdym razie belgijska opinia publiczna już 35 lat temu wiedziała, iż ​​jej rząd jest w rozsypce w kwestii UFO.

Po miesiącach obserwowania tajemniczych świateł dryfujących dookoła, w końcu wysłali kilka F-16, aby zbadać sprawę.

Zamiast jednak namierzyć UFO, omal nie zestrzelili się nawzajem.

Ta nowa kontynuacja również rozgrywa się niczym hollywoodzka produkcja.

Taka, w której Belgowie finansują dział rekwizytów w wysokości 50 milionów euro, a kosmici nie pojawiają się choćby w epizodycznej roli.


Oświadczenia, poglądy i opinie wyrażone w tym felietonie są wyłącznie poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RT.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/639171-belgium-chases-ufos-50million/

Читать всю статью