Z prof. Jakubem Górką rozmawiamy o mitach dotyczących szarej strefy, o tym, jak zmienia się przestępczość w cyfrowym świecie oraz o konieczności obrony gotówki.
Jakub Górka
Profesor Uniwersytetu Warszawskiego na Wydziale Zarządzania, kierownik Zakładu Finansów Cyfrowych, ekspert PSMEG w Komisji Europejskiej, CEO Smart Fintech Network.
(Wywiad jest zredagowaną i uzupełnioną wersją podcastu „Czy masz świadomość?” pt. „Gotówka, karty i szara strefa. Fakty i mity”).
Rafał Górski: Panie profesorze, w swoim artykule pisze pan: „…nielegalne działania w szarej strefie i pranie pieniędzy (…) realizowane są w mniejszym stopniu w gotówce, niż można by przypuszczać (…), a w większości mają miejsce w pieniądzu bezgotówkowym, kryptowalutach i przy użyciu elektronicznych metod płatności”.
Czym jest szara strefa i jakie są największe mity z nią związane?
prof. Jakub Górka: Pierwszym mitem, który muszę obalić, jest ten, iż to gotówka jest przyczyną szarej strefy. Szarą strefę, czyli „gospodarkę cienia”, stanowi legalna działalność gospodarcza, która celowo ukrywa przed władzami swój zysk po to, żeby uniknąć płacenia podatków i składek. Przykładem działalności w szarej strefie jest zaniżanie obrotów lub dochodu. Natomiast czarny rynek jest działalnością nielegalną per se, czyli niezgodną z prawem, i jest to na przykład paserstwo, kontrabanda czy handel narkotykami.
Gdybym miał wymienić czynniki, które sprzyjają rozwojowi szarej strefy, to na pewno zaliczyłbym do nich indywidualną skłonność do respektowania bądź omijania prawa, poczucie braku konsekwencji za nielegalne działania czy społeczne przyzwolenie na praktyki niezgodne z przepisami. Rozwojowi szarej strefy sprzyja niski poziom zaufania do państwa, jak również nadmierne obciążenia przedsiębiorców wysokimi kosztami pracy oraz rozbudowaną i uciążliwą biurokracją. Notabene te właśnie czynniki powinny być redukowane dla dobra obywateli, bo nie są one w żadnym wypadku powodem do dumy rządu i administracji publicznej.
Drugim mitem jest przekonanie, iż działania przestępcze realizowane są wyłącznie w gotówce. Jest wiele takich czynności, które nie realizowane są w gotówce, a jednak narażają fiskusa na straty, na przykład manipulacje cenami transferowanymi w grupach kapitałowych, także ponad granicami państw, w celu unikania opodatkowania. Chodzi o optymalizację transferów pomiędzy spółką-matką, przykładowo z kraju unijnego jak Francja czy Portugalia, a jej spółką-córką zarejestrowaną w Polsce. Ta „optymalizacja” de facto oznacza, iż ta spółka-córka nie płaci w Polsce żadnego podatku dochodowego.
Kolejnym przykładem nielegalnych działań jest wystawianie fikcyjnych faktur i składanie na ich podstawie wniosków o zwrot VAT-u. Przedsiębiorstwa stosują karuzele podatkowe, wyłudzają środki z programów dotacyjnych, z ulg, z kredytów, wykorzystują raje podatkowe czy też piorą pieniądze poprzez handel. To wszystko są praktyki powodujące poważne straty fiskalne, a w większości przypadków tego rodzaju przestępstwa realizowane są w pieniądzu bezgotówkowym z wykorzystaniem przelewów bankowych, płatności kartowych, a także kryptoaktywów.
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców podał kilka lat temu, iż w latach 2016-2020 korporacja T-Mobile zapłaciła w Polsce 31 000 zł podatku CIT, przy przychodach sięgających ponad 43 miliardy zł…
To jest właśnie skala strat, które ponosi nasz fiskus. Uważam, iż podatek obrotowy byłby zdecydowanie korzystniejszy z punktu widzenia wpływów do naszego polskiego budżetu państwa. Podatek obrotowy to jest podatek od przychodu ze sprzedaży, czyli na przykład 1,5% od obrotu zamiast stawki CIT-19, CIT-15 czy jakiejkolwiek innej.
Piszemy o Ludziach, a nie o władzy
Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!
Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą
Bret Scott w książce „Cloudmoney. Gotówka, karty, kryptowaluty wojna o nasze portfele” pisze: „Godne uwagi jest poparcie dla gotówki ze strony niemieckiego Bundesbanku. Pracownicy Banku Centralnego są generalnie zniechęcani do jawnego promowania gotówki, ale Bundesbank często publikuje raporty, które rzucają na nią korzystne światło. Należą do nich badania, które podważają pogląd, iż gotówka jest wykorzystywana głównie w szarej strefie”. Proszę o komentarz.
Gotówka z racji swojej anonimowości może być wykorzystywana w szarej strefie, ale w żadnym wypadku nie stanowi jej przyczyny.
Anonimowość gotówki jest w tej chwili cechą bardzo pożądaną.
W dobie nieustającej ingerencji w naszą prywatność ze strony banków, big techów i innych podmiotów instrument, który chroni naszą prywatność, jest na wagę złota.
Obecnie każdy obywatel jest traktowany przez firmy, a także przez państwo jako obiekt profilowania, jako zbiór danych. Dlatego tak istotne jest posiadanie instrumentu płatniczego, który tworzy takie punkty nieciągłości w tym procesie profilowania i analizy. Bo o ile użyjemy gotówki, to wówczas te dane z transakcji gotówkowej nie są odnotowywane, nie są ewidencjonowane w systemie bankowym. Warto mieć ten wybór, warto skorzystać z anonimowej gotówki, choćby po to, żeby spowodować, iż nie wszystko będzie o nas wiadomo. Taki anonimowy instrument płatniczy stanowi dodatkowy wentyl bezpieczeństwa.
Żadna forma pieniądza ani żaden instrument płatniczy nie są wolne od nadużyć.
Owszem, gotówka też służy do transakcji nielegalnych w szarej strefie, ale powiedziałbym, iż raczej w takiej drobnej przestępczości ulicznej, tak zwanej street level crime, i raczej przy mniejszych transakcjach. Natomiast w tej przestępczości zorganizowanej, podatkowej, gospodarczej, która generuje największe straty fiskalne, instrumentem dominującym są formy bezgotówkowe.
Często powołuję się na badania trzech uznanych specjalistów w dziedzinie szarej strefy: profesorów Friedricha Schneidera z Austrii oraz Franza Seitza i Hansa-Eggerta Reimersa z Niemiec. Ich badania oparte są na ekonometrycznych analizach panelowych państw i, co ciekawe, nie wykazały korelacji pomiędzy szarą strefą, a użyciem banknotów o dużych i małych nominałach w strefie euro. Pokazały zależność w przypadku banknotów o średnich nominałach i jedynie w mniejszych państwach strefy euro, a nie w dużych gospodarkach takich jak Niemcy czy Francja.
Podobają mi się konkluzje, które ci naukowcy wyciągają. Mówią oni, iż owszem, gotówka jest używana w płatnościach w szarej strefie, ale rola gotówki w tychże nielegalnych transakcjach jest mniejsza, niż się powszechnie przypuszcza. Dlatego, zdaniem tych profesorów, ograniczanie obrotu gotówkowego nie byłoby tak skuteczne w zwalczaniu szarej strefy, jak się zakłada.
24 kwietnia 2024 roku europarlamentarzyści w Brukseli przegłosowali zakaz płacenia gotówką powyżej 10 000 euro, który ma obowiązywać od 1 stycznia 2027 roku. Zgodnie z nowymi przepisami sprzedawcy będą musieli prowadzić dodatkową weryfikację tożsamości klientów w przypadku transakcji przekraczających 3000 euro. Uzasadnieniem dla wprowadzenia tych przepisów jest walka z praniem pieniędzy i finansowaniem terroryzmu.
Panie profesorze, co pan na to?
Te przepisy unijne to jest pakiet AML (Anti-Money Laundering), czyli pakiet dotyczący przeciwdziałania praniu pieniędzy. Osoba fizyczna nie będzie mogła zapłacić w sklepie za towar lub usługę gotówką, o ile wartość tej transakcji przekroczy 10 000 euro. Również przedsiębiorstwa nie będą mogły dokonać między sobą płatności gotówką na kwotę wyższą niż 10 000 euro. Co ciekawe, ustawodawca przewidział możliwość, żeby poszczególne państwa członkowskie mogły określić niższe progi transakcyjne. w tej chwili w Polsce już mamy w mocy artykuł 19. Prawa Przedsiębiorców, który określa limit 15 000 zł dla transakcji B2B (między przedsiębiorstwami) w gotówce, czyli już teraz ten próg jest niższy niż unijny.
Pakiet AML nakłada też na sklepy obowiązek przeciwdziałania praniu pieniędzy, czyli sklep będzie identyfikował klienta i prawdopodobnie też będzie zadawał dodatkowe pytania o źródło pochodzenia środków przy każdej transakcji, która będzie opiewać na kwotę wyższą niż 3000 euro. Dany sklep będzie musiał zgłaszać w Polsce do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej (GIIF) transakcje powyżej 3000 euro, które będą budzić podejrzenia.
Na jakiej podstawie sprzedawca ma ocenić to, czy transakcja „budzi podejrzenia”?
Sprzedawca zidentyfikuje klienta, zapyta go o źródło pochodzenia środków i będzie decydował na podstawie jakiejś wewnętrznej procedury, czy warto taką transakcję zaraportować do GIF-u. W praktyce może to wyglądać tak, iż sprzedawca będzie na wszelki wypadek raportował każda transakcję powyżej 3000 euro. Ten wymóg będzie stanowił dodatkowe obciążenie dla sprzedawcy, jak również dla konsumenta i będzie po prostu zniechęcał do płatności gotówkowych.
Czyli sprzedawca będzie mnie pytał, skąd mam 3000 euro?
Na to wygląda. Dwadzieścia lat temu studiowałem w Finlandii i tam już funkcjonował podobny mechanizm. Finowie, którzy notabene słyną z płatności bezgotówkowych, oburzali się, bo gdy przynosili do banku większą kwotę gotówki, brano ich na zaplecze i dopytywano, skąd mają te pieniądze.
Unijne rozporządzenie AML-owe, które będzie obowiązywać od 2027 roku, nie narzuca obowiązku weryfikacji klienta, który przynosi większą ilość gotówki i wpłaca ją na swój rachunek w banku. Jednak przy tych transakcjach C2B (Consumer to Business), czyli gdy jako konsument zapłacimy w sklepie powyżej 3000 euro, to myślę, iż pytania o pochodzenie gotówki mogą padać.
Europarlamentarzyści uzasadniają, iż pakiet AML jest formą walki z praniem pieniędzy i finansowaniem terroryzmu. Co pan na to?
Polityczna poprawność czy taka symplifikacja myślenia często przejawia się w głosowaniach europarlamentarzystów.
Gotówkę łatwo atakować, kilka podmiotów jej broni.
Zawsze można właśnie bazować na takich komunałach. Być może europarlamentarzyści żywią przekonanie, iż gotówka odpowiada w dużym stopniu za szarą strefę i iż warto ją ograniczać. Jest to jednak przekonanie błędne.
„W Polsce rośnie szara strefa, ale mogłaby bardziej, gdyby nie rozwój obrotu bezgotówkowego”. Ten cytat pochodzi z raportu Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych z 2023 roku. Jak pan skomentuje ten cytat?
Szacunki dotyczące szarej strefy są różne w zależności od źródła i wahają się od 10 do 20% w stosunku do polskiego PKB. Badania IPiAG mówią jedno, ale mamy też badania GUS-u, EY czy instytutu analitycznego World Economics. Według szacunków EY od 2000 roku udział szarej strefy w polskiej gospodarce zmalał o połowę, czyli szara strefa w Polsce nie rośnie w relacji do PKB, ale maleje.
Wpływają na to czynniki takie jak: cyfryzacja fiskusa, Jednolity Plik Kontrolny, System Teleinformatyczny Izby Rozliczeniowej, system Split Payment [mechanizm podzielonej płatności – metoda rozliczeń VAT, w której płatność za fakturę jest automatycznie dzielona przez bank na dwie części: kwota netto trafia na rachunek rozliczeniowy sprzedawcy, a podatek VAT na jego specjalny, dedykowany rachunek VAT – przyp. red.], uszczelnianie systemu VAT, sytuacja gospodarcza czy skuteczność egzekucji prawa. To te czynniki miały większy wpływ na ograniczenie szarej strefy niż sam obrót bezgotówkowy. Sprowadzenie dyskusji wyłącznie do opozycji gotówka kontra karta jest zbyt daleko idącym uproszczeniem. Jak wspominałem, płatności bezgotówkowe nie likwidują szarej strefy, raczej przenoszą ją do innych kanałów.
A kto korzysta, a kto traci na dezinformacji związanej z gotówką i szarą strefą?
Na dezinformacji o gotówce i szarej strefie oczywiście korzystają podmioty forsujące swoje interesy komercyjne lub polityczne.
Te podmioty celowo utożsamiają płatności gotówkowe z przestępczością i wywołują mylne wrażenie, jakoby gotówka była niebezpieczna.
Część branży płatniczej może zyskiwać na takiej prostej, ale oczywiście błędnej narracji: tylko bezgotówkowo równa się dobrze.
Z punktu widzenia banków gotówka w większości jest kosztem, bo to jest ten składnik aktywów, który nie przynosi stopy zwrotu, nie przynosi dochodu. Trzeba natomiast płacić za transporty, za składowanie tej gotówki w skarbcach. Nie jest to produkt, który przynosi takie dochody w bankach jak na przykład kredyty. Jednak mądrzejsi menadżerowie banków zdają sobie sprawę, iż należy nieco zbalansować podejście do gotówki i nie patrzeć na nią wyłącznie jako na koszt. Określeni klienci chcą płacić w gotówce, a jednocześnie konwertują pewną część swoich środków pieniężnych na pieniądz bezgotówkowy, czyli korzystają z usług bankowych, ale korzystają także z gotówki. Gotówka nie została jeszcze zupełnie zmarginalizowana, więc menadżerowie banków powinni dostrzegać jej zalety w kontekście swojego biznesu.
A kto traci na tej dezinformacji?
Na dezinformacji czy na atakach na gotówkę tracimy my, czyli wszyscy konsumenci oraz firmy. Wszyscy ci, którzy chcą mieć wybór metod płatności i cenią gotówkę za jej walory: za to, iż jest materialna, iż jest niezależna od infrastruktury elektronicznej, iż daje prywatność, anonimowość, iż oferuje natychmiastowy rozrachunek.
Politycy i administracja publiczna, moim zdaniem, też tracą na tych atakach na gotówkę, bo uwaga administracji publicznej odwracana jest od innych ważnych kanałów prania pieniędzy.
Koalicja na Rzecz Płatności Bezgotówkowych i Mikropłatności zrzesza banki, urzędy miast, uczelnie polskie, a choćby ministerstwa i od 2007 roku intensywnie działa na rzecz promowania płatności bezgotówkowych i zwalczania gotówki. Nasza Koalicja dla Gotówki powstała w 2025 roku i trudno jest nam przebić się w debacie publicznej.
A jaki jest pana stosunek do podmiotów zwalczających gotówkę?
Nie byłem członkiem tej koalicji, ale działałem na rzecz upowszechnienia płatności bezgotówkowych, bo uważam, iż warto wspierać rozwój elektronicznych instrumentów płatniczych.
Natomiast od 2007 roku sytuacja zmieniła się diametralnie i dziś to nie płatności bezgotówkowe tylko gotówka zasługuje na obronę. Dlatego też cieszę się, iż są tacy ludzie jak pan i iż Narodowy Bank Polski potrafi zabrać głos w podobnym tonie, jak to czyni niemiecki bank centralny, i wskazać aspekty związane z gotówką, które skłaniają do tego, żeby być bardziej wstrzemięźliwym w atakach na ten instrument płatniczy i wskazują na to, iż gotówka cały czas ma zalety i w tym momencie już trzeba jej bronić, a nie atakować.
Jaka jest motywacja polityków, iż zwalczają gotówkę?
Pewnie motywacje są różne, o ile chodzi o polityków, w zależności od tego o jakim polityku umówimy. Część europarlamentarzystów może być zmanipulowana przez lobby bankowe, a część być może wierzy w to, iż należy zwalczać gotówkę i iż przyniesie to same korzyści, w tym również fiskalne. Chciałbym, żeby politycy patrzyli na problem szerzej. Mam nadzieję, iż argumenty bardziej zbalansowane, zrównoważone będą do nich trafiać.
Jerzy Dziemidowicz w wywiadzie „Dzień płacenia gotówką, czyli walka z dezinformacją” mówi: „(…) wśród dziesięciu europejskich państw o najniższym udziale szarej strefy w gospodarce tylko w dwóch (Dania i Francja) istnieją limity dla płatności gotówkowych, w pozostałych ośmiu (Szwajcaria, Austria, Holandia, Wielka Brytania, Finlandia, Niemcy, Islandia, Szwecja) limitów takich brak. Za to w dziesięciu krajach o wysokim udziale nieoficjalnej gospodarki aż w sześciu wprowadzono ograniczenia w płaceniu gotówką (Bułgaria, Grecja, Polska, Włochy, Hiszpania, Portugalia)”.
Proszę o komentarz.
Przywołam badania Europejskiego Banku Centralnego i Narodowego Banku Polskiego. Europejscy i polscy obywatele przez cały czas wysoko cenią gotówkę i sprzeciwiają się ograniczaniu jej statusu jako prawnego środka płatniczego oraz jako instrumentu tezauryzacji, czyli przechowywania oszczędności. Według badań Europejskiego Banku Centralnego aż 62% respondentów – uwaga – o dwa punkty procentowe więcej niż w 2022 roku uznało możliwość płatności gotówką za istotną lub bardzo ważną. Z kolei nasze polskie badania wykonane na zlecenie NBP w maju i czerwcu 2025 roku wykazały, iż około 1/4 Polaków deklaruje, iż preferuje płatność gotówką niezależnie od kwoty transakcji. A wcześniejsze badania NBP wskazują, iż większość Polaków jest mocno emocjonalnie związana z krajową walutą i postrzega polski banknot jako symbol narodowy.
Zaryzykowałbym tezę, iż wprowadzanie limitów płatności gotówkowych podważa zaufanie społeczne do polityki przeciwdziałania praniu pieniędzy, ponieważ przez wielu postrzegane jest jako nadmiernie inwazyjne. Po prostu budzi opór, skłania część osób do tego, iż działają na przekór. Widać po doświadczeniach państw Europy Południowej, iż wcale limity płatności gotówkowych nie były takie skuteczne.
Panie profesorze, jaka jest skala oszustw przy użyciu płatności bezgotówkowych?
Według wspólnego raportu Europejskiego Banku Centralnego i Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego z sierpnia 2024 roku wartość oszustw na terenie europejskiego obszaru gospodarczego dokonanych przy użyciu płatności bezgotówkowych, w tym przelewów, poleceń zapłaty, płatności kartowych, wypłat gotówki w bankomatach, transakcji pieniądzem elektronicznym wyniosło w 2020 roku aż 4,3 miliarda euro, a w pierwszej połowie 2023 roku 2 miliardy euro. Wskaźnik oszustw kartowych dla kart wydanych w EOG osiągnął w pierwszej połowie 2023 roku poziom około 0,03% wartości i około 0,015% liczby wszystkich transakcji. Te procenty przeliczone na transakcje to są ogromne kwoty.
Warto podkreślić, iż przestępcy opracowują coraz bardziej wyrafinowane sposoby kradzieży pieniędzy i koncentrują się na tych instrumentach płatniczych, które zapewniają im największą korzyść finansową przy minimalnym nakładzie sił.
Dzisiaj przechowujemy większość środków w bankach i to pieniądz bezgotówkowy stał się celem przestępców.
Kiedy udaje się ograniczyć jeden rodzaj nadużyć, na przykład dzięki silnemu uwierzytelnieniu czy tokenizacji transakcji kartowych, maleją tak zwane fraudy na kartach [nieautoryzowane transakcje oparte na kradzieży danych lub użyciu skradzionej karty – przyp. red.], ale gwałtownie nasilają się inne formy ataków. Komisja Europejska pracuje w tej chwili nad tym, jak uchronić klienta przed tzw. fraudami APP (authorised push payment), które polegają na tym, iż konsument zwiedziony przez przestępcę przelewa środki pieniężne ze swojego rachunku płatniczego na konto podstawionej osoby. Oszustwa związane z tym procederem, to są miliardy euro czy w Polsce setki milionów złotych.
A jaka jest skala oszustw związanych z płatnościami gotówkowymi?
Opierając się na logice: o ile większość oszczędności mamy zgromadzonych w banku, a gotówki jest kilka czy kilkanaście tysięcy per capita (na osobę), to choćby o ile dochodzi do kradzieży gotówki, to kwoty są zdecydowanie niższe niż kwoty fraudów w pieniądzu bezgotówkowym.
Statystyki na temat oszustw gotówkowych nie są łatwo dostępne.
Trzeba je na przykład ekstrahować z różnych kategorii przestępstw podawanych przez policję. Wiele przestępstw gotówkowych pociąga za sobą bardzo poważne konsekwencje, bo o ile przestępca napadnie osobę na ulicy i zabierze jej gotówkę, to to nie jest tylko kradzież gotówki, ale także napad rabunkowy, który Temida karze surowiej niż samą kradzież środków pieniężnych. I z tych powodów, z tej łatwości, i z tego, iż jest coraz więcej pieniądza bezgotówkowego, po prostu przestępstwa migrują do przestrzeni cyfrowej.
Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!
Dołącz do nas!Panie profesorze, jakiego pytania nikt jeszcze panu nie zadał w tematach, o których rozmawiamy? Jaka jest na nie odpowiedź?
Co należy zrobić, by skutecznie przeciwdziałać erozji gotówki w jej funkcji transakcyjnej? Jestem entuzjastą finansów cyfrowych, ale cenię wolność i prywatność, a gotówka jest ich synonimem.
Dziś konieczna stała się obrona statusu gotówki i mam wrażenie, iż coraz więcej osób i instytucji to dostrzega. W krajach skandynawskich, w Holandii, a po niedawnym blackoucie również w Hiszpanii i Portugalii władze zachęcają obywateli do posiadania pewnej rezerwy gotówkowej. Władze tych państw podejmują też wysiłki na rzecz utrzymania albo – w przypadku państw skandynawskich – odbudowy infrastruktury gotówkowej.
Frontalne ataki na gotówkę stają się coraz częściej passe.
Odpowiadając na pytanie, co należy zrobić, aby skutecznie przeciwdziałać erozji gotówki w jej funkcji transakcyjnej: konieczne są bardziej zdecydowane działania na rzecz obrony jej statusu.
Po pierwsze, należy zwalczać limity płatności gotówkowych jako rozwiązania niekonstytucyjnego i nadmiernie ograniczającego swobodę działalności gospodarczej i wolności obywatelskiej.
Po drugie, trzeba wzmocnić przepisy chroniące status gotówki jako prawnego środka płatniczego, który powinien być obowiązkowo i powszechnie akceptowany. Niedopuszczalne jest, by sprzedawcy lub usługodawcy tłumaczyli odmowę przyjęcia gotówki brakiem możliwości wydania reszty, na przykład z banknotu 50- czy 100-złotowego, bo w praktyce oznacza to brak akceptacji płatności gotówkowych. To nie jest w tym momencie wyartykułowane expressis verbis, dlatego uważam, iż artykuł 59ea ustawy o usługach płatniczych należałoby wzmocnić, wprowadzając sankcje wobec sprzedawców, którzy nie zapewniają odpowiedniej struktury nominałów i w ten sposób zniechęcają klientów do używania gotówki pod pozorem braku reszty. To jest ważne, by akceptanci płatności gotówkowych nie uciekali od wydawania reszty, bo ludzie się będą zrażać do gotówki. Na przykład dzieci, które nie mają jeszcze rachunku bankowego, a chcą kupić mamie kwiaty, mogą usłyszeć: Przykro mi, nie mam ci jak wydać z 50 zł.
Komisja Europejska w czerwcu 2023 roku przedstawiła propozycję regulacji wzmacniającej status gotówki i obowiązek jej akceptacji przez przedsiębiorców. Można by rozciągnąć ten postulat na to, by banknoty transakcyjne, czyli te o niższych nominałach, były łatwiej dostępne w kasach banków, a także w bankomatach, bo zazwyczaj, gdy wypłaca się gotówkę w bankomacie, to też otrzymuje się ją w wyższych nominałach. Żeby gotówka pełniła funkcje nie tezauryzacyjne, tylko transakcyjne, trzeba zapewnić odpowiedni dostęp do niższych nominałów.
Przypomnę, iż w Dniu Płacenia Gotówką 16 sierpnia 2025 roku przedłożyliśmy do prezydenta Karola Nawrockiego dwa projekty ustaw: projekt dotyczący obowiązku przyjmowania gotówki w parkometrach oraz projekt dotyczący zwiększenia limitu płatności pomiędzy firmami z 15 000 złotych na 10 000 euro.
Dziękuję za rozmowę.












