Ameryka jest oficjalnie upadającym imperium
[MD: to nie moje opinie, ale amerykańskie]
nytimes./opinion/iran-us-empire
Amerykańsko-izraelski atak na Iran był czymś więcej niż złym pomysłem; przekształcił się w przełom w upadku imperium amerykańskiego. Niektórzy woleliby słowo „hegemonia”, aby opisać porządek świata, któremu przewodzą Stany Zjednoczone, ponieważ ich flaga na ogół nie powiewa nad ziemiami, które chronią lub wykorzystują. Ale zasady są takie same: systemy imperialne, jakkolwiek je nazwiesz, realizowane są tylko tak długo, jak ich środki są adekwatne do ich celów. A wraz z wojną w Iranie prezydent Trump niebezpiecznie nadmiernie rozciągnął Imperium.
Nieszczęście wojskowe USA na Bliskim Wschodzie jest jednym z ostatnich sposobów, w jaki przypadkowy obserwator spodziewałby się, iż prezydentura Trumpa się nie powiedzie. Problemy, o których wspominał we wszystkich trzech swoich kampaniach prezydenckich, wynikały głównie z rządzenia naszych przywódców ponad ich możliwości. W polityce wewnętrznej zwolennicy wokeness nie docenili kosztów i trudności związanych z mikrozarządzaniem interakcjami między grupami interesów. Za granicą potężne amerykańskie siły zbrojne okazały się nie mieć szczególnego talentu do promowania demokracji, a niedawna klęska w Iraku to udowodniła. Nadmierne napięcie było niebezpieczeństwem, które prezydent Joe Biden z pogardą odrzucił. „Jesteśmy Stanami Zjednoczonymi Ameryki”, mawiał ,” i nic nie możemy zrobić.”
Pan Trump, ludzie myśleli, byłby inny. Mimo całej wspaniałości wyrażenia „Spraw, by Ameryka znów była wielka”, wyborcy Trumpa nie spodziewali się, iż podejmie on nowe problemy. Wielkość dotyczyłaby głównie psychologicznej aury wielkości, a nie awanturnictwa. Stany Zjednoczone mogłyby stać się większe, choćby gdyby wycofały się do mniej ekspansywnej strefy wpływów. Kiedy Trump ogłosił zaktualizowaną doktrynę Monroe, skupiając amerykańską uwagę na półkuli zachodniej, większość ludzi myślała, iż dostają oczekiwaną satysfakcję. W listopadowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego dodał: „dni, w których Bliski Wschód zdominował amerykańską politykę zagraniczną zarówno w długoterminowym planowaniu, jak i codziennej realizacji, na szczęście się skończyły.”
To był logiczny, a choćby godny podziwu plan polityki zagranicznej. Co równie ważne, historia pokazała, iż jest to wykonalne. Wielka Brytania musiała zrezygnować z rozległego systemu kolonii i protektoratów po II Wojnie Światowej. Zwijanie imperium było często niezręczne i czasami pozostawiało po sobie przemoc. Ale z wyjątkiem niefortunnej próby przyłączenia się do Francji i Izraela w przejęciu Kanału Sueskiego od Egiptu w 1956 roku, Wielka Brytania nie próbowała utrzymać terytoriów, na które nie mogła sobie pozwolić. Skończyło się na dość dobrych stosunkach z dawnymi posiadłościami kolonialnymi. Jej wycofanie zakończyło się sukcesem, choć może to być trudne do zauważenia, ponieważ zarządzano spadkiem. Pan Trump miał szansę na coś podobnego.
Założenie w Waszyngtonie w ciągu ostatniej dekady było takie, iż świat jest zaangażowany w grę geostrategicznych krzeseł muzycznych, a muzyka niedługo się zatrzyma. Chiny mogą niedługo wyprzedzić USA nie tylko pod względem zdolności wojskowo-przemysłowych, ale także technologii informatycznych. Świat wejdzie w nową, mniej korzystną konfigurację geostrategiczną. To ostatnia chwila, aby zmienić to na korzyść Ameryki.
Początkowo Pan Trump dążył do wyparcia Chin z ich twierdz na półkuli zachodniej. Niemal gdy tylko wrócił na urząd, Stany Zjednoczone naciskały na CK Hutchison, Międzynarodowy konglomerat z siedzibą w Hongkongu połączony z Chinami, aby sprzedał dwa porty w Strefie Kanału Panamskiego. Wenezuela, zależna od Chin jako rynku 80 procent eksportu ropy, doświadczyła, jak wojska amerykańskie porwały jej przywódcę Nicolása Maduro zeszłej zimy. Trump ostrzegł, iż Kuba, miejsce docelowe chińskich inwestycji, „jest następna.” Będzie też lepiej, jeżeli Stany Zjednoczone będą miały bezpieczniejszy przyczółek w pobliżu bieguna północnego (przyczółek taki jak Grenlandia), gdy nadejdzie czas na podział zasobów energetycznych i mineralnych, które globalne ocieplenie tam odblokowuje. Niezależnie od tego, czy ta półkulista polityka jest możliwa do obrony, istnieje spójność.
Atak na Iran był inny. To nie była konsolidacja obronna; to było założenie niebezpiecznej, otwartej odpowiedzialności. Tak, byłoby lepiej, gdyby mułłowie upadli. Ale dla Stanów Zjednoczonych, niezależnego od importu energii kraju wycofującego się na własną półkulę, nie jest to żywotny interes. Wojna z Iranem nie była na ekranie radaru nikogo w administracji zaledwie kilka miesięcy temu. Dlatego, iż Stany Zjednoczone nie mają środków wojskowych, aby narzucić swoją wolę Iranowi w długim konflikcie. W 1991 roku milion żołnierzy z ponad 40 państw było potrzebnych do usunięcia inwazji na Kuwejt przeprowadzonej przez Irak Saddama Husajna, kraj mniej wyrafinowany niż Iran i stanowiący ułamek jego wielkości. Kiedy Iran i Irak walczyły ze sobą w latach 80., śmierć poniosły setki tysięcy z każdej strony. Stany Zjednoczone musiałyby wysłać znaczną część swoich sił zbrojnych – mając w sumie tylko 1,3 miliona żołnierzy – aby mieć szansę na podbicie Iranu, a ta siła, jeżeli by się powiodło, musiałaby pozostać tam przez długi czas.
Można argumentować, iż Stany Zjednoczone nie są już uzależnione od gromadzenia ogromnych armii: mają wyrafinowane pociski i inną broń dystansową. Ale ta broń jest potrzebna do obrony sojuszników i interesów w innych rejonach, a Stany Zjednoczone ją wyczerpują. Według doniesień w The Times, użyto już 1100 rakiet manewrujących dalekiego zasięgu, przeznaczonych na potencjalne konflikty w Azji, pozostawiając zaledwie 1500 w zapasach i wystrzelono dodatkowe 1000 pocisków manewrujących Tomahawk, około 10 razy więcej niż wojsko kupuje w przeciętnym roku. Amerykańscy przywódcy od lat besztają swoich europejskich sojuszników za nieadekwatność ich sił bojowych. Ale jeżeli ktoś mierzy potęgę militarną Ameryki wobec naszych pretensji, a nie naszego G. D. P. (PNB) jest to równie nieodpowiednie.
Błędem byłoby twierdzenie, iż Stany Zjednoczone są uwięzione w rozpoczętej wojnie. Mają opcje, ale teraz zapłacą bardzo wysoką cenę, bez względu na to, którą z nich wybiorą. Mogą zrezygnować w Iranie – wykazując, iż ich siły zbrojne są znacznie mniej dominujące, niż zakładał świat. Albo mogą czerpać zasoby z teatrów, które mają żywotny interes narodowy, takich jak Europa i Azja Wschodnia, aby sfinansować to, co prezydent nazywa swoją irańską „wycieczką”. Albo mogą uciekać się do skrajnych opcji wojskowych. Mr. Trump mrocznie nawiązał do postów w mediach społecznościowych od początku kwietnia, co przerodzi się w wieczny wstyd kraju, który on prowadzi. Stany Zjednoczone mogą stracić swoją reputację, przyjaciół lub duszę.
Premier Izraela Benjamin Netanjahu wezwał do tej wojny pana Trumpa, ponieważ on również rozpoznał logikę muzycznych krzeseł w obecnym czasie. Gdy muzyka się zatrzyma, Stanom Zjednoczonym może brakować siły ognia, aby chronić Izrael przed sąsiadami w tradycyjny sposób i prawdopodobnie będzie brakować do tego chęci. Jak na ironię, katastrofalny wynik wojny pokazuje, iż podstawowe rozumowanie Netanjahu było rozsądne: perspektywy Izraela na zaciągnięcie Stanów Zjednoczonych do tak anachronicznych przygód malały. Łatwowierność Trumpa dała Netanjahu ostatnią szansę.
Kuszące jest pytanie, gdzie w procesie imperialnego upadku znajdują się teraz Stany Zjednoczone? Z pewnością mają elementy wspólne z Wielką Brytanią sto lat temu: deindustrializacja, nadmierne zaangażowanie, samozadowolenie. W przededniu I wojny światowej Wielka Brytania była zależna od Niemiec w zakresie technologii przemysłowej, a choćby wojskowej — i nie chciała ponownie zbadać systemu wolnego handlu, na którym zbudowano niemiecką supremację. W przededniu II Wojny Światowej Wielka Brytania była zasadniczo bankrutem. Istnieją podobieństwa w zależności Ameryki od Chin dzisiaj.
Sceptycyzm wobec amerykańskiej hegemonii, który skłonił Amerykanów do zwrócenia się do pana Trumpa, był zdrowy. jeżeli globalistyczny system zbudowany na wolnym handlu, promocji demokracji i masowej migracji jest tak wielki, pytali wyborcy Trumpa, to dlaczego musieliśmy pożyczyć 35 bilionów dolarów, odkąd go podjęliśmy? To naprawdę dobre pytanie. Pan Trump był idealnym kandydatem dla Amerykanów, którzy podejrzewali, iż coś poszło nie tak z ich elitami. Jego argumentem było w zasadzie to, iż globalizm kierowany przez Amerykanów był tak korzystny dla polityków, iż mając władzę, bronili go choćby przed swoimi wyborcami, bez względu na to, co powiedzieli podczas kampanii. Wydarzenia, niestety, dowiodły, iż to wyborcy mieli rację.
https://www.nytimes.com/2026/05/03/opinion/iran-us-empire.html











