Агрессивные суверенисты

niepoprawni.pl 6 часы назад

Tak nazwał min. Sikorski ludzi uważających, iż decyzje nas dotyczące powinny zapadać w kraju, konstytucja jest prawem nadrzędnym, rolnictwo trzeba chronić i nie można się zgodzić na secesję Śląska. Ludzi o poglądach niepodległościowych wciąż jest w Polsce większość, ale czy będą w stanie wybrać rząd?
Funkcjonariusze komunistycznych służb są bardzo sprawni w przejmowaniu, czy rozbijaniu środowisk opozycyjnych. Zajęcia z dezintegracji (seminaria, ćwiczenia) muszą być prowadzone na wczesnym etapie kształcenia, gdyż wiedza ta jest istotną częścią umiejętności funkcjonariusza. Modelową akcją było rozbicie w 1947 roku milionowej partii PSL, która faktycznie wygrała wybory. Zastosowano znaną metodę na „frakcję patriotyczną”. Taka „bardziej ideowa” frakcja powstała wokół działacza Widy-Wirskiego i zgromadziła ok 5% członków, co znacznie utrudniło funkcjonowanie PSL-u. Po ostatecznym rozbiciu partii, obie frakcje połączono i powstało Zjednoczone Stronnictwo Ludowe (ZSL) – wieczny koalicjant komunistów.

Podobne scenariusze możemy zaobserwować także dziś. Jeszcze prościej jest osadzić przewodniczącego, lub uzyskać większość w zarządzie. Organizacje „niewygodne” - takie jak związki sybiraków, kresowiaków, kombatantów Poznańskiego Czerwca, AK (przewodniczący Światowego Związku Żołnierzy AK był konfidentem SB!), kontrolowano w myśl zaleceń gen. Kiszczaka: „Gremia kierownicze tych organizacji, na szczeblu centralnym i wojewódzkim, a także na szczeblach podstawowych, muszą być przez nas operacyjnie opanowane”.

Jednak bywają sytuacje odwrotne. Litewski Sajudis był zorganizowany przez KGB do celów „pierestrojki”, ale z czasem niektórzy konfidenci zostali zdemaskowani, inni poumierali i teraz partia dobrze służy Litwinom. Czy podobnym przypadkiem jest Konfederacja?
Są opinie, iż partia ta powstała jako trzy odrębne projekty mające odbierać głosy Kaczyńskiemu. Później, ze względu na arytmetykę sejmową projekty połączono i partia dostała się do Sejmu wprowadzając 11 posłów (2019). Nastąpił trwały podział środowiska niepodległościowego.

Powstanie nowych struktur i konieczność „zasiedlenia” wielu szczebli hierarchii partyjnych, to okazja do uwolnienia ludzkiej energii i szansa do działania dla ludzi ideowych. Dlatego w szeregach Konfederacji znalazło się sporo zdolnych działaczy i szczerych patriotów nazywających siebie "ideową” czy „prawdziwą prawicą", by odróżnić się od „pisowców”. Młodzi, energiczni i proponujący proste rozwiązania trudnych problemów konfederaci znaleźli się w komfortowej pozycji recenzentów konkurencji politycznej. Najbardziej ideowi konserwatywni wyborcy sądzą, iż Konfederacja lepiej wypełni ich oczekiwania, bo jest bardziej radykalna, bardziej patriotyczna, bardziej religijna niż PiS. Dlatego obserwujemy stały odpływ wyborców PiS do Konfederacji, co jest z uwagą śledzone.

Konfederaci jako całość głoszą niespójne poglądy, bo liderzy poszczególnych ugrupowania zdają się mieć swoje indywidualne programy. Są one nie tylko sprzeczne między sobą, ale wręcz wykluczające się (jak pogodzić ortodoksyjny katolicyzm z turboliberalizmem?).

Wśród "guru" libertarian jest Ayn Rand , która w książce pt. "The Virtue of Selfishness" pochwala egoizm jako siłę wyzwalającą energię ludzką, równocześnie piętnuje tłamszący inicjatywę i demoralizujący altruizm (nie mówiąc już o "rozdawnictwie").
Naczelny ideolog Konfederacji Korwin–Mikke jest przeciwnikiem polityki socjalnej wychodząc z założenia, iż ludzie zdolni i zaradni dadzą sobie radę w życiu (a słabi i niezaradni mają udać się "na drzewo"?). Nietrudno zauważyć, iż idee teoretyków skrajnego liberalizmu stoją w zasadniczej sprzeczności z katolicką nauką społeczną ("jeden drugiego brzemiona noście" – Św. Paweł).
Sprzeczności w narracji liberałów jest dużo. Np. uważają oni, iż rząd powinien sprzyjać przedsiębiorcom – wytwórcom, bo wytwarzają oni dobra i płacą podatki, które inni tylko "przejadają". W rzeczywistości producenci i konsumenci spleceni są wzajemnie w śmiertelno - miłosnym związku - nie jest możliwa dobra koniunktura dla wytwórców bez siły nabywczej konsumentów (choćby tej pochodzącej z "rozdawnictwa").

Grzegorz Braun - monarchista, głoszący, iż „nie chce być obywatelem, tylko poddanym”, życzliwie spoglądający na Rosję reżyser ciekawych filmów, udziela wywiadów postsowieckim mediom i daje się sfotografować w Moskwie, na Placu Czerwonym w towarzystwie Swirydowa - agenta zalegendowanego jako dziennikarz. Podobne sytuacje znamy z historii, a opisywał je rosyjski poseł w meldunku do cara: "Massalskiego nadzieja, iż z naszą pomocą silne potrafi wytworzyć stronnictwo, oddała go w nasze ręce”.
Polityk walczy z „ukrainizacją” kraju i jako pierwszy od 80 lat przełamał tabu wskazując otwartym tekstem nadmierne (jego zdaniem) uprzywilejowanie mniejszości żydowskiej w Polsce. Te tematy wywołują spory rezonans społeczny i jako „lokomotywa programowa” są źródłem sukcesu jego ugrupowania. Najgroźniejszą częścią programu Brauna, uderzającą wprost w nasze bezpieczeństwo, jest krytyka obecności „amerykańskich wojsk okupacyjnych” w Polsce. Dla wielu z nas „okupacyjne” wojska amerykańskie nie są złe, ponieważ wolimy żyć pod „amerykańską okupacją” niż inną. Ci zaś, którym nie podoba się rola Ameryki, jako żandarma światowego, powinni sobie uzmysłowić, iż bez Ameryki pojawi się inny żandarm, na pewno gorszy.

Wspólne "minimum programowe" liderów Konfederacji można sprowadzić do kilku punktów – niechęć do płacenia podatków i rozbudowanego "państwa socjalnego", zbędność istnienia biurokracji („urzędnicy przejadają nasze pieniądze”), niezgoda na socjalizm, który rzekomo chce wprowadzić PiS i szkodliwość sojuszu z USA, gdyż "powinniśmy mieć własną silną armię" (jak ją zbudować przy szczątkowych podatkach?).
Konfederaci widzą zagrożenia ze strony Niemiec, UE, USA, Ukraińców i Żydów, taktownie przemilczając kierunek rosyjski.
Ponadto "wolnościowcom" nie podoba się "zmiana klęczników" z Berlina i Brukseli na Waszyngton. Ich zdaniem "egzotyczny" sojusz z "odległym państwem" nie daje gwarancji bezpieczeństwa. Należy szukać sojuszników bliżej. Powinniśmy zatem wystąpić z Unii Europejskiej i NATO, a zamiast "wisieć" na sojuszu z USA – prowadzić politykę "wielowektorową" (?).
Działając w tym samym niepodległościowym „segmencie rynku”, PiS i Konfederacja są konkurentami, a zarazem potencjalnymi koalicjantami, jednak nadzieje na koalicję są pod znakiem zapytania. Głosowania sejmowe w sprawie immunitetu min. Błaszczaka i kandydata na RPO Borowskiego, a także wypowiedzi posłów Konfederacji wskazują, iż bliżej im do „antypisu” niż do koalicji z PiS. Liderzy Konfederacji kwestionują osiągnięcia rządu PiS, winią premiera Morawieckiego za wszelkie niepowodzenia i kategorycznie wykluczają możliwość koalicji z udziałem tego polityka. Kierownictwo PiS, starając się o zbliżenie stanowisk, wystawiło innego kandydata na premiera, co stało się pośrednią przyczyną rozłamu w partii.
Największym sukcesem połączonych agentur jest trwały podział i fragmentaryzacja środowiska niepodległościowego. Cel został osiągnięty.



Читать всю статью