Żydzi wyszli na ulice przeciwko Netanjahu

magnapolonia.org 4 часы назад

Na trzy dni przed wyborami parlamentarnymi tysiące Izraelczyków wyszły na ulice Tel Awiwu, domagając się rozliczenia rządu Benjamina Netanjahu. Protest stał się wyraźnym sygnałem, iż znaczna część społeczeństwa nie chce dalszego sprawowania władzy przez obecnego premiera. Niezadowolenie dotyczy przede wszystkim odpowiedzialności politycznej za wydarzenia z 7 października 2023 roku, kiedy Hamas przeprowadził krwawy atak na Izrael.

Żydzi mają już dość kliki Netanjahu? Demonstrację zorganizowała Rada Październikowa, skupiająca rodziny ofiar ataku oraz osób porwanych przez palestyńskich bojowników. Uczestnicy przeszli z Placu Rabina na Plac Zakładników, domagając się powołania niezależnej państwowej komisji śledczej. Chcą wyjaśnienia, dlaczego izraelskie służby i władze nie zdołały zapobiec atakowi, a także ustalenia, kto ponosi odpowiedzialność za zaniedbania.

Wśród demonstrantów nie brakowało osób przekonanych, iż dotychczasowy sposób kierowania państwem doprowadził Izrael do wyjątkowo trudnego położenia. Jak relacjonowała agencja AFP, 68-letnia uczestniczka protestu Hadas Feuershtein oceniła, iż osoby rządzące krajem w ostatnich latach wykonały fatalną pracę. Jej słowa dobrze oddają nastroje części społeczeństwa, które oczekuje nie tylko wyjaśnienia błędów popełnionych przed atakiem Hamasu, ale również politycznych konsekwencji.

Protest odbył się w szczególnie istotnym momencie. We wtorek 27 października Izraelczycy mają zdecydować, czy Benjamin Netanjahu pozostanie u władzy, czy też stery państwa przejmie konkurencyjny obóz polityczny. Premier, który od lat pozostaje jedną z najważniejszych i najbardziej polaryzujących postaci izraelskiej sceny politycznej, zabiega o kolejną kadencję. Jego przeciwnicy wskazują jednak, iż po ataku z 2023 roku nie wystarczy już samo zapewnianie o konieczności prowadzenia twardej polityki bezpieczeństwa. Potrzebne są również odpowiedzialność i odbudowa zaufania do instytucji państwa.

Nastroje społeczne znajdują odzwierciedlenie w przedwyborczych sondażach. Według zestawienia opublikowanego 23 października przez serwis Israel Election 2026 średnie poparcie dla ugrupowań obozu Netanjahu przekładało się na około 52 mandaty w 120-osobowym Knesecie, podczas gdy partie syjonistycznej opozycji mogły liczyć na około 50. Żaden z tych bloków nie miał więc zapewnionej większości wynoszącej 61 miejsc. W poszczególnych badaniach wyniki obu obozów znacząco się różniły, co wskazywało na dużą niepewność przed głosowaniem. Żydzi wciąż mają się wahać na kogo zagłosują.

Również badanie Zman Yisrael, którego wyniki opublikowano 22 października w serwisie „The Times of Israel”, wskazywało na przewagę opozycyjnego ugrupowania Yashar! Gadiego Eisenkota, któremu przypisywano 23 mandaty, wobec 21 dla Likudu Netanjahu. Wynik ten nie przesądzał jednak o zmianie władzy. O tym, kto utworzy nowy rząd, mogą zdecydować zdolność do zbudowania koalicji oraz stanowisko mniejszych ugrupowań.

Nie oznacza to, iż wszyscy Żydzi odwrócili się od premiera. Likud przez cały czas dysponuje znaczącym poparciem, a jego obóz w części sondaży zachowuje szanse na uzyskanie większości. Protest w Tel Awiwie i wyniki badań pokazują jednak, iż Netanjahu nie może traktować utrzymania władzy jako przesądzonego. Coraz wyraźniej widać, iż jego przeciwnicy chcą wykorzystać wybory do rozliczenia wieloletnich rządów.

Warto przy tym pamiętać, iż izraelskie społeczeństwo nie jest politycznie jednolite, a sprzeciw wobec premiera nie oznacza odrzucenia przez wszystkich jego dotychczasowej, ludobójczej polityki. Demonstranci domagający się komisji śledczej w sprawie ataku Hamasu stawiają pytanie: czy przywódcy państwa, którzy nie zdołali uchronić obywateli przed „tragedią 7 października”, powinni przez cały czas nim kierować? Odpowiedź poznamy przy urnach. Jedno jest pewne: dla Netanjahu nadchodzące głosowanie będzie poważnym sprawdzianem społecznego zaufania.

Polecamy również: Obrońcy Lwowa zostali „miejskimi szumowinami”

Читать всю статью