Dane, które regularnie pojawiają się w izraelskich sondażach dotyczących poparcia dla czystek etnicznych w Strefie Gazy, są szokujące. Nie dlatego, iż są „sfabrykowane”, ale dlatego, iż obnażają skalę radykalizacji społecznej, do jakiej prowadzi propaganda syjonizmu i Żydów, jako rasy panów.
Żydzi masowo popierają ludobójstwo w Gazie. W badaniach opinii publicznej prowadzonych wśród żydowskich obywateli Izraela pojawiają się wyniki wskazujące na masowe przyzwolenie na skrajne rozwiązania: przymusowe wysiedlenia Palestyńczyków z Gazy, odmawianie cywilom statusu „niewinnych”, akceptację totalnej przemocy jako „konieczności wojennej”. Wskaźniki sięgające 60–80 procent nie są internetowym fejkiem — są faktem, który pojawił się w realnych badaniach, omawianych również w samym Izraelu.
Aż 82% Żydów popiera wojnę w Gazie i aż 64% popiera czystkę etniczną w tym getcie. Takie wyniki nie świadczą o „charakterze” społeczeństwa. Świadczą o tym, jak skutecznie propaganda syjonizmu potrafi zniszczyć moralne hamulce w rzekomej „jedynej demokracji na Bliskim Wschodzie”.
Gdy przez lata słyszy się wyłącznie język zagrożenia egzystencjalnego, propagandę talmudyczną w której każda krytyka działań wojska jest piętnowana jako zdrada, a media konsekwentnie redukują konflikt do binarnego „my albo oni” oraz „pamięci o Amaleku” (fraza symbolizująca ludobójstwo narodów gojów z rąk Żydów), efektem nie jest zdrowy rozsądek, ale klasyczna, nazistowska dehumanizacja przeciwnika.
W takich warunkach sformułowania, które w czasie pokoju byłyby nie do pomyślenia, stają się „akceptowalną opinią”. To nie jest obrona. To psychologiczna kapitulacja, w której przemoc przestaje być środkiem, a staje się celem samym w sobie. To rządy i dowództwa wojskowe podejmują decyzje o bombardowaniach, blokadach i operacjach lądowych. Jednak masowe przyzwolenie społeczne daje tym decyzjom polityczną osłonę. Sondaże nie są neutralnym zapisem nastrojów — są lustrem skuteczności narracji, która przez lata eliminowała alternatywę: dyplomację, deeskalację, uznanie człowieczeństwa po drugiej stronie.
Nie da się jednocześnie twierdzić, iż dane te są „nieistotne”, i utrzymywać, iż wojna prowadzona jest w imię „wartości”. jeżeli znaczna część społeczeństwa akceptuje zbiorową karę i wypędzenia, to znaczy, iż coś głęboko się zepsuło w debacie publicznej. Wyniki sondaży są niewygodne dla wszystkich. Dla obrońców izraelskiej polityki — bo obnażają, jak daleko zaszła normalizacja przemocy, a dla przeciwników — bo zbyt często są wykorzystywane do uogólnień, które łatwo zdyskredytować i odrzucić jako „nienawiść”, zamiast uznać, jako rzetelną krytykę ideologii talmudyzmu i decyzji żydowskiego państwa.
Te sondaże nie są propagandą. Są sygnałem alarmowym. Pokazują, jak daleko może zajść społeczne przyzwolenie na przemoc, gdy państwo przez lata nie oferuje nic poza logiką siły i propagandy religijnej. Ignorowanie tych danych nie chroni Izraela — chroni mechanizmy, które prowadzą do kolejnych katastrof humanitarnych i ludobójstwa. Dokładnie jak w III Rzeszy.
Jeśli ktokolwiek naprawdę chce zakończenia tej spirali, musi mieć odwagę spojrzeć na te liczby bez zaprzeczania i bez uciekania w slogany. Bo wojna i ideologia, które niszczą moralne granice, zawsze kończą się klęską — choćby jeżeli na chwilę dają poczucie triumfu.
Żydzi powinni o tym pamiętać, gdy znów usłyszą głośne „hep! hep!”.
Polecamy również: Tusk chce karać za znieważanie unijnej flagi












![[FOTO] W Ligocie odbył się pogrzeb ks. Jana Miłkowskiego, wieloletniego proboszcza parafii Opatrzności Bożej](https://img.czecho.pl/2026/02/pogrzeb_ks_jana_milkowskiego_w_kosciele_pw_opatrznosci_bozej_w_ligocie_7_02_2026_1825.jpeg)