Żyd Żydowi Nierówny

niepoprawni.pl 2 часы назад

Zdaję sobie sprawę z tego, iż może być to wpis kontrowersyjny, jednakże uważam, iż najwyższy czas, by ktoś się tym zajął.

Kwestia żydowska jest kwestią skomplikowaną. Z jednej strony mamy wcale nie wyssany z palca stereotyp żyda jako handlarza śmierci, który z uśmiechem na ustach wyssa z ciebie ostatni grosik a następnie dźgnie w plecy. Z drugiej na przestrzeni wieków wiele razy obywatele Żydowscy jednak udowadniali swą lojalność państwu Polskiemu - oczywiście bywały zdrady, jednakże nie były aż tak uniwersalne jak w przypadku np. Litwinów (którzy byli gotowi nam robić na złość zawsze - choćby jak im ruski z jednej strony wywoził ojca na Sybir, a Niemiec matkę do Obozu, to ich bojówki faszystowskie wolały ,,pacyfikować" Polskie wsi na Wielińszczyźnie niż obronić swoich bliskich... ale to dyskusja na inny dzień).

Więc powstaje tutaj dziwna kwestia - mamy ludzi, z którymi współżyliśmy kilkaset lat (mój ojczysty Lublin swego czasu był nazywany przez niektórych Rabinów nową Jerozolimą, więc chcąc niechcąc człowiek się tu dosłownie potyka o pozostałości kultury żydowskiej) i żyliśmy w względnej zgodzie, a jednocześnie dosłownie każda inna grupa żydów to gigantyczna banda złodziei, morderców, gwałcicieli i wyzyskiwaczy. Jak jedno pogodzić z drugim, zwłaszcza iż w Polskiej polityce dominuje na przemian albo jedno, albo drugie. Żydów albo kochamy za wszystko, albo nienawidzimy za wszystko. Jak to pogodzić?

Otóż ja myślałem nad tym dobre kilka tygodni, czytałem dużo (zarówno inne fora internetowe jak i stare tomiszcza, co wyjaśnia moją nieobecność tutaj bite 2 tygodnie) i doszedłem do prostego wniosku.

Otóż, i proszę nie zrozumieć tego od złej strony, pogadajmy o muchach.

Już wyjaśniam. Czemu ludzie nie lubią much? Można odpowiedzieć "bo są muchami" ale to, szczerze, gówniana odpowiedź. Nie lubią much, bo to brudne, głośne, lepkie insekty które roznoszą zgniliznę wśród rzeczy żywych i martwych, jak i również choroby, przez które te pierwsze gwałtownie stają się tymi drugimi.

Ale co gdyby był inny gatunek much? Taki który nie lata, nie bzyczy, jest bezkazitelnie czysty, unika ludzi, i może choćby zapyla kwiatki. Czy ludzie dalej by go nienawidzili? Może, ale zdecydowanie mniejszy ich odsetek - głownie ci, którzy nienawidzą wszystkich insektów, choćby użytecznych. Większość by była wobec nich obojętna lub choćby lekko przyjazna.

Niewielu naprawdę nienawidzi "Żydów". Dobra, pewnie są tacy nihiliści, lub brązowo-czerwone wyrostki, które po prostu szukają powodu by komuś wybić zęby i byliby gotowi choćby świętego ukatrupić jeżeli by mieli wymówkę, ale zdecydowana większość wrogów żydów wcale nie jest przeciwko Żydom, tylko przeciwko tym cechom - złodziejstwu, skąpstwu, braku przywiązania do wartości narodowych (Zaraz sprecyzuję, ale Żyd Polski zwykle był, chociaż pozornie mniej zasymilowany z Polskością, bardziej lojalny samej Polsce, podczas gdy za granicą gadali może po Francusku lub Niemiecku ale dalej byli tylko Żydami takiego czy innego pochodzenia) i innym tego typu cechom. A Żyd Polski właśnie miał kilka z tych cech. Znaczy wiadomo, dalej byli bardziej chciwi niż Polacy, ale to dla tego, iż był wśród nich większy odsetek bankierów i handlarzy i po prostu było by zadziwiające gdyby tak nie było. I nie był to jakiś astronomicznie wyższy stopień chciwości.

Sama kompozycja "Żydowstwa" w Polsce była inna niż na Zachodzie. Tam tworzyli oni coś w stylu folwarków - w tym sensie, iż podobnie jak u nas obok Magnatów tłoczył się "dwór" biedoty i gołoty szlacheckiej, tak samo tam każdy Bankier miał pod ręką kilku żydów do zadań specjalnych. Tworzyli tam społeczności całkiem odizolowane od reszty ludności, od "gojów" - można by powiedzieć... getta, ale dobrowolne. To temat rzeka, ale w dużym skrócie - absolutnie nie czuli żadnego połączenia z lokalną ludnością. Wrzuceni w podobne "getto" w innym kraju na Zachodzie (lub w Rosji) po prostu bez problemu wtapiali się w nie. Może musieli się nauczyć lokalnego języka, a może nie.

Tymczasem Żyd Polski, chociaż żył również w względnej izolacji, mimo to był połączony z lokalną społecznością. Nie było "Folwarków", gdzie żydowski bankier mógł całe swoje życie przeżyć w środku Paryża bez kiedykolwiek zobaczenia choćby na oczy Francuza - choćby w miasteczkach żydowskich było zawsze kilkadziesiąt, lub przynajmniej kilkanaście procent nie-żydów. Odsetek Bankierów i innych handlowców, chociaż dalej wyższy niż w większości narodów, był o wiele niższy niż na Zachodzie - drobni przedsiębiorcy bądź pracownicy fabryk dalej żyli na "innej frekwencji" niż ich Polscy odpowiednicy (odpowiedniki?) ale jednak o wiele częściej wchodzili z nimi w interakcję. Racja, w porównaniu z tym ile Polacy rozmawiali z innymi Polakami nie powala ona, ale w prównaniu z tymi Francuskimi czy Niemieckimi to jak niebo i ziemia. Wymiana, choćby najbardziej sterylna i rzadka, ostatecznie doprowadza do konwersacji, a konwersacja do dialogu. Dzięki temu udało im się zżyć z Narodem Polskim, początkowo pewnie z powodów czysto pragmatycznych (już dajta temu gojowi trochę grosza, potem spłaci z procentami), a następnie już raczej patriotycznych.

To jest jedynie czubek góry lodowej, i gorąco polecam wszystkim zainteresowanym tematem zagłębienie się w niego na własną rękę. Bo, powiedzmy szczerze, jeżeli zrobię tu wpis na 10 tyś. słów to nie dość iż się zacznę powtarzać to jeszcze nikt go nie przeczyta.

Zapraszam do dyskusji (cywilizowanej) w komentarzach. W pełni możliwe jest, iż część źródeł których użyłem jest stronnicza, albo coś przegapiłem. Człowiek uczy się całe życie.

Читать всю статью