Z cyklu „Sprawdzam. Kartka z kalendarza”. Poniższy materiał to komentarz redakcji „Naszej Polski” do felietonu Leszka Żebrowskiego, opublikowanego pierwotnie na naszych łamach. Wracamy do archiwalnej publicystyki i sprawdzamy, ile z niej potwierdził czas.
O czym jest ten tekst: kiedy w 2011 roku ustanawiano Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, historyk Narodowych Sił Zbrojnych Leszek Żebrowski napisał gorzki felieton — o święcie spóźnionym o ponad dwie dekady, o „rozmyciu” jego nazwy i o tym, iż zbrodni komunistycznych nigdy nie rozliczono. Po 15 latach zestawiamy jego diagnozę z rzeczywistością.
Trzy tezy autora warto dziś sprawdzić punkt po punkcie:
- Święto spóźnione i „rozmyte”. Żebrowski wytykał, iż Sejm zamienił w preambule „bohaterów Powstania Antykomunistycznego” na „bohaterów antykomunistycznego podziemia”. Formalnie nazwa „podziemie niepodległościowe / antykomunistyczne” obowiązuje do dziś — ale w świadomości społecznej wygrała własna, dumna marka: Żołnierze Wyklęci.
- Pamięć zniknie? Tu autor mylił się najbardziej — i dobrze. 1 marca stało się jednym z najżywszych świąt patriotycznych. Bieg „Tropem Wilczym”, z symbolicznym dystansem 1963 m (rok śmierci ostatniego Wyklętego, Józefa Franczaka „Lalka”), w 2025 roku odbył się w blisko 400 lokalizacjach w kraju i za granicą — to największe tego typu wydarzenie na świecie.
- Brak rozliczeń („gruba kreska”). Ta część diagnozy się potwierdziła: poza nielicznymi procesami zbrodni komunistycznych nie osądzono, majątków nie odzyskano, degradacji w większości nie przeprowadzono.
Tekst pierwotnie ukazał się w „Naszej Polsce”.
Poniżej oryginalny felieton Leszka Żebrowskiego — tekst archiwalny.
Święto tragicznie spóźnione — 1 marca, dzień „Żołnierzy Wyklętych”
Leszek Żebrowski
Ponad 20 lat musieliśmy czekać, aby Sejm III RP uznał oficjalnie zasługi ludzi, którzy z bronią w ręku przeciwstawili się komunistycznej okupacji i terrorowi po 1944 r. Ponad rok temu stosowny projekt ustawy, aby ustanowić Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” złożył Prezydent Lech Kaczyński. Nie wiemy, dlaczego mało skomplikowana procedura (przy odpowiedniej, olbrzymiej większości popierającej projekt) trwała tak długo – prawdopodobnie dlatego, iż nie liczy się dziś, co Sejm chce uchwalić, ale kto był inicjatorem i zgłosił projekt ustawy. Ale wreszcie – stało się. 1 marca po raz pierwszy będziemy obchodzić dzień Żołnierzy Wyklętych.
Podziały jednoznaczne
Sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu wprowadziła dwie istotne poprawki do preambuły. Słowa: „bohaterom Powstania Antykomunistycznego” zastąpiono: „bohaterom antykomunistycznego podziemia”, natomiast do zwrotu: „z bronią w ręku przeciwstawili się” dodano: „z bronią w ręku, jak i w inny sposób przeciwstawili się”. Druga z nich jest uzasadniona, rozszerza bowiem krąg uhonorowanych także na tych, którzy świadczyli pomoc walczącym z bronią w ręku, choć na ogół sami żołnierzami nie byli. Natomiast usunięcie sformułowania, iż chodziło o „Powstanie Antykomunistyczne” i zastąpienie tej upowszechniającej się już nazwy własnej dla okresu, który przez komunistów był fałszywie nazywany „walką o ustanowienie i utrwalenie władzy ludowej”, zwrotem o „bohaterach antykomunistycznego podziemia” jest wielkim rozmyciem ideowo-moralnym.
Mamy tu niewątpliwie do czynienia z celowym zabiegiem, aby ukryć sens bezpośredniej walki z komunizmem w Polsce. Podziemie mogło bowiem być różne, zaś termin „powstanie” nawiązywał do powszechnie akceptowanych nazw zrywów narodowych przeciw zaborcom. Czymże bowiem był wielki – w tym także zbrojny – ruch społeczny przeciw nowym okupantom, którzy przyszli ze Wschodu, zabrali nam ponad połowę terytorium II RP, miliony obywateli i całą pozostawioną na Kresach Wschodnich własność państwową i prywatną? Najeźdźcy stosowali brutalny terror, z pacyfikacjami na wzór hitlerowski, z publicznymi egzekucjami, wykazy wydanych i wykonanych kar śmierci publikowano w lokalnych gazetach aż do 1947 r. Praktycznie każdy obywatel, od podlotka aż po starca, wiedział, co się w Polsce i z Polską dzieje. Podziały były jednoznaczne: ludzie, którzy widzieli nas w europejskiej rodzinie demokratycznych państw, byli zabijani lub prześladowani. Ci, którzy chcieli cieszyć się beztroskim życiem kosztem tych pierwszych, poparli nowy ustrój, a swe dobrowolne przecież wybory ideowo-polityczne maskowali „racją stanu”, „geopolityką” lub bezsensownym „postępem”. Byli wśród nich przede wszystkim oportunistyczni „intelektualiści” (jakże często samozwańczy), którzy tworzyli dwór i chór pochlebców nowej władzy i szyderców z tych, którzy bronili życia swego i swych rodzin, wolności i własności.
Te podziały są aktualne do dziś i długo jeszcze będą miały przemożny wpływ na społeczeństwo, przede wszystkim dlatego, iż czas zbrodni i hańby nie został w ogóle rozliczony. „Żołnierzy Wyklętych” już prawie nie ma między nami. Ale beneficjenci ich prześladowców i zbrodniarzy – owszem. Święto uchwalono tak, aby praktycznie nic nas nie kosztowało. Dobrze. Ale ile kosztowali nas i kosztują przez cały czas komunistyczni prominenci, ich poplecznicy i spadkobiercy? „Prawa nabyte”, „przedawnienie”, „starzy ludzie”, „brak dowodów” – to podstawowe chwyty, jakie mają zastosowanie we wszelkich pseudodyskusjach o konieczności dokonania uczciwych rozliczeń.
Koncepcja „grubej kreski”
Jeśli przez dwie dekady nie udało się w „demokratycznym państwie prawnym”, jak nazywana jest Polska w jej obecnym kształcie, postawić przed sądem i skazać choćby kilkudziesięciu zbrodniarzy; jeżeli nie udało się odzyskać zagrabionych przez nich majątków; jeżeli walka o odebranie im niezwykłych przywilejów zakończyła się praktycznie niczym („renty specjalne” i inne intratne uprawnienia); jeżeli nie dokonano degradacji i nie pozbawiono zbrodniarzy bardzo wysokich stopni wojskowych oraz odznaczeń i orderów, to gołym okiem widać, iż zwyciężyła narzucona nam koncepcja „grubej kreski”.
Czy nie mamy kogo, za co i z czego rozliczać? Po 1944 r. komuniści zabili w więzieniach (na podstawie wyroków sądowych, które były w istocie zbrodniami sądowymi, oraz w trybie pozaprawnym) około 10 tys. ludzi. Dalsze kilkadziesiąt tysięcy zginęło w walkach, obławach, pacyfikacjach. Setki tysięcy skazano na długoletnie kary więzienia, które nieszczęśnicy musieli odbywać w nieludzkich warunkach, pozbawieni godności ludzkiej, bez lekarstw, zmuszani do niewolniczej pracy, osadzani w obozach, które – według obecnych ustaleń – nie różniły się warunkami od obozów hitlerowskich. A przecież to nie jest pełen katalog represji – miały prawo stosować je „Komisje Specjalne”, „Komisje Mieszkaniowe”, egzekutywy partyjne w zakładach pracy…
Dziś post(?)komunistyczni szydercy i ich poplecznicy sprowadzają tamte czasy do… pełnego zatrudnienia, tanich wczasów, sanatoriów, wielkich budowli socjalistycznych (na rzecz rozdętego do potwornych rozmiarów przemysłu zbrojeniowego) i innych „dobrodziejstw”, za które płaciliśmy, płacimy i będą jeszcze płacić następne pokolenia. Polska została sprowadzona po poziomu wschodniej satrapii, w której funkcje dworów pełniły partyjne komitety, a system kar i nagród (za serwilizm, donosicielstwo i zaprzaństwo) obejmował lepsze i większe przydziały dóbr materialnych.
Gdyby w Polsce po wojnie wygrali ci, których w tej chwili nazywamy „Żołnierzami Wyklętymi”, dziś bylibyśmy w zupełnie innym miejscu – w demokratycznej rodzinie państw wysokorozwiniętych, ze znikomą korupcją, z solidnym i jasnym systemem prawnym, bez szokujących na każdym kroku niezwykłych fortun niewiadomego pochodzenia.
(felieton z 2011 r.)
Od redakcji, 2026
Czas zweryfikował diagnozę Żebrowskiego dwojako. Jego obawa, iż pamięć o podziemiu niepodległościowym pozostanie niszowa, nie sprawdziła się — i całe szczęście: 1 marca to dziś jedno z najżywszych świąt patriotycznych, a Bieg „Tropem Wilczym”, z symbolicznym dystansem 1963 m upamiętniającym rok śmierci ostatniego Wyklętego — Józefa Franczaka „Lalka” — w 2025 roku odbył się w blisko 400 miejscowościach i jest największym tego typu wydarzeniem na świecie. Działa Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w Warszawie. Sprawdziła się natomiast druga część diagnozy: rozliczeń karnych zbrodni komunistycznych — poza nielicznymi procesami — praktycznie nie przeprowadzono, a „gruba kreska” okazała się trwała. I jeszcze jeden paradoks: spór o nazwę („powstanie” czy „podziemie”) przegrał z siłą samej, oddolnej marki — „Żołnierze Wyklęci”.
Źródła: Ustawa z 3 lutego 2011 r. o Narodowym Dniu Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” (inicjatywa prezydenta Lecha Kaczyńskiego); Fundacja Wolność i Demokracja — Bieg „Tropem Wilczym” (13. edycja 2025, dystans 1963 m, ok. 400 lokalizacji); IPN — inicjatywy na Narodowy Dzień Pamięci 2025; ostatni Żołnierz Wyklęty — Józef Franczak „Lalek”, zginął 21 października 1963 r.; Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w Warszawie.
Czytaj dalej z archiwum „Naszej Polski”
- Nie tylko Bykownia (Leszek Żebrowski) — zapomniane ludobójstwo sowieckie na Polakach
- Aneksja Krymu (Jerzy Biernacki, 2014) — felieton, który przewidział napaść na Ukrainę












