Pracownicy Blue Origin mogą kupować akcje spółki Jeffa Bezosa po 9,5 dolara, ale jeżeli w ciągu 18 miesięcy odejdą do konkurenta, tracą wszystkie opcje, także te już nabyte. Amerykańscy prawnicy nazywają ten mechanizm „złotymi kajdankami”. To odsłona wojny o talenty w prywatnym wyścigu kosmicznym.
Opcje z pułapką
Firma kosmiczna Jeffa Bezosa wprowadziła nowy program akcyjny dla pracowników. Na papierze wygląda korzystnie: możliwość objęcia udziałów po preferencyjnej cenie 9,5 dolara za akcję. Haczyk kryje się w warunkach. Jak opisał magazyn „Fortune”, każdy, kto w ciągu 18 miesięcy odejdzie do konkurencyjnej firmy, traci wszystkie przyznane opcje, nie tylko te, które jeszcze nie zostały nabyte, ale również te już nabyte.
Sam harmonogram jest typowy dla branży. Opcje nabywane są stopniowo, do 25 procent w pierwszym roku, a następnie w kwartalnych transzach. Nietypowa jest jednak klauzula wiążąca prawo do udziałów z zakazem przejścia do rywala. Prawnicy zajmujący się prawem pracy oraz doradcy majątkowi zwracają uwagę, iż tak skonstruowany zakaz konkurencji jest rzadkością wśród gwałtownie rosnących prywatnych spółek.
Wojna Bezosa z Muskiem
Cel tego rozwiązania jest czytelny. Mechanizm, nazwany przez komentatorów „złotymi kajdankami”, ma zatrzymać najlepszych inżynierów i powstrzymać ich przed przejściem do SpaceX, firmy Elona Muska. Konkurent Bezosa przeprowadził niedawno gigantyczny debiut giełdowy wart 86 miliardów dolarów, który uczynił wielu jego pracowników zamożnymi ludźmi. W tej sytuacji Blue Origin musi walczyć o kadry nie tylko pensją, ale również konstrukcją wynagrodzeń.
Warto zauważyć, iż klauzula nie obowiązuje pracowników w Kalifornii i stanie Waszyngton, gdzie prawo zakazuje tego rodzaju umów o zakazie konkurencji. To pokazuje, iż choćby największe korporacje muszą liczyć się z granicami, jakie wyznacza prawo pracy.
Polska lekcja z amerykańskiego sporu
Dla polskiego czytelnika ta historia niesie interesujący kontekst prawny. W polskim Kodeksie pracy zakaz konkurencji po ustaniu zatrudnienia jest dopuszczalny, ale co do zasady wymaga wypłaty pracownikowi odszkodowania. Rozwiązanie amerykańskie, w którym pracownik traci nabyty majątek za samo przejście do rywala, w polskich realiach byłoby trudne do obrony.
Warto jednak spojrzeć dalej niż na sam spór o umowy. Polska od 2012 roku należy do Europejskiej Agencji Kosmicznej i rozwija własny, wciąż niewielki sektor kosmiczny. Wojna o inżynierów tocząca się między amerykańskimi gigantami pokazuje, jak cenny stał się każdy specjalista zdolny projektować rakiety i satelity. To zasób, o który w nadchodzących latach walczyć będą nie tylko firmy, ale i całe państwa.
Za korporacyjnym sporem kryje się jednak sprawa znacznie poważniejsza. Przyszłość lotów kosmicznych, a wraz z nią kontrola nad strategiczną infrastrukturą orbitalną, rozgrywa się dziś między dwoma amerykańskimi miliarderami. Bezos i Musk dzielą między siebie rynek, na którym Europa, a wraz z nią Polska, pozostają przede wszystkim widzem. Wojna o inżynierów Blue Origin jest więc czymś więcej niż sporem o pieniądze. To przypomnienie, iż suwerenność technologiczna zaczyna się od ludzi, którzy potrafią budować rakiety, i od tego, kto zdoła ich przy sobie zatrzymać.











