Wołodymyr Zełenski odrzucił w niedzielę 23 sierpnia pomysł przeprowadzenia wyborów na Ukrainie podczas wojny z Rosją. Ostrzegł, iż głosowanie w takich warunkach byłoby ogromnym ryzykiem i mogłoby podzielić państwo. Stawką jest legalność władzy, jedność frontu i wiarygodność Kijowa wobec sojuszników, także Polski.
Wybory jako ryzyko wojenne
Wołodymyr Zełenski w wypowiedziach upublicznionych w niedzielę 23 sierpnia odrzucił pomysł organizowania wyborów na Ukrainie w czasie trwającej wojny. Jak podały CBS News i AFP, prezydent Ukrainy ocenił, iż głosowanie w takich warunkach byłoby dla państwa ogromnym ryzykiem. Użył też mocnego obrazu: wybory teraz mogłyby stać się dla kraju politycznym tsunami i rozbić wewnętrzną jedność.
To stanowisko nie bierze się z próżni. Ukraina żyje pod presją rosyjskich ataków, z milionami obywateli poza granicami kraju, częścią terytorium pod okupacją i armią walczącą na froncie. W takich warunkach każda kampania wyborcza byłaby nie tylko procedurą demokratyczną, ale także operacją bezpieczeństwa. Pytanie brzmi, czy państwo walczące o przetrwanie może jednocześnie prowadzić ostrą rywalizację polityczną bez prezentu dla Moskwy.
Fedorow rzucił wyzwanie
Bezpośrednim tłem sporu jest wystąpienie Mychajła Fedorowa, byłego ministra obrony Ukrainy. Według CBS News, kilka dni przed wypowiedzią Zełenskiego Fedorow wezwał do znalezienia legalnego, bezpiecznego i realistycznego mechanizmu przeprowadzenia wyborów mimo wojny. Argumentował, iż demokracja nie może pozostawać zakładnikiem Rosji.
To hasło brzmi mocno, ale niesie też realne ryzyko. o ile wybory odbyłyby się bez udziału żołnierzy na froncie, obywateli z terenów przyfrontowych, uchodźców i mieszkańców obszarów okupowanych, ich wynik od razu zostałby podważony. o ile zaś państwo próbowałoby objąć głosowaniem wszystkie te grupy, musiałoby rozwiązać problemy bezpieczeństwa, logistyki, obserwacji i ochrony danych w warunkach wojny. To nie jest zwykły kalendarz wyborczy. To sprawdzian istnienia państwa.
Prawo, front i presja Zachodu
Problem ma także wymiar prawny. Jak przypomina Euronews, stan wojenny ogłoszony 24 lutego 2022 roku blokuje przeprowadzenie wyborów krajowych na Ukrainie. Zełenski już wcześniej deklarował, iż głosowanie byłoby możliwe dopiero przy gwarancjach bezpieczeństwa, zawieszeniu broni albo innym rozwiązaniu, które nie rozbije państwa od środka.
Dla Kijowa to niewygodny dylemat. Z jednej strony przeciągająca się wojna zużywa społeczeństwo, a władza bez wyborów staje się łatwym celem dla przeciwników. Z drugiej strony Moskwa od dawna gra tematem legitymacji Zełenskiego, bo każdy spór o mandat władzy osłabia pozycję Ukrainy przy stole rozmów. Rosja nie potrzebuje uczciwej debaty demokratycznej na Ukrainie. Potrzebuje chaosu, oskarżeń i podziału.
Korupcyjny cień nad Kijowem
Spór o wybory nakłada się na inne napięcia. CBS News odnotowuje, iż Fedorow wskazywał także na pytania o korupcję w otoczeniu władzy. To temat, którego Kijów nie może zamiatać pod dywan. Dziennik Narodowy pisał już o tym, jak Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy uderzało w zaplecze Zełenskiego. Walka z Rosją nie daje nikomu prawa do bezkarności, zwłaszcza gdy państwo prosi sojuszników o pieniądze, broń i cierpliwość.
Polska powinna mówić w tej sprawie jasno. Ukraina broni się przed rosyjskim imperializmem i jej klęska byłaby strategicznym zagrożeniem dla naszego regionu. Ale pomoc nie może oznaczać ślepego podpisywania każdego rachunku ani udawania, iż problemów wewnętrznych nie ma. Sojusz wymaga trzeźwości. Szczególnie wtedy, gdy na stole leżą miliardy, broń i bezpieczeństwo polskiej granicy.
Polski interes: realizm zamiast emocji
Dla Polski najważniejsze są trzy rzeczy. Po pierwsze, Rosja nie może wygrać tej wojny politycznie przez rozbicie ukraińskiego zaplecza. Po drugie, Kijów musi utrzymać podstawowe standardy państwa prawa, bo inaczej zachodnie społeczeństwa będą coraz trudniej akceptować dalsze wsparcie. Po trzecie, Warszawa ma obowiązek pilnować własnego interesu: granicy, wydatków, tranzytu, rolnictwa i bezpieczeństwa obywateli. Ten rachunek pojawia się także przy sporach o tranzyt przez Polskę i ukraińskie oczekiwania gospodarcze.
Nie wolno mylić realizmu z wrogością wobec Ukrainy. Realizm jest właśnie warunkiem skutecznej polityki. Polska prawica powinna widzieć jednocześnie dwa fakty: rosyjskie zagrożenie jest śmiertelnie poważne, a ukraińska polityka nie jest zwolniona z kontroli tylko dlatego, iż toczy się wojna.
Demokracja nie może być dekoracją
Zełenski ma rację, iż wybory przeprowadzone w złym momencie mogłyby podzielić Ukrainę. Fedorow ma rację, iż długotrwała wojna nie może zamrozić debaty publicznej na zawsze. Odpowiedź nie leży w sloganach. Leży w procedurach, bezpieczeństwie i uczciwym postawieniu warunków.
Dla Polaków wniosek jest prosty. Pomagać Ukrainie przeciw Rosji, ale nie rezygnować z własnego rozumu. Wymagać od Kijowa przejrzystości, porządku i odpowiedzialności. Taka polityka jest twardsza od emocjonalnych deklaracji, bo służy nie wizerunkowi, ale bezpieczeństwu Polski.
Źródło: WP Wiadomości, CBS News, AFP, Euronews
Źródło: WP Wiadomości












