Zełenski honoruje UPA. Warszawa milczy

magnapolonia.org 3 часы назад

Wołodymyr Zełenski po raz kolejny wysłał sygnał, iż współczesne władze Ukrainy nie zamierzają odcinać się od tradycji ukraińskiego nazizmu spod znaku OUN-UPA. Tym razem chodzi o decyzję o nadaniu jednej z jednostek Sił Operacji Specjalnych imienia „Bohaterów UPA”. Oficjalnie tłumaczono ją „pielęgnowaniem tradycji narodowego wojska” oraz zasługami bojowymi jednostki.

Zełenski honoruje UPA. Podpisał dekret, na mocy którego Samodzielne Centrum Operacji Specjalnych „Północ” otrzymało nazwę „Bohaterów UPA”. W uzasadnieniu wskazano na „przywracanie historycznych tradycji narodowego wojska” oraz „wzorowe wykonywanie zadań podczas obrony integralności terytorialnej Ukrainy”. Problem polega jednak na tym, iż UPA to organizacja odpowiedzialna za masowe mordy polskiej ludności cywilnej, których kulminacją była rzeź wołyńska w 1943 roku. Według historyków oddziały UPA przeprowadziły wtedy skoordynowane ataki na około 150 polskich miejscowości.

Jeszcze kilka lat temu ukraińskie władze próbowały zachowywać pozory równowagi między budowaniem własnej narracji narodowej a relacjami z Polską. Dziś ten etap wyraźnie się kończy. Kijów coraz mniej ukrywa fascynację środowiskami banderowskimi i coraz częściej traktuje UPA jako oficjalny element mitu założycielskiego współczesnej Ukrainy.

W ostatnich latach pojawiały się kolejne pomniki Bandery, marsze ku czci UPA czy honorowanie działaczy OUN. Tym razem mamy jednak do czynienia z czymś jeszcze poważniejszym — bezpośrednim wpisaniem symboliki UPA w struktury współczesnych sił zbrojnych państwa ukraińskiego.

W Polsce decyzja wywołała lawinę komentarzy w Polsce. Trudno się temu dziwić — dla milionów Polaków Ukraińska Powstańcza Armia pozostaje symbolem ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Mimo to władze w Kijowie coraz otwarciej wpisują tradycję OUN-UPA w fundament współczesnej ukraińskiej państwowości.

Politycy i komentatorzy zwracali uwagę, iż trudno mówić o prawdziwym pojednaniu polsko-ukraińskim, gdy państwo ukraińskie publicznie gloryfikuje organizację odpowiedzialną za czystki etniczne na Polakach. Krytycy podkreślali również, iż tego rodzaju gesty są szczególnie bulwersujące w sytuacji, gdy Polska od początku wojny udziela Ukrainie ogromnego wsparcia militarnego, finansowego i politycznego.

Odpowiedzialność za obecny stan rzeczy ponoszą jednak nie tylko władze w Kijowie. Ogromną winę mają także kolejne rządy w Warszawie, które przez lata prowadziły politykę przemilczania problemu banderyzmu na Ukrainie. Zarówno rządy PiS, jak i wcześniej PO, wielokrotnie unikały stanowczych reakcji na rozwijający się kult UPA. Kiedy na Ukrainie stawiano kolejne pomniki Stepana Bandery, czy organizowano marsze ku czci UPA, polskie elity polityczne ograniczały się najczęściej do dyplomatycznych komunikatów o „potrzebie dialogu historycznego”.

Warszawa przyjęła założenie, iż kwestie historyczne należy odłożyć na bok w imię strategicznego partnerstwa z Ukrainą. Efekt tej polityki jest dziś widoczny gołym okiem. Ukraińskie władze uznały, iż mogą bez większych konsekwencji coraz mocniej rehabilitować środowiska odpowiedzialne za antypolskie zbrodnie. Brak realnej presji ze strony Polski sprawił, iż kolejne granice były i są przesuwane coraz dalej.

Decyzja Zełenskiego pokazuje również, iż temat Wołynia nie został rozwiązany, ale jedynie zamrożony przez polityków po obu stronach granicy. Dziś rachunek za wieloletnie unikanie trudnych tematów wraca ze zdwojoną siłą. jeżeli Warszawa przez cały czas będzie reagować wyłącznie symbolicznym „zaniepokojeniem”, podobnych gestów ze strony Kijowa będzie coraz więcej, a idea prawdziwego pojednania polsko-ukraińskiego stanie się jedynie pustym hasłem. Wręcz przeciwnie – powstanie grunt pod Wołyń 2.0.

Polecamy również: Portugalscy weterynarze nie chcą leczyć „ludzi-psów”

Читать всю статью