„Nie ma rosyjskojęzycznych Ukraińców” – stwierdził Jarosław Jurczyszyn, przewodniczący Komisji Rady Najwyższej Ukrainy ds. Wolności Słowa. Według ukraińskiego polityka są albo Rosjanie, albo Ukraińcy, których Rosjanie przeciągnęli do swojego „świata kulturowego”, czyniąc ich tym samym „de facto zdrajcami”. Wypowiedź ta jest szczególnie wymowna nie tylko ze względu na jej treść, ale również dlatego, iż padła z ust człowieka kierującego w Kijowie parlamentarną komisją zajmującą się ochroną wolności słowa.
Zdrada za używanie rosyjskiego? Przedstawiciele reżimu w Kijowie coraz częściej ujawniają swoją prawdziwą twarz. Słowa Jurczyszyna dotyczą bowiem nie marginalnej grupy społeczeństwa, ale milionów ludzi, dla których język rosyjski jest językiem rodzinnym, przekazywanym z pokolenia na pokolenie, a nie narzędziem rosyjskiej propagandy. Według ostatniego spisu powszechnego przeprowadzonego na Ukrainie, w 2001 roku rosyjski wskazało jako język ojczysty 14,27 mln osób, czyli blisko 30% ówczesnej ludności kraju. Co istotne, rosyjski jako ojczysty deklarowała wówczas również część osób narodowości ukraińskiej.
Oczywiście od tamtego czasu sytuacja uległa ogromnym zmianom, przede wszystkim w wyniku wojny, migracji oraz okupacji części terytorium Ukrainy, dlatego danych ze spisu z 2001 roku nie można bezpośrednio traktować jako dokładnego obrazu dzisiejszej sytuacji. Nie zmienia to jednak faktu, iż rosyjski przez dziesięciolecia był językiem milionów mieszkańców Ukrainy, zwłaszcza na południu i wschodzie kraju, a dla wielu rodzin pozostaje językiem wyniesionym z domu, którym posługiwali się rodzice, dziadkowie i pradziadkowie.
Wypowiedź ukraińskiego polityka jest niepokojąca. Człowiek nie wybiera przecież języka, którym mówi do niego matka i ojciec, podobnie jak nie wybiera języka, którym posługiwali się jego dziadkowie. Można być Ukraińcem, uważać Ukrainę za swoją ojczyznę, służyć w ukraińskiej armii i walczyć przeciwko rosyjskiej agresji, a jednocześnie w domu rozmawiać po rosyjsku. Język nie jest bowiem automatycznie dowodem lojalności politycznej.
Tymczasem od lat obserwujemy na Ukrainie konsekwentne wzmacnianie pozycji języka ukraińskiego kosztem możliwości publicznego używania rosyjskiego. Reżim w Kijowie uzasadnia tę politykę koniecznością obrony własnej tożsamości narodowej oraz ograniczenia rosyjskich wpływów kulturowych i propagandowych, co po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji w 2022 roku stało się jednym z istotnych elementów polityki państwa.
Samo wzmacnianie języka państwowego nie jest jednak tym samym co uznawanie ludzi posługujących się innym językiem za element obcy czy wręcz za zdrajców. Komisja Wenecka Rady Europy, analizując ukraińską ustawę językową z 2019 roku, uznała wprawdzie, iż Ukraina ma uzasadniony interes w promowaniu języka ukraińskiego, jednocześnie jednak wskazywała na konieczność zachowania odpowiedniej równowagi pomiędzy tym celem a ochroną praw językowych mniejszości.
Ukraińska polityka językowa nie rozwija się w próżni. W kraju, którego trzon elit politycznych odwołuje się do tradycji Stepana Bandery i Ukraińskiej Powstańczej Armii, kwestia narodowej tożsamości od dawna ma szczególnie silny wymiar polityczny. Banderowcy uważali, iż należy wyczyścić ukraińska ziemię ze wszystkich obcych nacji i kultur. Dla milionów ludzi, których rodziny od pokoleń posługiwały się rosyjskim, coraz bardziej zdecydowane wypieranie tego języka z przestrzeni publicznej może być odbierane nie jako zwykła polityka państwowa, ale jako próba zakwestionowania ich własnej tożsamości.
Nie sposób przejść obojętnie obok sytuacji, w której przewodniczący parlamentarnej komisji ds. wolności słowa mówi o rosyjskojęzycznych obywatelach jako o ludziach przeciągniętych do obcej „przestrzeni kulturowej”, a następnie określa ich mianem faktycznych zdrajców, gdyż nie chcieli dać się wynarodowić i nie zaparli się własnej tożsamości.
Jarosław JurczyszynWojna z Rosją może tłumaczyć wiele decyzji Kijowa dotyczących ograniczania rosyjskiej propagandy i rosyjskich wpływów, ale nie powinna prowadzić do prostego utożsamiania języka, którym posługują się miliony ludzi, z rzekomą automatyczną lojalnością wobec Kremla. Walka z rosyjską propagandą to jedno, a traktowanie własnych obywateli jako podejrzanych wyłącznie z powodu ich języka rodzinnego – to zupełnie inna kwestia.
W tym zakresie działania kijowskich banderowców to faktyczne wprowadzanie faszystowskiej dyktatury, w ramach której społeczeństwo ma zostać wyczyszczone z obcych elementów a państwo uzurpuyje sobie prawo do siłowego narzucania obywatelom jedynie słusznego języka i kultury.
Wypowiedź Jurczyszyna pokazuje więc problem znacznie szerszy niż spór o „ruskie onuce” i rusycyzmy. o ile człowiek może zostać przez ukraińskie władze uznany za zdrajcę dlatego, iż mówi językiem, którego nauczyli go rodzice i dziadkowie, pojawia się pytanie, gdzie w tym wszystkim widzą się europejscy obrońcy Ukrainy i dyzmokracji. Czy naprawdę godzą się na budowę nad Dnieprem pogrobowca III Rzeszy?
Polecamy również: Powiedzieli, iż są dwie płcie. Wyrzucili ich dzieci ze szkoły














