Jakie błędne przekonania na temat liberalizmu są najczęściej spotykane? Dlaczego historia liberalizmu jako ideału inspirującego ludzi poszła w zapomnienie? Dlaczego liberalizm zyskał tak wiele różnych i sprzecznych znaczeń? Oraz jakie są historyczne powiązania między „liberalizmem” a „demokracją”? Leszek Jażdżewski rozmawia z Heleną Rosenblatt, wybitną profesorką historii, nauk politycznych i języka francuskiego w Graduate Center przy City University of New York. Jej najnowsza książka nosi tytuł „A Lost History of Liberalism from Ancient Rome to the Twenty-First Century” (Princeton University Press, 2018). Jest również autorką książek „Rousseau and Geneva from the First Discourse to the Social Contract” (Cambridge University Press, 1997) oraz „Liberal Values: Benjamin Constant and the Politics of Religion” (Cambridge University Press, 2008).
Leszek Jażdżewski (LJ): Jakie błędne przekonania na temat liberalizmu są najczęściej spotykane?
Helena Rosenblatt (HR): Głównym błędnym przekonaniem jest to, iż liberalizm jest jednolitą, monolityczną koncepcją. Zaskakujące jest to, iż ludzie wydają się mieć własne, osobiste definicje tego, czym jest liberalizm. Krąży wiele różnych definicji, co prowadzi do poważnych nieporozumień zarówno dotyczących samych osób związanych z tym nurtem, jak i jego ogólnej historii.
Kolejnym poważnym błędnym przekonaniem jest pogląd, iż liberalizm jest tradycją głównie angloamerykańską. Często słyszymy, iż liberalizm narodził się w Anglii, a następnie dotarł do Ameryki. Narracje te mają tendencję do faworyzowania myślicieli angloamerykańskich. Miejsca takie jak Francja i Niemcy są pomijane w tej narracji, a myśliciele francuscy i niemieccy są zwykle wykluczani z kanonu.
Zmiana tego stanu rzeczy jest jednym z głównych celów mojej książki. Postanowiłam opowiedzieć historię o tym, gdzie naprawdę narodził się liberalizm i w jaki sposób zyskał on tak różne interpretacje i znaczenia na całym świecie.
LJ: Dlaczego historia liberalizmu jako inspirującego ideału – oznaczającego nie tylko miłość do wolności i obywatelską świadomość, ale także hojność i współczucie – została zapomniana?
HR: Od samego początku liberalizm był wyraźnie ideałem moralnym. Był głęboko powiązany z okazywaniem hojności. Miłość do wolności była niezwykle ważna, ale hojność i współczucie zawsze stanowiły podstawowe elementy liberalizmu.
Dzisiaj, gdy mówimy o liberalizmie, skupiamy się niemal wyłącznie na prawach jednostki, postrzegając go jako ideologię skoncentrowaną na prawach jednostki. W konsekwencji ta dłuższa, bardziej obszerna historia wypadła z narracji.
Zmiana ta nastąpiła przede wszystkim w okresie zimnej wojny. Powstanie faszyzmu, komunizmu i nazizmu w Europie, a następnie zimna wojna sprawiły, iż dla Zachodu – a zwłaszcza dla potężnego sojuszu anglo-amerykańskiego – najważniejsze stało się odróżnienie się od totalitaryzmu i stalinizmu. Zwolennicy liberalizmu czuli się zmuszeni do podkreślania tej konkretnej części tradycji liberalnej, która zabezpiecza prawa jednostki i prawa własności. W obliczu reżimu stalinowskiego dominującym przesłaniem stało się przekonanie, iż liberalizm opowiada się za prawami jednostki przeciwko państwu, postrzegając państwo jako niebezpieczne i wymagające ochrony obywateli przed nim.
Liberałowie zawsze opowiadali się za ochroną praw jednostki, w tym wolności prasy, wolności słowa i wolności wyznania. Jednak niegdyś istniała świadoma równowaga między tymi gwarancjami a drugą stroną tej filozofii, która kładzie nacisk na współczucie, hojność, obywatelskość, obowiązki i odpowiedzialność. Wraz z rozwojem totalitaryzmu idea, iż obywatele mogą mieć obowiązki i zobowiązania, lub iż rządy powinny angażować się w zarządzanie nimi, stała się koncepcją wysoce niebezpieczną.
LJ: Czy mogłaby Pani opowiedzieć o pierwotnym znaczeniu słowa „liberał”, które – jak Pani napisała – określało osobę o hojnych uczuciach i otwartym, szerokim umyśle, na długo przed tym, zanim powstał termin „liberalizm”?
HR: Słowo „liberalny” (ang. liberal) wywodzi się ze starożytnego Rzymu i łaciny, a jego podstawowym rdzeniem jest „liber”. Ludzie często twierdzą, iż „liber” oznacza wolność i rzeczywiście tak było, ale oznaczało ono również hojność.
Bycie „liberalnym” w starożytnym Rzymie oznaczało posiadanie szlachetnych cech i adekwatnych wartości obywatela. Od obywatela oczekiwano miłości do wolności, ale także współczucia dla współobywateli, postawy obywatelskiej oraz hojności, a nie egoizmu. Egoizm postrzegano jako cechę charakterystyczną dla niewolników. Hojność i zaangażowanie na rzecz dobra wspólnego były wartościami definiującymi obywatela.
Odpowiedni rzeczownik „liberalizm” nie istniał wówczas jako termin, ponieważ pojawił się dopiero około 1813 roku. Przed pojawieniem się „liberalizmu” istniał rzeczownik ‚liberality’, co oznaczało ‚hojność’. Okazywanie „hojności” polegało właśnie na demonstrowaniu tych szlachetnych wartości i cnót obywatela. Z biegiem czasu to podstawowe znaczenie, łączące hojność i wolność, pozostało w tym pojęciu, choćby jeżeli na przestrzeni setek lat ulegało ono niewielkim zmianom w zależności od okoliczności.
LJ: W jaki sposób bycie „liberałem” zaczęło odchodzić od tych pierwotnych cnót i nabierać innego znaczenia, przekształcając się z indywidualnej cnoty w zbiór problemów politycznych pod koniec XVIII i na początku XIX wieku?
HR: Pierwotnie słowo to opisywało wartości konkretnej osoby. Z biegiem czasu zakres użycia tego słowa rozszerzył się, tak iż zaczęło ono oznaczać sposób myślenia, a ostatecznie – pewien typ społeczeństwa.
W Stanach Zjednoczonych George Washington mówił o „liberalnym” społeczeństwie i „liberalnej” konstytucji. Przez „liberalną” konstytucję rozumiał konstytucję tolerancyjną, otwartą i przyjazną. Na tym etapie nie oznaczało to jeszcze ściśle określonego zestawu koncepcji politycznych czy konstytucyjnych, ale niosło ze sobą poczucie szlachetności zakorzenionej w cnocie.
Transformacja w kierunku odrębnej idei politycznej przyspieszyła po powrocie Lafayette’a do Francji. Zaczęła się od koncepcji tolerancji, ale ostatecznie została powiązana z zasadami konstytucyjnymi myślicieli takich jak Benjamin Constant. Wynikające z tego zasady stały się podstawami konstytucyjnymi, które w tej chwili kojarzymy z podstawowymi wartościami liberalnej demokracji.
Ponieważ proces ten miał miejsce we Francji w czasie rewolucji, zwolennicy tej idei musieli zmierzyć się z monarchią. W związku z tym domagali się monarchii konstytucyjnej i systemu przedstawicielskiego. Ogromną rolę odgrywała równość obywatelska. Pogląd, iż wszyscy mają równe prawa obywatelskie – choć jeszcze nie równe prawa polityczne – był rewolucyjny. Zwolennicy tej idei domagali się również wolności prasy, wolności wyznania, wolności zrzeszania się, a ostatecznie także rozdziału kościoła od państwa. Te podstawowe zasady zaczęto nazywać we Francji „liberalnymi” w latach 90. XVIII wieku.
Takie silne podkreślanie roli Francji może zaskakiwać, ponieważ powszechnie uważa się, iż „liberalizm” jest tradycją angloamerykańską sięgającą czasów Magna Carta. Jednak jeżeli przyjrzeć się samemu słowu, to teoretyczne ugruntowanie tego, co nazywamy „liberalizmem” – akceptowane jako takie zarówno przez jego zwolenników, jak i krytyków – miało miejsce pierwotnie właśnie we Francji. W rzeczywistości, gdy słowo „liberalny” zostało po raz pierwszy użyte w kontekście politycznym w Anglii i Ameryce, często pisano je jako „libérale” z francuskim przyrostkiem i akcentem, aby wskazać na jego zagraniczne pochodzenie. Postrzegano to jako zupełnie nowy sposób użycia tego terminu.
LJ: W jaki sposób liberalizm ukształtował się w wyniku historycznej walki, najpierw z absolutyzmem, a następnie z siłami reakcjonistycznymi?
HR: Na liberalizm ogromny wpływ wywarli w końcu również obaj Napoleonowie. Zwolennicy danej idei są, iż tak powiem, kształtowani przez swoich przeciwników. Pierwsi liberałowie niekoniecznie uważali się za wrogów monarchy. Dążyli do monarchii konstytucyjnej, głównie na wzór angielski.
Potem rewolucja wymknęła się spod kontroli, ku ich wielkiemu niezadowoleniu i przerażeniu, przeradzając się w okres terroru, a zakończyła się wraz z pojawieniem się Napoleona. Ten wynik był dla liberałów wielką tragedią. Francuscy liberałowie początkowo wierzyli w Napoleona, sądząc, iż być może uda mu się zaprowadzić pokój we Francji i na kontynencie, i myśleli, iż uratuje on rewolucję. Wypowiadał się we właściwym tonie, więc większość z nich faktycznie poparła choćby jego zamach stanu, ale gwałtownie zdali sobie sprawę, iż był to błąd.
Zbiór koncepcji, który ukształtował się w 1813 roku i nazywa się „liberalizmem”, ma w rzeczywistości na celu uniemożliwienie pojawienia się kogoś takiego jak Napoleon. Niestety, sytuacja ta powtarza się, co widzimy choćby dzisiaj, gdy osoba, która co do zasady została wybrana demokratycznie lub przynajmniej zatwierdzona w drodze plebiscytu – tak jak obaj Napoleonowie we Francji – może przejść obojętnie nad kwestią odpowiedzialności. Taki przywódca mówi elektoratowi, iż bezpośrednio go reprezentuje, twierdząc, iż instytucje przedstawicielskie, systemy sądowe i dokumenty tylko hamują postęp. Takie osoby to demagodzy i dyktatorzy.
To właśnie to zagrożenie sprawiło, iż liberałowie tacy jak Benjamin Constant, Madame de Staël i inni zapragnęli stworzyć system konstytucyjny, który dałby pewną władzę ludowi, odpowiadał przed nim i zapewnił, iż nigdy więcej nie pojawią się despotyczni władcy. Pomimo ich wysiłków sytuacja ta powtórzyła się w przypadku Napoleona III, co wywołało kolejną falę reakcji ze strony liberałów.
Kościół katolicki był kolejnym, prawdopodobnie najpotężniejszym przeciwnikiem liberałów w całym XIX wieku. Papiestwo bardzo późno zgodziło się na wolność wyznania, która – jak wspomniano – od samego początku stanowiła kluczową kwestię dla liberałów. To napięcie jest zrozumiałe w przypadku Francji, ponieważ przez wieki Kościół katolicki wspierał monarchię absolutną. Co ciekawe, protestanci są znacznie nadreprezentowani w ruchach liberalnych w stosunku do ich rzeczywistej liczebności, szczególnie we Francji, Niemczech, Anglii i Ameryce.
LJ: Biorąc pod uwagę, iż historia liberalizmu jest tak głęboko powiązana z francuską myślą i polityką, dlaczego samo to słowo zostało dziś praktycznie wykluczone z francuskiego słownika politycznego, gdzie bycie „liberalnym” często sprowadza się do wąskiego, pejoratywnego znaczenia związanego z ekonomią?
HR: To słowo jest ciężarem i trudno jest go swobodnie używać. Nie da się być „liberałem” we Francji ani w Ameryce, nie ponosząc z tego tytułu konsekwencji. Przedstawiciele amerykańskiej Partii Demokratycznej, którzy generalnie plasują się nieco na lewo od centrum, unikają słowa „liberalny” z diametralnie przeciwnych powodów.
We Francji bycie „liberalnym” oznacza pozycję nieco na prawo od centrum, co oznacza poparcie dla wolnego rynku, globalizacji, ograniczonej roli rządu i tego typu kwestii. W Ameryce w języku potocznym oznacza to coś przeciwnego, sygnalizując większą interwencję rządu, państwo opiekuńcze i tego rodzaju kwestie. Słowo to ma zupełnie inne znaczenie w obu krajach, co utrudnia prowadzenie rozmowy, jeżeli uczestnicy nie zdają sobie sprawy z tej różnicy.
Zarówno liberałowie wolnorynkowi, jak i zwolennicy większej regulacji rządowej wywodzą się z tego samego nurtu, ale w pewnym momencie rozdzielili się na dwa nurty w reakcji na rewolucję przemysłową, urbanizację i związane z tym problemy. Mieli dwa różne podejścia do tego, jak radzić sobie z nowym kryzysem ubóstwa i endemicznej biedy w miastach.
Niektórzy liberałowie opowiadali się za większą interwencją rządową. Inni twierdzili, iż adekwatnym rozwiązaniem jest podejście oparte na leseferyzmie, a choćby jeszcze większa deregulacja. Istniały więc dwa nurty, a ten opowiadający się za interwencją rządową zyskał przewagę w Ameryce. Dlatego termin ten oznacza coś innego w Ameryce, a coś innego we Francji i w większości pozostałych części świata. Ameryka stanowi wyjątek pod względem potocznego znaczenia słowa „liberalny”.
Dzisiejsi tak zwani libertarianie w Ameryce, których niektórzy nazywają neoliberałami, twierdzą, iż to oni są prawdziwymi liberałami. Utrzymują, iż demokratyczni liberałowie nadużywają tego słowa, a to oni są prawdziwymi liberałami klasycznymi i ortodoksyjnymi. Tymczasem termin „neoliberalizm” ma na ogół pejoratywny wydźwięk i jest używany, przynajmniej w Ameryce, jako obelga. Nikt tak naprawdę nie chce być nazywany neoliberałem, zwłaszcza w środowisku akademickim.
LJ: W jaki sposób pojęcie „liberalizmu” zaczęło oznaczać tak wiele różnych i sprzecznych rzeczy? I dlaczego zaczęto je kojarzyć przede wszystkim z ekonomią, co nie miało miejsca przez większą część historii istnienia tej idei?
HR: Dokładnie tak było. Natrafiłam na wspaniałą historię i cytat Herberta Hoovera, który był prezydentem w czasie wielkiego krachu. Był on prawdziwym zwolennikiem wolnego rynku i leseferyzmu, i bardzo go irytowało to, iż Franklin Delano Roosevelt używał tego słowa do opisania siebie i swojej polityki.
Ludzie pracujący dla Roosevelta ciągle nazywali go „liberałem” i twierdzili, iż Nowy Ład jest „liberalny”, i iż to wszystko jest „liberalne”. Istnieje choćby przemówienie, w którym ktoś używa tego słowa dziesięć lub dwanaście razy, aby jeszcze bardziej podkreślić, iż to właśnie zwolennicy Nowego Ładu są „liberalni”. Herbert Hoover po prostu stwierdza, iż mogą sobie to słowo zatrzymać, ponieważ ma go już dość i uważa, iż została ono przez nich zrujnowane i pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Mówi im, żeby śmiało je sobie zabrali.
Doszło więc do tego sporu, co jest interesujące, ponieważ w tym słowie było coś, co bardzo pociągało ludzi. Jest to słowo, które przez cały czas oznacza hojność i miłość do wolności, dlatego ludzie chcieli go używać. w tej chwili politycy być może go unikają, co również jest interesujące. Słowa są ważne; są narzędziami i środkami retorycznymi, dlatego warto ostrożnie z nich korzystać.
LJ: Jaki jest historyczny związek między „liberalizmem” a „demokracją”? W szczególności, dlaczego pierwsi liberałowie nie ufali bezpośredniej władzy publicznej i w jaki sposób ostatecznie ją zaakceptowali?
HR: W Ameryce używa się terminów „liberalna demokracja” i „demokracja” zamiennie, jakby oznaczały to samo. To nieco niedbałe i leniwe podejście. W rzeczywistości pojęcia te nie łączą się tak łatwo, a ich połączenie nastąpiło dopiero w późniejszym okresie historii.
„Demokracja” jest oczywiście znacznie starszą tradycją, sięgającą Grecji, i pierwotnie oznaczała władzę ludu. Pochodzi od słów ‚demos’ i ‚kratos’, oznaczających władzę ludu. Przez około dwa tysiące lat uważano ją za najgorszy możliwy rodzaj rządów, równoznaczny z anarchią, ponieważ była to władza bezpośrednia. Zwolennicy tej idei dopiero dość późno opracowali koncepcję „demokracji” przedstawicielskiej.
Jeszcze w XVIII wieku ludzie zaczęli używać słowa „demokracja” na wiele różnych sposobów. My również tak robimy, ponieważ nie zawsze mamy na myśli reżim polityczny lub system polityczny; może ono oznaczać system gospodarczy, który jest bardziej dostępny i egalitarny. Kiedy w 1820 roku mieszkańcy Francji mówili, iż są „demokracją”, oczywiście nie mieli na myśli tego, iż każdy ma prawo głosu. Mieli na myśli równość obywatelską oraz to, iż ludzie mieli takie same uprawnienia wynikające z obowiązującego prawa.
Podczas rewolucji, kiedy to narodził się „liberalizm”, liberałowie byli świadkami tego, jak działają tłumy. Obserwowali to, co uważali za irracjonalne zachowanie i przemoc tłumów. Zauważyli, iż społeczeństwo nie tylko zachowywało się irracjonalnie i agresywnie, ale było również podatne na manipulację, gdy pojawił się dyktator taki jak Napoleon. Bezpośrednie przekazanie władzy ludowi byłoby dla nich czymś bardzo nierozsądnym i niezrozumiałym.
Potrzebny był „liberalizm”, który z czasem zabezpieczyłby „demokrację” i ją okiełznał. Zwolennicy tej idei mieli nadzieję osiągnąć, poprzez system przedstawicielski, rządy mędrców – arystokrację nie opartą na pochodzeniu, ale na zdolnościach. zwykle koncepcja ta wiązała się z wymogami majątkowymi dotyczącymi prawa do głosowania, a także z jeszcze surowszymi wymogami dotyczącymi sprawowania urzędu. Dopiero z biegiem czasu liberałowie zaczęli akceptować powszechne prawo wyborcze dla mężczyzn, a jeszcze później – powszechne prawo wyborcze obejmujące również kobiety. Początkowo nie byli demokratami; w pewnym stopniu byli elitarystami. Być może możemy to zrozumieć, biorąc pod uwagę powszechny analfabetyzm i ubóstwo ludności. Nie miało dla nich żadnego sensu, aby dwadzieścia milionów ludzi mogło głosować, a tym bardziej bezpośrednio uchwalać ustawy.
LJ: Biorąc pod uwagę, iż pojęcie „liberalizmu” jest tak dynamiczne i głęboko powiązane ze sferą polityczną, czy ma sens próba powrotu do pierwotnego znaczenia słowa „liberalny” jako oznaczającego hojność? Jakiego rodzaju „liberalizmu” potrzebujemy dzisiaj?
HR: w tej chwili odczuwalny jest wyraźny brak wyobraźni, a także aspiracji. Zwolennicy tej idei nie budzą entuzjazmu. W Ameryce, gdzie właśnie przebywam w momencie naszej rozmowy, trudno jest zaangażować młodych ludzi w proces demokratyczny, a większość z nas ma poczucie, iż znajdujemy się w niebezpiecznym stanie głębokiego upadku, jeżeli chodzi o stan naszej „liberalnej demokracji” właśnie tutaj.
Przypominanie ludziom o tego rodzaju wartościach ma najważniejsze znaczenie, a ludzie pragną słyszeć głosy, które o tym mówią. Nie chodzi tu tylko o egoistyczne prawa jednostki. Chodzi raczej o znalezienie czegoś, co nas łączy, czegoś, o co warto walczyć i czego warto bronić.
Spojrzenie w przeszłość pozwala nam dostrzec, iż kiedyś żyli naprawdę dobrzy, bardzo szlachetni ludzie, którzy z wielkim zaangażowaniem walczyli i dogłębnie zastanawiali się nad tym, co nazywamy „liberalną demokracją”. Warto o to walczyć. Musimy być hojni, poświęcać się dla innych i okazywać współczucie. To właśnie stanowi sedno znaczenia pojęcia „liberalnej demokracji”.
Helena Rosenblatt będzie jedną z gościń tegorocznej edycji Igrzysk Wolności. Dowiedz się więcej na: igrzyskawolnosci.pl/event/igrzyska-wolnosci-2026
Niniejszy podcast został wyprodukowany przez Europejskie Forum Liberalne we współpracy z Movimento Liberal Social i Fundacją Liberté!, przy wsparciu finansowym Parlamentu Europejskiego. Ani Parlament Europejski, ani Europejskie Forum Liberalne nie ponoszą odpowiedzialności za treść ani za jakiekolwiek wykorzystanie niniejszego podcastu.
Podcast jest dostępny także na platformach SoundCloud, Apple Podcast, Stitcher i Spotify
Z języka angielskiego przełożyła dr Olga Łabendowicz
Czytaj po angielsku na 4liberty.eu
















