życie to narodziny i śmierć
fala dobija do piaszczystego brzegu
z wiatrem porwane ziarenka
zdarzają się z plażą
budzi podziw w dłoni mały bursztyn
życie zatopione wieki temu
chyba się starzeje by nucić nadzieję
początku nie widać a tu koniec
pytam anioła stróża czy to ma sens
gdy upadniesz i nie znajdziesz drzwi powrotnych
sen na powiekach wisi
jak wiśnie w czekoladzie jabłko w sadzie
dziękuję za każdy poranek zaparzę herbaty
czuję pachnie jesienią liście żółkną spadają
życie toczy swój kult jednostki
tak jestem a za chwilę rozproszę ciszę
nieodłączny czas przynosi ukojenie
zabarwiam twarz pokaż mi las
chciałbym zapytać ile jeszcze zostało
do domu
idę drogą daleko widzę drzwi
wielu odeszło wielu zostało
to nie koniec walki o przetrwanie














