Można zrozumieć, iż historia jest przez polityków wykorzystywana na potrzeby bieżącej polityki, ale jakieś granice takich manipulacji jednak powinny być. Kiedy słucham kolejnych historyczno-politycznych dywagacji Pana Prezydenta Karola Nawrockiego stwierdzam, iż takich granic nie ma.
Podczas obchodów 163. rocznicy powstania styczniowego, z udziałem m.in. prezydenta Litwy i ambasadora Ukrainy, Karol Nawrocki raczył powiedzieć: „Obok Romualda Traugutta, księdza Stanisława Brzoski bili się nasi bracia Litwini i Rusini; i na Żmudzi, i w Wilnie. Do dziś symbolami tych zrywów i tych walk pozostają z jednej strony Zygmunt Sierakowski, pochowany zresztą w Wilnie, i Wincenty Kalinowski, który budził naród białoruski do niepodległości”. I drugi fragment: „Mówimy wprawdzie o historii, mówimy o pamięci – ale stajemy w obliczu czasów, w których imperium kontratakuje. Imperium kontratakuje i nie jest to już Aleksander I ani Aleksander II, ani car Mikołaj, nie jest to już Józef Stalin, tylko jest to Władimir Putin – niby inna Rosja, ale wciąż w swoich mechanizmach działania ta sama Rosja”.
Uff, w kilka zdaniach kilka kłamstw i półprawd. Otóż po stronie powstania styczniowego nie walczyli żadni Litwini, Białorusini czy Ukraińcy. Po prostu dlatego, iż takie narody w dzisiejszym tego słowa znaczeniu wtedy nie istniały. „Litwini”, owszem walczyli, ale byli to „Litwini” Polacy, szlachta katolicka, nawiązująca do tradycji I Rzeczypospolitej. Nie Litwini, których reprezentuje obecny prezydent Republiki Litewskiej. Ruch narodowy litewski, białoruski i ukraiński nigdy nie nawiązywały do tradycji powstania 1863 uznając je za wyłącznie polskie, wrogie wobec emancypacyjnych dążeń tych nowych narodów. Powstanie na Rusi zostało zdławione w ciągu kilku dni, kiedy chłopstwo ukraińskie, popierające cara, wyłapało i wymordowało prawie wszystkich powstańców. Nie mniej chybiony jest passus o „rosyjskim imperializmie” i wymienienie carów Aleksandra I, Aleksandra II i Mikołaja II. Akurat ten pierwszy, twórca Królestwa Polskiego z 1815 roku, był najbardziej propolski, Aleksander II nie był antypolskim imperialistą – do końca życia nie mógł darować Polakom, iż zniszczyli jego program reform i sojusz z Francją. Mikołaj II także nie może być zaliczany do postaci złowieszczych. jeżeli już, to Karol Nawrocki powinien wymienić Niemkę Katarzynę II lub Mikołaja I, ale wybrał – jak to mówią Rosjanie – „ni pricziom”. Lansując nieprawdziwą legendę o Kalinowskim, Litwinach czy Białorusinach walczących po polskiej stronie „zapomniał”, iż jedynymi realnymi sojusznikami tego powstania byli Rosjanie – rewolucjoniści, tacy jak Aleksander Hercen czy Andriej Potiebnia, z którego teraz robi się „Ukraińca”, a który uważał się za Rosjanina. Ogółem kilkuset rosyjskich wojskowych walczyło w oddziałach powstańczych. Nie jest przypadkiem, iż w okresie PRL ambasador ZSRR składał wieńce w Bramie Straceń w każdą rocznicę wybuchu powstania. No ale w tej chwili strach o tym choćby myśleć.
Jan Engelgard
Fot. profil KPRP na fb
Komentarz ukaże się też w numerze 5-6 Myśli Polskiej (1-8.02.2026)













