Odbiła mi palma jak dzieciakowi. Tego się nie spodziewałem. Cały czas jarzę japę w promiennym uśmiechu. Nie zasnę z twoim zapachem pod nosem i świeżym obrazem. Cały wieczór cię podziwiałem. Piękna baba, fotomontaż, jak by powiedział mój starszy kolega.
Pójdę pobiegać, bo mnie roznosi. Nałapię w biegu robali w radosną otwartą mordę.
Ciebie też wzięło, ślicznotko, widziałem, pokręciło jak nastolatkę. Jesteś zaskoczona spraw obrotem.
Było pysznie, a teraz miniony wieczór wraca pojedynczymi klatkami. Twój obraz na parkiecie, absolutnie zjawiskowa. Automatyczne działanie. Zaczęło się pod palcami, kiedy tańczyliśmy, a potem usta się dopasowały w rozmowie. Idealna Mała Czarna rano i wieczorem, czego chcieć więcej.
Zwariowałem, to na pewno, bo mam przecież swoje lata, a siedzę na puchatym motylu, trzepoczącym skrzydłami jak porąbany. Leci wysoko, czuję rozrzedzone powietrze, odbiera rozsądek, a raczej zmienia mózg na cielęcy. Za to jak nic pobudza zakończenia nerwowe. Mam nadzieję, iż bydle pożyje trochę, bo wzniósł się znacznie. Kiedyś siedziałem na podobnym cudaku, tylko wiadomo, innego koloru, no i byłem sporo młodszy. Teraz jestem bardziej kruchy i delikatny, mogę nie przeżyć tak wysokiego lotu, a już na pewno upadku z tej wysokości.
A jak mi zdechnie w powietrzu? Jak długo żyją motyle? Kojarzę coś, iż chwilę tylko.
droubble











