Ta starannie wydana choć skromnie wyglądająca książka, nie za długa i nie za ciężka, jak większość w ostatnich latach – „Państwowiec w Muzeum”, to spisana przez Piotra Zarembę prawdziwa historia blisko trzydziestu lat zmagań Roberta Kostry i jego niezwykłej ekipy o polską pamięć. To opowieść o powstaniu Muzeum Historii Polski, dzieła, które pozostanie z nami na długie, długie lata ku chwale ojczyzny, by zacytować klasyczne zawołanie. To również dzieje dojrzewania naukowca-praktyka, historyka i organizatora, gotowego znieść i przeczekać wszystko, aby zrobić i osiągnąć swoje, choć zakończenie nie jest całkiem optymistyczne (tylko na razie, mam nadzieję). I nauka, iż najwyższe wzloty ducha i umysłu zawsze mają, muszą mieć, swój materialny wyraz, aby zaistnieć w powszechnej świadomości.
Za wysokie, zbyt pompatyczne słowa? Raczej nie, o ile zauważyć, iż chodzi właśnie o polską pamięć i jej siedzibę dla pokoleń. To zarazem opowieść niemal typowa przedzierania się zdolnego, zdeterminowanego człowieka przez dzikie osty III RP. Na każdym kroku chwytały one ostrymi kolcami śmiałka, co chciał stworzyć coś ważnego i zrobić to dobrze, porządnie, ciekawie i wartościowo. W końcu obok wielkich polskich tekstów z najwyższej półki, jak „Bogurodzica”, „Kazania Świętokrzyskie”, Włodkowic, Wybicki i co tam jeszcze, które znajdą swoje miejsce w tym Muzeum, mamy i inne teksty podstawowe. To dowcipy Polaków o Polakach, ten rodzaj gorzkiej samoświadomości. Sławny dowcip o polskim kotle w piekle: nie musi go pilnować żaden diabeł, bo gotowani w smole Polacy sami wciągną ziomka za nogi do gara.
Można powiedzieć – Roberta Kostrę wciągnęli tylko częściowo, choć walka trwa od ponad 20 lat. I śmieszno i straszno.
Ale w „Państwowcu” jest przede wszystkim ciekawie. Robert Kostro opowiedział tu o własnej drodze do dzieła swego życia i o jego w końcu powstaniu.W drugiej części książki dał skrócony interesujący przegląd tysiąca lat historii Polski, odnosząc się szczególnie do skostniałych mitów, ciekawych nieznanych faktów do hochsztaplerki historycznej.
Opowiedział o swojej rodzinie, arcypolskiej, o szkołach, zainteresowaniach i młodzieńczym okresie działalności podziemnej w latach osiemdziesiątych w stanie wojennym, o zajmowaniu się polityką o nachyleniu prawicowym w dużym, rozpadającym się i pączkującym gronie późniejszych polityków i publicystów. O swoich studiach i przyjaźniach z profesorami. O wyjazdach na Zachód, gdzie pracował, uczył się języków i zdobywał przyjaciół, którzy – jak to ludzie z innego świata – umieją pomagać tym, których cenią; to cudzoziemcy o polskich nazwiskach i polskiej wrażliwości współtworzyli jego koncepcję Muzeum Historii Polski i do dziś zasiadają w Radzie Muzeum.
Kostro, rocznik 1967, z wyglądu wieczny chłopiec z zaciekawionym spojrzeniem, ma dar ciekawej opowieści o dość choćby wydawałoby się nużących sprawach. Litania nazwisk kolegów, współpracowników, projektantów, architektów, historyków, muzealników, ministrów, decydentów itp. jednak nie jest nudna. To zarazem przedstawienie prawdziwej polskiej elity artystycznej i uniwersyteckiej, gotowej poświęcić swój czas i swoje umysły dla tak niemodnego a choćby zwalczanego w ostatnim wolnym trzydziestopięcioleciu konceptu utrwalenia chwalebności, jak to określa Kostro, naszej historii. Z tej opowieści widać jego umiejętność zdobywania w odpowiednich momentach najbardziej nieoczekiwanych sprzymierzeńców, o czym świadczą nazwiska, np. Adama Michnika, przeciwnika polskich tendencji narodowych czy Pawła Machcewicza, poniekąd konkurenta w dziele utrwalania pamięci, któremu Kostro nie chce pamiętać umieszczenia Piłsudskiego obok Hitlera i Mussoliniego w „Alei totalitaryzmów XX wieku” w Muzeum II Wojny Światowej. Świadczy także obecność w tej opowieści kilku polityków Platformy Obywatelskiej, ale to w latach jej rządów 2008 – 2015, bo w obecnym rozdaniu spotkał go z jej ręki cios największy – zamiast Orderu Orła Białego, dostał odwołanie z funkcji dyrektora MHP zaraz po zakończeniu podstawowej budowy. A Muzeum najlepiej rosło jednak w okresie rządów PiS – powołane w 2006 roku, w 2016 położono kamień węgielny pod budowę; byłam, miód i wino na wspaniałej uroczystości piłam, po przerażającym błotnistym gruzowisku „lokalizacji” dreptałam; a w osiem lat później świętowaliśmy pierwsze otwarcie monumentalnego gmachu.
Te ponad 20 lat starań i upadków Kostro opisał bardzo delikatnie. Pamiętam doskonale opowieści jego współpracowników o zmaganiach z urzędnikami i decydentami, kiedy to latami pracowali za marne pieniądze i bez żadnej siedziby, po domach i kawiarniach. Nazywaliśmy ich Latającym Muzeum, wiele było gorzkich pokpiwań i dobrych rad, mało nadziei. Kostro z dobrą wolą opisuje niesłychaną propozycję prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, by Muzeum pobudować jako „lekki pawilon nad Trasą Łazienkowską”; Muzeum, pomyślane również jako obiekt edukacji społecznej z salami wykładowymi i teatralnymi, pełne bezcennych obrazów, starodruków i innych eksponatów, o pracownikach nie mówiąc – rozpięto by nad ruchliwą, wielopasmową trasą przelotową, gdzie dzień i noc wibracje, potworny hałas i kłęby spalin.
Jednocześnie Kostro uczestniczy w książce w niekończącej się dyskusji nad historią naszego kraju.Z tej części książki można by zrobić super interesujące lekcje w liceach. Porusza obok tematów naczelnych od odległych czasów, jak polskie wyczucie i pojęcie wolności, również tematy dziś najważniejsze, jak rola Kościoła w Polsce, podwójna okupacja w II wojnie, czy bardzo trudne, jak Żydzi w II RP i II wojnie. Proponuje i uzasadnia podejście, możliwe do przyjęcia dla szerokiej polskiej opinii publicznej. Konfrontuje się z wszystkimi żywymi w tej chwili w Polsce dyskusjami historycznymi, nierzadko doskonałą argumentacją zbijając tak karkołomne koncepcje, jak choćby ta, iż w 1939 roku powinniśmy byli wejść w sojusz z Hitlerem. On sam ma twardy i prosty kręgosłup moralny, doskonale odróżnia pozytywne uczucia narodowe od nacjonalizmu, sprawców od ofiar, rozumie problem winy i kary. W tej historii o budowie Muzeum Historii, która na szczęście nie pozostała polską „historią cyrku w budowie”, odbija się całe minione trzydziestopięciolecie. I podstawowy rys tego okresu – strata czasu i energii młodych zdolnych ludzi.
Wzywam obecne ministerstwo kultury do naprawienia koszmarnego błędu poprzedników i przywrócenia Roberta Kostry na stanowisko dyrektora Muzeum Historii Polski, a także do naprawienia wyrządzonej mu nieprawdopodobnej krzywdy – procesu o rzekome nadużycia finansowe, zarzut tak chętnie przez dzisiejszą władzę stosowany do publicznego unicestwienia źle widzianych.
Zwraca uwagę oprawa graficzna wywiadu-rzeki – biała obwoluta, czarna twarda okładka z gatunku niezniszczalnych. Na okładce dyskretny pionowo ułożone słowa tytułu, przedzielane stylizowanymi inicjałami MHP – litera M jak korona królewska, litera H jak skrzydła husarskie, litera P przypomina znak Polski Walczącej. Autor: Andrzej Barecki.
Jest też sporo zdjęć rodzinnych i okolicznościowych.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Państwowiec w Muzeum. Robert Kostro w rozmowie z Piotrem Zarembą. Wydawnictwo Iskry, Warszawa, 2025













