Przedterminowe wybory prezydenta Krakowa odbędą się 27 września 2026 r., po referendum z 24 maja, w którym odwołano Aleksandra Miszalskiego; za było 171 581 osób przy frekwencji 29,99 proc. sukcesor przejmie miasto z kryzysem zaufania, sporem o transport, SCT, finanse, centrum i bezpieczeństwo ulic.
Referendum przerwało kadencję
Kraków idzie do urn szybciej, niż przewidywał kalendarz samorządowy. Według rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów opublikowanego w ISAP przedterminowe wybory prezydenta miasta wyznaczono na niedzielę 27 września 2026 r. To bezpośredni skutek referendum z 24 maja, które przerwało kadencję Aleksandra Miszalskiego.
Oficjalny BIP miasta podaje, iż w referendum Prezydent Miasta Krakowa Aleksander Miszalski został odwołany, a funkcję prezydenta pełni w tej chwili Stanisław Kracik na podstawie decyzji premiera. Według danych przywołanych przez Polsat News za odwołaniem Miszalskiego zagłosowało 171 581 mieszkańców, przeciw było 3631, a frekwencja wyniosła 29,99 proc. Rada miasta ocalała, bo jej referendum nie osiągnęło wymaganego progu. To tworzy układ trudny: nowy prezydent dostanie mandat od wyborców, ale będzie musiał pracować z radą z poprzedniego rozdania.
Tak kończy się eksperyment krótkiej prezydentury, który miał dać Krakowowi świeży oddech po epoce wieloletniego zarządzania Jacka Majchrowskiego. Zamiast stabilizacji przyszło referendum i polityczny reset. Dla mieszkańców najważniejsze pytanie brzmi już nie to, kto najładniej opowie o mieście, ale kto przestanie traktować Kraków jak łup dla środowisk partyjnych, urzędniczych i deweloperskich.
Gibała wraca do walki o Kraków
Łukasz Gibała ogłosił start i według mediów robi to po raz czwarty. W 2024 r. był bardzo blisko, bo w drugiej turze przegrał z Miszalskim różnicą 5434 głosów. Teraz wraca w mieście po referendum, więc kampania nie zaczyna się od czystej kartki. Nad każdym kandydatem wisi pytanie o wiarygodność po doświadczeniu odwołanego prezydenta.
Gibała będzie próbował grać kartą niezależności od partyjnych central. To atrakcyjny przekaz w Krakowie, gdzie wyborcy pokazali, iż potrafią ukarać władzę szybciej niż po pełnej kadencji. Ale samo hasło niezależności nie wystarczy. Kraków potrzebuje prezydenta, który umie rozmawiać z radą, powstrzymać urzędniczą bezwładność i jasno powiedzieć, gdzie kończy się interes miasta, a zaczyna interes grup nacisku.
Stawka jest konkretna. Kraków to nie tylko marka turystyczna i pocztówkowy Rynek. To wielki polski ośrodek akademicki, gospodarczy i kulturowy. Gdy miasto tej rangi wpada w permanentny konflikt polityczny, płacą mieszkańcy: dłuższym dojazdem, droższymi usługami, chaosem inwestycyjnym i poczuciem, iż decyzje zapadają ponad ich głowami.
Transport, SCT i portfel mieszkańca
Pierwszy rachunek dotyczy transportu. Kraków od lat żyje korkami, przeciążoną komunikacją i sporem o Strefę Czystego Transportu. Zwolennicy takich rozwiązań mówią o ekologii. Mieszkaniec pyta prościej: czy będzie mógł dojechać do pracy, szkoły i lekarza bez kolejnego podatku ukrytego w regulaminie, mandacie albo wymianie samochodu. To jest realna wolność codzienna, nie dekoracja do miejskiej prezentacji.
Drugi rachunek to finanse. Kampania może być pełna obietnic, ale sukcesor Miszalskiego odziedziczy budżet, umowy, inwestycje i zobowiązania miasta. Kraków potrzebuje jawnego przeglądu wydatków, a nie kolejnych konferencji o wizjach. Prawica powinna tu mówić jasno: samorząd nie jest od ideologicznych eksperymentów ani rozdawania stanowisk, ale od bezpieczeństwa, infrastruktury i uczciwego gospodarowania pieniędzmi mieszkańców.
Trzeci rachunek dotyczy centrum. Turystyka daje dochody, ale źle prowadzona polityka miejska wypycha normalne życie z najcenniejszych dzielnic. DN pisał już o sporze, w którym krakowski radny Michał Drewnicki wskazywał na odpowiedzialność władzy za problemy centrum. To nie jest akademicka debata. jeżeli rodziny i lokalny handel znikają z serca miasta, Kraków staje się dekoracją dla przyjezdnych, a nie domem dla krakowian.
Kandydaci i test powagi
W wyborach pojawia się wiele nazwisk i komitetów. Według Interii Gibała zamierza walczyć o prezydenturę po raz czwarty, a w stawce są też m.in. Marian Banaś, Aleksandra Owca, Bartosz Bocheńczak i Monika Piątkowska. Osobny ciężar ma prawica, bo Kraków po referendum jest miejscem, gdzie hasło porządku może wybrzmieć mocniej niż partyjna rutyna.
Nie chodzi jednak o prostą licytację szyldów. DN opisywał już, iż 24 komitety w wyścigu o Kraków są testem powagi miasta. Wyborca ma prawo wymagać od kandydatów konkretu: kto ograniczy marnotrawstwo, kto uporządkuje transport, kto obroni mieszkańców przed presją najmu krótkoterminowego i kto potraktuje bezpieczeństwo ulic jako obowiązek, a nie temat po tragedii.
Programy trzeba czytać pod tym kątem. Gdy Michał Drewnicki mówi o Krakowie bliższym ludziom i gospodarczym oddechu, warto zestawić to z realnym oczekiwaniem mieszkańców, bo program prawicy w Krakowie DN omawiał osobno. Po referendum puste hasła będą ważyć mniej. Wyborcy już pokazali, iż potrafią przerwać kadencję.
Następca dostanie mandat, ale nie czarodziejską różdżkę
Nowy prezydent Krakowa nie wejdzie do urzędu w komfortowych warunkach. Otrzyma mandat po kryzysie, administrację po okresie przesilenia i radę miasta, która nie została odwołana. Będzie musiał rządzić, a nie tylko komunikować. To zasadnicza różnica.
Dla Polski to także istotny sygnał. Wielkie miasta nie mogą być laboratoriami dla mód ideologicznych, partyjnych transferów i polityki PR. Są miejscem życia rodzin, pracy przedsiębiorców, nauki studentów i pamięci narodowej. Kraków ma szczególny ciężar, bo jest jednym z najważniejszych symboli polskiej ciągłości. Kto chce nim zarządzać, musi zacząć od szacunku dla mieszkańców i od rachunku za błędy poprzedników.
Źródła: BIP Miasta Krakowa, ISAP Sejm, Polsat News, Interia, TVN24, Dziennik Gazeta Prawna.





![System kaucyjny i własny krzak konopi. Kto się nauczył sejmowego systemu konsultacji? [ROZMOWA]](https://cdn.oko.press/cdn-cgi/image/trim=0;228;1;202,width=1200,quality=75/https://cdn.oko.press/2026/08/Cichocki.jpg)






