Twierdzenie, iż nie ma ludzi niezastąpionych „pachnie” komuną. Nie tylko brak jednego człowieka może spowodować wyrwę w systemie, organizacji, rodzinie, ale taki sam skutek w dziejach narodu lub państwa może wywołać brak kontaktu z doświadczeniem pokolenia, które odeszło. Przychodzi moment, iż trzeba o coś zapytać, coś skonfrontować, ocenić, i nie ma kogo i nie ma z kim. Pozostaje głucha pustka i niepełna odpowiedź. Dopiero wówczas zdajemy sobie sprawę z własnych ograniczeń, z braku doświadczenia i niewystarczającej wiedzy. Ważne pytania, które kiedyś znajdywały odpowiedź, dziś pozostają w zawieszeniu i próżni. Zostajemy sami, zdani na swoją wyobraźnię i zasób wiedzy. Takim człowiekiem niezastąpionym jest prof. Anna Pawełczyńska. Kobieta mądra, która żyła polską kulturą i można powiedzieć dla Polski. Odeszła w pierwszy dzień lata 21.06.2014 r., a więc dla żyjących w najbardziej niewłaściwym momencie. Miała 92 lata i była socjologiem polskiej kultury.
Jak poznałem panią Profesor? Zaczęło się od fascynacji jej dwoma książkami: Wartości a przemoc i Głowy hydry. Obydwie wydane zostały w 2004 r. Pierwsza, w literaturze, nazywa się reportażem uczestniczącym i dotyczy pobytu Autorki w Auschwitz, ale faktycznie było to opracowanie naukowe podane w zrozumiały sposób publicystyczny. Tę książkę można czytać na dwa sposoby: ze zrozumieniem, i wówczas zaczynamy rozumieć mechanizmy, które mają swoją kontynuację dzisiaj, oraz na wzór sensacyjny, który zamyka problem wraz z zamknięciem ostatniej strony. Druga, Głowy hydry, jest rozwiniętą kontynuacją pierwszej i odpowiedzią na pytanie, jak będzie dalej. I zapewniam Państwa, posiadanie takiej wiedzy odsłania mechanizmy współczesnego świata, a znajomość tych mechanizmów pozwala na jasne określenie kierunków ich rozwoju i sposobu działania. Taki dar w warunkach ziemskich nazywa się mądrością. Niewielu ludziom dane jest coś takiego posiąść. A skoro „niewielu”, to ich istnienie jest bezcenne, a brak niepowetowaną stratą.
Gdy po wielu staraniach udało mi się dostać prywatny telefon do pani Profesor, nie zadzwoniłem od razu, ale „rozpędzałem” się przez kilka dni. Gdy nabrałem już wystarczającej mocy, wystukałem w słuchawce numer. Odezwał się głos stanowczy, świadczący o tym, iż w każdej chwili mogę zostać pożegnany. Mówiłem dość długo, bez reakcji drugiej strony. Byłem badany, wyczuwany i oceniany. Wreszcie ów głos odezwał się, był już bardziej otwarty, a choćby przyjazny. Zostałem zaproszony do prywatnego domu w Warszawie. Pojechałem. Spodziewałem się zobaczyć kobietę ze spiżu, potężną i nieprzeciętną. Zobaczyłem niedużą, osiemdziesięciodwuletnią osobę, ale pełną energii, z odważnym wzrokiem i stanowczym sposobem bycia. Teraz ja zacząłem się przyglądać, badać, nasłuchiwać. Jako dziennikarz musiałem nauczyć się oceniać ludzi na „pierwszy rzut oka”. Zwracałem więc uwagę na ruchy i postawę ciała, barwę głosu, słownictwo, ogólne obycie. W oczy rzucały się dominacja mózgu i jakaś głębia wewnętrzna, która jakby domagała się partnerstwa. Fascynacja książkowa zaczynała przeradzać się w fascynację osobowością. Z czasem Pawełczyńska stała się dla mnie uosobieniem II RP, a więc całym dobrem, którego nie doceniamy i które, jako naród, bezpowrotnie straciliśmy; dobrem, które dodatkowo zostało „skalibrowane” przez doświadczenie wojenne, naukę i zapisy w niezwykłych książkach. W tej niewielkiej postaci żyło całe doświadczenie polskości, umiejętność odróżniania dobra od zła, żyła pamięć o przeszłości i wyobraźnia przyszłości. Jej rady i wizje były precyzyjne i, z tego co wiem, zawsze się sprawdzały.
Prof. Anna Pawełczyńska była reprezentantką pokolenia, które posiadało dość dużą ilość osób na poziomie męża stanu. Umierali bezgłośnie i anonimowo, dobijani dodatkowo przez czas, który preferował najpierw bolszewickie zachowania, a potem kult pieniądza, który kończy nasze trzydziestokilkuletnie marzenia i sen o niepodległości. Nie zauważyliśmy, iż wychodząc z systemu, który walczył z Bogiem, wchodzimy w zupełnie odmienny, który ubóstwił mamonę. Jakże dziś brakuje nam mądrej, tradycyjnej rady, pani Profesor. Ale nadchodzi ciężki czas refleksji i żalu za grzechy, przywraca on racjonalne myślenie i pamięć o polskiej prawdzie. Od dwunastu lat namawiam Czytelników: czytajcie Pawełczyńską, a świat w którym żyjemy stanie się bardziej zrozumiały. W jej książkach nie ma blichtru, blagi, ani fałszu.
Proszę spoczywać w spokoju, a pamięć o Pani i Pani książkach niech żyje wiecznie.













