Wściekłe kundle w natarciu. Wczoraj Lepper, dziś Braun

gazetatrybunalska.info 1 день назад

Historia polskiej polityki po 1989 roku ma swój zły rytm: co pewien czas pojawia się postać, która nie mieści się w ustalonym porządku, nie respektuje zasad salonu i nie zabiega o akceptację środowisk opiniotwórczych. Wczoraj takim wrogiem był Andrzej Lepper. Dziś tę rolę pełni Grzegorz Braun.

Lepper, zanim został oswojony przez system, był przedstawiany jako prymityw, awanturnik, przestępca, zagrożenie dla demokracji. Nie analizowano jego zaplecza społecznego ani przyczyn, dla których miliony ludzi uznały go za swojego reprezentanta. Zamiast tego redukowano go do groteskowej figury – krzykliwej, niepoważnej, skompromitowanej. Dopiero gdy wszedł w układy, gdy przyjął reguły gry i zapłacił za to polityczną cenę, stał się „zrozumiały”. Wcześniej był wrogiem porządku.

Braun znajduje się dziś na wcześniejszym etapie tej samej trajektorii. Nie pasuje nikomu – ani do obozu rządzącego, ani do opozycji parlamentarnej, ani do medialnego mainstreamu. Jest ideowo twardy, komunikacyjnie nieprzejednany i demonstracyjnie lekceważy język kompromisu, który w III RP uchodzi za jedyny dopuszczalny. To wystarczy, by został uznany za zagrożenie.

Uderzające jest jednak coś więcej: skala i ton ataków. Braun nie jest krytykowany, on jest zwalczany. Politycy konkurencyjnych ugrupowań robią to rutynowo, bo tak działa logika partyjna. Znacznie ciekawsze są jednak działania mediów głównego nurtu. Telewizje informacyjne i duże portale nie próbują z nim polemizować. One go delegitymizują. Zanim padnie argument, pojawia się etykieta: „skandal”, „ekstremizm”, „oszołomstwo”, „antysemityzm”, „rosyjska agentura”.

Grzegorz Braun. Ilustracja: © barma / Gazeta Trybunalska. Kliknij, aby powiększyć.

To nie jest przypadek, ale mechanizm. System medialno-polityczny III RP nie toleruje tych, którzy nie akceptują jego aksjomatów: integracji bezwarunkowej, konsensusu elit, poprawności. Braun te aksjomaty kwestionuje wprost, często prowokacyjnie, czasem w sposób, który ułatwia jego przeciwnikom atak. Ale to nie styl jest tu problemem. Problemem jest treść i niezależność.

W tym sensie Braun, podobnie jak kiedyś Lepper, nie jest zagrożeniem dla demokracji, ale dla komfortu klas polityczno-medialnych. Przypomina, iż poza studiem telewizyjnym i sejmowym foyer istnieje realne społeczeństwo – z nieufnością wobec instytucji, z gniewem wobec arogancji władzy, z pamięcią, której nie da się łatwo unieważnić.

Agresja mediów nie wynika więc z troski o debatę publiczną, ale z lęku przed jej utratą kontroli. Braun mówi rzeczy, których nie da się łatwo wpisać w obowiązujące narracje, a jeszcze trudniej zneutralizować przez kompromis. Dlatego musi być przedstawiany jako polityczny margines, choćby jeżeli fakty temu przeczą.

Felietonista nie ma obowiązku zgadzać się z Braunem. Ma natomiast obowiązek zauważyć, iż sposób, w jaki jest on traktowany, mówi więcej o stanie polskiej debaty publicznej niż jego najbardziej kontrowersyjne wypowiedzi. Bo jeżeli każda postać spoza układu jest natychmiast medialnie linczowana, to znaczy, iż problem nie leży w jednostkach, ale w systemie, który panicznie boi się niekontrolowanego głosu. A system ten wspierają wściekłe kundle z mediów, najczęściej płatni manipulatorzy, gotowi szczekać, gryźć i deptać każdego, kto ośmieli się myśleć samodzielnie i niezależnie.

A gdy człowieka nie da się okiełznać, ośmieszyć, kupić ani zastraszyć, zapada decyzja o otwarciu zlecenia…

→ (mb)

11.01.2026

• collage: barma / Gazeta Trybunalska

• bieżące felietony Baryły: > tutaj

• więcej o Braunie: > tutaj

Читать всю статью