Więcej pacjentów, lekarzy i zabiegów – takie efekty ma przynieść integracja 5 Wojskowego Szpitala Klinicznego i szpitala Narutowicza w ramach Małopolskiego Wojskowego Instytutu Medycznego. W Krakowie realizowane są prace nad utworzeniem kluczowego w południowej Polsce ośrodka klinicznego. Resort obrony jest gotowy przejąć zadłużoną na ponad 300 mln złotych miejską placówkę.
5 Wojskowy Szpital Kliniczny z Polikliniką, wjazd, 1907 proj. Maksymilian Hoffman, ul. Wrocławska 1-3, Kraków.
Dług Szpitala Miejskiego Specjalistycznego im. Gabriela Narutowicza w Krakowie wynosi 323 mln złotych. Co prawda placówka otrzymała już kilka kroplówek finansowych wartych 70 mln złotych, ale zadłużenie ciągle się pogłębia. Remedium na to ma być fuzja z 5 Wojskowym Szpitalem Klinicznym z Polikliniką SPZOZ w Krakowie. Wojskowa placówka tworzy Małopolski Wojskowy Instytut Medyczny i potrzebuje zarówno zaplecza, jak i personelu medycznego.
Zielone światło resortu obrony już jest. Stąd przyspieszone rozmowy z radnymi Krakowa, którzy mają zdecydować o przyszłości miejskiej placówki. – Doszliśmy do momentu, w którym trzeba zdecydować, czy przechodzimy do dalszych analiz, w tym analizy ekonomicznej skutków połączenia obu tych podmiotów. MON nie może czekać do wyborów prezydenckich, dlatego kładziemy karty na stół – mówił podczas środowej sesji Rady Miasta Krakowa Stanisław Kracik, pełniący obowiązki prezydenta Krakowa.
Do powołania małopolskiego instytutu konieczna będzie specustawa, która określi zasady połączenia szpitala Narutowicza i 5 WSzK w jedną jednostkę. Projekt ustawy musiałby przejść pełną ścieżkę legislacyjną – przez Sejm i Senat, a następnie zostać podpisany przez prezydenta. Według wstępnych założeń instytut mógłby rozpocząć działalność w 2027 roku.
Nowa jednostka ma służyć zarówno mieszkańcom, jak i żołnierzom, zabezpieczając przede wszystkim potrzeby Garnizonu Kraków, w którym funkcjonują najważniejsze struktury Wojska Polskiego: Dowództwo 2 Korpusu Polskiego – Dowództwo Komponentu Lądowego, Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych, 6 Brygada Powietrznodesantowa, 8 Baza Lotnictwa Transportowego, 11 Małopolska Brygada Obrony Terytorialnej, a od zeszłego roku także Dowództwo Wojsk Medycznych.
– W Krakowie następuje gwałtowny rozwój zdolności operacyjnych wojsk. Na co dzień zapewniamy żołnierzom opiekę medyczną, badania okresowe i wsparcie zdrowotne, ale musimy być również przygotowani do działania w czasie kryzysu i wojny, dlatego powstanie Wojskowego Instytutu Medycznego jest dla nas, dla żołnierzy, tak istotne – podkreślił gen. broni Adam Joks, dowódca Garnizonu Kraków oraz 2 Korpusu Polskiego – Dowództwa Komponentu Lądowego.
MON proponuje fuzję
Po połączeniu obu placówek instytut zatrudniałby blisko 3 tys. pracowników i stałby się jednym z największych ośrodków medycznych w południowej Polsce. Integracja mogłaby się przełożyć na około 17-proc. wzrost przychodów z Narodowego Funduszu Zdrowia. Wśród wymienianych korzyści znalazły się również niższe koszty funkcjonowania dzięki wspólnym zakupom i infrastrukturze, około 10 mln złotych rocznie oszczędności na obsłudze zadłużenia oraz choćby 30–50 mln złotych rocznie na modernizację sprzętu medycznego ze środków MON-u i Krajowego Planu Odbudowy.
Prof. Bartłomiej Guzik, dyrektor 5 WSzK, przekonywał, iż projekt nie jest próbą likwidacji miejskiej placówki, ale sposobem na jej rozwój i wzmocnienie. – Szpital Narutowicza stał się naszym naturalnym partnerem ze względu na bliskie położenie i potencjał kadrowy, dlatego zaproponowaliśmy zacieśnienie współpracy i wspólne tworzenie wojskowego instytutu. Rola szpitala Narutowicza z punktu widzenia Krakowa jest absolutnie kluczowa i nie można jej pomijać – zaznaczył.
Podczas sesji rady prof. Guzik podkreślił, iż szpital wojskowy dysponuje nowoczesnym sprzętem i technologiami, podczas gdy miejska placówka posiada doświadczone zespoły specjalistów m.in. w zakresie onkologii, urologii czy chirurgii. – Łącząc te siły, jesteśmy w stanie zapewnić znacznie szerszy zakres świadczeń niż dotychczas i będziemy w stanie leczyć więcej pacjentów. Razem możemy stworzyć miejsce, w którym pacjent będzie mógł uzyskać kompleksową pomoc w jednym ośrodku – dodał dyrektor wojskowego szpitala.
Specjaliści wskazywali, iż połączenie szpitali może realnie poprawić leczenie pacjentów w kilku kluczowych dziedzinach. W ginekologii onkologicznej oznaczałoby to więcej nowoczesnych operacji i częstsze wykorzystanie robota da Vinci. W kardiologii chodzi o sprawniejsze wykonywanie zabiegów ratujących życie i lepszy dostęp do leczenia chorób serca. W onkologii natomiast pacjent miałby być prowadzony przez cały proces leczenia w jednym miejscu.
– Połączenie potencjału personelu, sprzętu i infrastruktury pozwoli objąć prawie wszystkie dziedziny medycyny. Chodzi o to, żeby w systemie opieki zdrowotnej pacjent po prostu się nie zgubił, a duży ośrodek pozwala na kompleksowe leczenie – od diagnostyki aż po terapię – przekonywał płk lek. Marian Król, zastępca dyrektora ds. lecznictwa szpitala wojskowego w Krakowie. Dodał, iż instytut mógłby także zapewnić większą stabilność zatrudnienia i stworzyć lepsze warunki do prowadzenia działalności naukowej.
Według dyrektora 5 WSzK połączenie placówek pozwoliłoby stworzyć jeden z największych ośrodków medycznych w Krakowie, po Szpitalu Uniwersyteckim i szpitalu Rydygiera. – Instytut tworzą ludzie, to ich kompetencje i kooperacja są kluczowe. Nikt absolutnie nie straci pracy – przeciwnie, potrzebujemy dodatkowych pracowników do pracy naukowej i rozwojowej – zapewnił prof. Guzik.
Od sal operacyjnych po pole walki
W planach jest też ścisła kooperacja m.in. z Uniwersytetem Jagiellońskim oraz Uniwersytetem Andrzeja Frycza Modrzewskiego w zakresie szkolenia lekarzy i specjalistów medycyny pola walki. To właśnie ten rodzaj medycyny i zdolność do wykonania procedur ratujących życie w terenie mają kształtować Małopolski Wojskowy Instytut Medyczny. W praktyce chodzi o stworzenie zaplecza, które pozwoli nie tylko leczyć pacjentów w warunkach stacjonarnych, ale także poza placówką medyczną, gdzie najważniejsze są czas, mobilność i natychmiastowa reakcja.
Instytut ma być odpowiedzią na rosnące potrzeby wojska – zarówno w zakresie bieżącego zabezpieczenia medycznego, jak i przygotowania do sytuacji kryzysowych. W tym kontekście prof. Guzik mówił również o konieczności rozwijania kompetencji w obszarze zagrożeń CBRN, czyli chemicznych, biologicznych, radiologicznych i nuklearnych, które wymagają zupełnie innych procedur niż standardowa medycyna cywilna.
Nowa jednostka miałaby więc jednocześnie szkolić tzw. combat mediców i budować system szybkiego reagowania medycznego, zdolny do działania poza granicami kraju. – 98% pacjentów, których leczymy, to cywile, ale jednocześnie mamy w systemie reprezentację jednostek wojskowych, które będą bezpośrednimi beneficjentami instytutu – mówił dyrektor szpitala wojskowego. –Pierwszy wojskowy instytut ogólnomedyczny w Warszawie był tworzony, kiedy Siły Zbrojne RP miały około 40 tys. żołnierzy, teraz mamy ich ponad 230 tys., więc to ogromna grupa, która wymaga szczególnego zabezpieczenia – dodał.
W efekcie Małopolski Wojskowy Instytut Medyczny ma łączyć dwa światy: cywilnej ochrony zdrowia i wojskowej medycyny operacyjnej, tworząc zaplecze zarówno dla mieszkańców Krakowa, jak i wojska. – Powstanie instytutu to także budowanie odporności państwa, która spoczywa na nas wszystkich. jeżeli dojdzie do kryzysu lub wojny, to wojsko nie walczy samo, tylko walczymy wszyscy jako społeczeństwo – zaznaczył podczas sesji płk Piotr Bieniek, dowódca 6 Brygady Powietrznodesantowej w Krakowie.
Pod presją czasu
Projekt integracji 5 Wojskowego Szpitala Klinicznego i szpitala Narutowicza budzi jednak wyraźne wątpliwości wśród krakowskich radnych. Pojawiają się pytania o przyszły model zarządzania placówką pod skrzydłami resortu obrony. Część z nich zwraca uwagę, iż może to ograniczyć możliwość utrzymania wybranych oddziałów, szczególnie tych nierentownych, ale istotnych z punktu widzenia mieszkańców, jak np. ginekologia, pediatria czy położnictwo.
W tej kwestii Stanisław Kracik podkreślił, iż szpital Narutowicza nie jest jedyną placówką publiczną w mieście, a leczy się w nim niecałe 9% populacji Krakowa. Najwięcej emocji budzi jednak brak szczegółowych rozwiązań organizacyjnych – zarówno w zakresie przyszłości oddziałów, jak i zasad zarządzania oraz roli związków zawodowych w dalszych negocjacjach. Pojawiają się też obawy o możliwy odpływ kadry w okresie przejściowym.
Rada Miasta Krakowa ma wrócić do sprawy jeszcze w czerwcu i podjąć pierwsze decyzje dotyczące reanimacji miejskiego szpitala. Wcześniej zaplanowano spotkania z pracownikami i związkami zawodowymi, które mają poprzedzić ewentualne głosowanie nad zgodą na dalsze rozmowy i analizy, a w konsekwencji nad fuzją obu placówek.