Dowództwo Operacyjne RSZ zakończyło 8 września operowanie lotnictwa wojskowego uruchomione po rosyjskich uderzeniach na Ukrainę. Naziemna obrona powietrzna i rozpoznanie radiolokacyjne wróciły do zwykłej pracy, a alerty RCB dla Lubelszczyzny i Podkarpacia odwołano. Polskiej przestrzeni powietrznej nie naruszono, ale służby musiały pozostawać w pełnej gotowości.
Alarm zakończony bez naruszenia granicy
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało we wtorek rano o zakończeniu operowania lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej. Działania uruchomiono w związku z rosyjskimi uderzeniami na Ukrainę. Po ustaniu zagrożenia naziemne systemy obrony powietrznej i rozpoznania radiolokacyjnego powróciły do standardowej działalności.
Wojsko podało, iż polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona. To najważniejsza wiadomość dla mieszkańców wschodniej części kraju. Prewencyjne poderwanie samolotów nie oznaczało, iż nad Polską toczyły się działania bojowe. Było zabezpieczeniem na wypadek, gdyby rosyjski atak stworzył zagrożenie dla naszego terytorium.
Alerty RCB zostały odwołane
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa odwołało ostrzeżenia skierowane do mieszkańców województw lubelskiego i podkarpackiego. Wcześniej ludzie w tych regionach otrzymali komunikaty o trwającym rosyjskim ataku powietrznym na Ukrainę oraz operowaniu lotnictwa wojskowego w Polsce. Wzywano ich do czujności, śledzenia informacji i reagowania na syreny.
Dla mieszkańca taki SMS nie jest wojskowym meldunkiem, ale prostą instrukcją zachowania. Musi być szybki, jasny i spójny z kolejnymi komunikatami. Gdy sytuacja się zmienia, aktualizacja jest konieczna. RCB powinno jednak dokładnie ocenić nocną sekwencję ostrzeżeń, ponieważ część odbiorców mogła otrzymać najpierw odwołanie alarmu, a później nowe ostrzeżenie.
We wrześniu podobny alert po rosyjskim ataku również został odwołany po zakończeniu działań lotnictwa. Powtarzalność tych zdarzeń uczy, iż na wschodniej granicy procedury muszą być stale gotowe, a obywatele powinni znać znaczenie alarmów.
Polska musi mieć własną zdolność reakcji
Każde poderwanie myśliwców zużywa zasoby i angażuje personel, ale zaniechanie byłoby igraniem z bezpieczeństwem Polaków. Rosyjska wojna nie kończy się na granicy politycznych deklaracji. Jej militarne skutki regularnie docierają w bezpośrednie sąsiedztwo Rzeczypospolitej.
Rosyjskie drony naruszały już polską przestrzeń powietrzną, dlatego każda aktywność lotnictwa dalekiego zasięgu musi być traktowana poważnie. Polska potrzebuje szczelnych radarów, gotowych dyżurnych par myśliwskich i warstwowej obrony przeciwlotniczej. Sojusznicy są ważni, ale odpowiedzialności za własne niebo nie wolno przerzucać na innych.
Zakończenie operacji bez incydentu jest dobrym finałem tej nocy. Nie oznacza końca zagrożenia. Dla Polaków liczy się zdolność państwa do reakcji przed naruszeniem granicy, nie dopiero po nim. Spokój ma wartość tylko wtedy, gdy stoi za nim sprawne wojsko, wiarygodne ostrzeganie i polityczna gotowość do inwestowania w obronę.
Źródło: Polskie Radio Zachód, komunikaty Dowództwa Operacyjnego RSZ i Rządowego Centrum Bezpieczeństwa
Źródło: Polskie Radio Zachód











