Najpierw trzeba sprawdzić szczelność wozu, potem jego zachowanie w wodzie, przy okazji ćwicząc techniki ewakuacji. A kiedy już wszystko jest zapięte na ostatni guzik, można się przeprawiać. Na kanale Malcz w okolicach Wędrzyna kierowcy KTO Rosomak zdobywali szlify w jednym z najtrudniejszych elementów swojego rzemiosła.
Rosomak przez lata stał się jednym z symboli polskiego wojska. Produkowany w Siemianowicach Śląskich kołowy transporter opancerzony potrafi nie tylko sprawnie i gwałtownie poruszać się po bezdrożach, ale także o własnych siłach przeprawiać się przez kanały, rzeki czy jeziora. I właśnie ten element taktyki trenowali na wędrzyńskim poligonie żołnierze 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej. Ćwiczenia miały szczególne znaczenie dla młodych kierowców. – Skupiliśmy się na tych, którzy nie posiadali jeszcze uprawnień do pokonywania przeszkody wodnej. Pierwszego dnia mogli je zdobyć, zaliczając egzamin pod okiem specjalistów z Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych. A potem utrwalali swoje umiejętności – tłumaczy st. kpr. Mateusz Cielątkowski z 2 Batalionu Piechoty Zmotoryzowanej.
REKLAMA
Zanim Rosomak znajdzie się w wodzie, należy go odpowiednio przygotować. – Pierwszy etap wiąże się ze sprawdzeniem szczelności wozu – wyjaśnia podoficer. Załoga zamyka włazy, otwory strzelnicze i dokręca śruby spustowe. Na wlot powietrza i kraty chłodnic nakładane są blachy ochronne. Następnie dzięki systemu filtrowentylacji we wnętrzu pojazdu wytwarza się nadciśnienie. jeżeli jego wartość przekroczy sześć barów, załoga zyskuje pewność, iż wóz jest szczelny.
Kolejny krok to tzw. spławikowanie. Rosomak wjeżdża do wody, jego kierowca zaś uruchamia pędniki, które umożliwiają pływanie, i sprawdza zachowanie pojazdu. – Gdyby na tym etapie coś nie zagrało, wóz może zostać wyciągnięty na brzeg dzięki lin podczepionych do PTS-a, czyli pływającego transportera samobieżnego – opisuje st. kpr. Cielątkowski.
Jeśli jednak i tym razem sprawdzian wypadnie pomyślnie, można ruszać na drugi brzeg. Rosomak potrafi płynąć z prędkością 10 km/h. W przeprawie pomaga mu zamontowany z przodu rozbijacz fal. Kierowca musi tylko pamiętać, by ustawić pojazd pod niewielkim kątem w stosunku do nurtu rzeki. Oczywiście nie zawsze pływanie jest konieczne. – w tej chwili na kanale Malcz stan wody jest na tyle niski, iż Rosomaki pokonały tę przeszkodę, brodząc. Niezależnie od tego kierowcy podczas przejazdu wspomagali się włączonymi pędnikami – informuje podoficer. Kierowcy 17 BZ zaliczyli egzamin w komplecie. Nazajutrz Rosomaki wjechały do kanału raz jeszcze – tym razem z pełnymi załogami.
Tymczasem podczas ćwiczeń swoje umiejętności mogli sprawdzić także specjaliści z 5 Batalionu Saperów. – Odpowiadaliśmy za utworzenie grupy ratowniczo-ewakuacyjnej, która zabezpieczała działania piechoty zmotoryzowanej. To standardowa procedura podczas pokonywania przeszkody wodnej – podkreśla kpt. Robert Hałko z 5 bsap. Grupa podzielona została na sekcje. Przeprawę monitorowali z łodzi nurkowie. W gotowości pozostawała też załoga PTS-a. – Gdyby któryś z Rosomaków utknął w rzece, najpierw ewakuowalibyśmy jego załogę, potem dzięki lin na brzeg zostałby wyciągnięty sam pojazd – zaznacza kpt. Hałko. W Wędrzynie saperzy przećwiczyli takie scenariusze. – Zanim grupa rozpocznie realizować swoje zadania, musi zostać odpowiednio sprawdzona – tłumaczy oficer.
Załogi Rosomaków pokonywanie przeszkody wodnej ćwiczą regularnie. Zajęcia na kanale Malcz zwykle stanowią wstęp do znacznie poważniejszego testu – przeprawy przez Odrę. Siły wchodzące w skład 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej po raz ostatni realizowały to zadanie w październiku ubiegłego roku. Ćwiczebne forsowanie rzeki w okolicach Krosna Odrzańskiego stanowiło element manewrów „Dzielny bóbr ’25”. Oprócz Polaków wzięły w nich udział pododdziały z Niemiec i Francji, samą przeszkodę zaś na różne sposoby pokonały transportery opancerzone, czołgi czy też pojazdy logistyki.