Finlandia i Szwecja zapowiadają odsyłanie do Włoch części osób objętych procedurami dublińskimi, a Fratelli d'Italia 20 sierpnia odpowiada opozycji, iż nie ma masowego kryzysu. Eurostat podał 24 152 przychodzące wnioski wobec Włoch w 2025 roku. Dla Polski to lekcja: granice i procedury muszą działać.
Spór w Rzymie o reguły dublińskie
Włoska prawica odpiera atak opozycji w sprawie osób odsyłanych do Włoch na podstawie procedur dublińskich. Według Libero deputowany Giangiacomo Calovini z Fratelli d’Italia zarzucił Elly Schlein i Partii Demokratycznej mieszanie kilku odrębnych spraw: zawieszeń Schengen, wtórnych ruchów migrantów i nowego paktu migracyjnego UE. To nie jest drobny spór o słowa. To walka o to, czy państwo ma egzekwować reguły, czy kapitulować przed emocjonalną kampanią lewicy.
Źródłem napięcia są zapowiedzi Finlandii i Szwecji, które mają odsyłać do Włoch część osób, za których rozpatrzenie wniosku azylowego odpowiada Rzym. Libero wskazuje też na wcześniejsze ruchy Niemiec, Szwajcarii i Austrii. Szwajcarski serwis publiczny SWI swissinfo.ch podał, iż Szwajcaria ma wznowić transfery do Włoch pod koniec sierpnia, po prawie czteroletniej przerwie, a pierwsze sprawy mają być prowadzone stopniowo.
Liczby są ważniejsze niż histeria
Eurostat pokazał skalę problemu bez partyjnej mgły. W 2025 roku państwa UE wysłały 111 708 wniosków o przekazanie odpowiedzialności za rozpatrzenie wniosku azylowego, a faktycznie wykonano 16 620 transferów wychodzących. Włochy odnotowały największą liczbę przychodzących wniosków: 24 152 według szacunku Eurostatu. To dużo, ale trzeba powiedzieć uczciwie: wniosek dubliński nie jest tym samym, co realny transfer osoby.
Ta różnica ma znaczenie także dla polskiej debaty. Lewica w Europie często korzysta z tej samej metody: bierze skomplikowaną procedurę, nakłada na nią moralny szantaż i oskarża prawicę o brak człowieczeństwa. Tymczasem dojrzałe państwo musi odróżniać godność człowieka od chaosu w prawie. Migrant jest osobą. Procedura jest obowiązkiem państwa. Granica jest warunkiem porządku.
Nowy pakt, stare pytanie o suwerenność
Fiński Urząd Migracyjny informuje, iż Finlandia wdraża pakt migracyjny UE od czerwca 2026 roku. Urząd podaje, iż nowe regulacje mają wzmacniać kontrolę granic zewnętrznych oraz usprawniać procedury azylowe i powrotowe. Bruksela sprzedaje to jako porządek. Prawdziwy test brzmi jednak inaczej: czy państwa narodowe zachowają realną kontrolę, czy zostaną wciągnięte w mechanizm przerzucania odpowiedzialności i kosztów.
DN opisywał już szerzej, co pakt migracyjny UE oznacza dla Polski. Dla naszego kraju stawka jest zasadnicza. Polska nie może pozwolić, by jakakolwiek europejska procedura osłabiała jej prawo do decydowania, kto przebywa na jej terytorium, na jakich zasadach i z jakimi konsekwencjami przy naruszeniu prawa. Solidarność europejska nie może oznaczać faktury wystawianej państwom, które dotąd prowadziły ostrożniejszą politykę.
Polska lekcja z włoskiego sporu
Włoska debata pokazuje, jak gwałtownie temat migracji staje się narzędziem partyjnej walki. Elity lewicowo-liberalne próbują zwykle rozbroić spór językiem emocji, a potem dziwią się, iż wyborcy domagają się twardych granic. jeżeli państwo nie wykonuje własnych decyzji, obywatele tracą cierpliwość. jeżeli wykonuje je uczciwie i zgodnie z prawem, lewica krzyczy o kryzysie wartości.
W Polsce ten sam problem wraca przy rozmowie o Schengen, deportacjach i kontroli granic. Pisaliśmy niedawno, iż spór o Schengen i migrację nie może być zastąpiony kpinami z przeciwnika. Państwo narodowe nie jest od administrowania cudzymi błędami. Jest od ochrony własnych obywateli, porządku prawnego i interesu wspólnoty.
Dlatego przypadek Włoch należy czytać uważnie. Nie jako egzotyczny konflikt w Rzymie, ale jako ostrzeżenie dla Warszawy. Kto traci kontrolę nad procedurą, ten gwałtownie traci kontrolę nad polityką. A wtedy rachunek płacą zwykli ludzie: podatkami, bezpieczeństwem i coraz słabszym zaufaniem do państwa.
Źródło: Libero, Eurostat, SWI swissinfo.ch, Fiński Urząd Migracyjny.
Źródło: liberoquotidiano










