Wlk. Brytania: Siedziba premiera na Downing Street wystawiona na Booking.com

naszdziennik.pl 9 часы назад

Nocleg w siedzibie brytyjskiego premiera na Downing Street i możliwość spotkania ze słynnym lokatorem: kotem Larrym – taka oferta pojawiła się w serwisie Booking.com. To prowokacja brytyjskich dziennikarzy konsumenckiego serwisu „Which”, która ich zdaniem pokazuje, iż platforma zbyt słabo chroni klientów przed oszustwami. Serwis odrzuca zarzuty.

Nie da się ukryć: to wyglądało na doskonałą okazję. „Jednopokojowe mieszkanie w sercu Londynu” – zachęcało ogłoszenie, ilustrowane przez zdjęcie słynnych czarnych drzwi z dziesiątką. Turystów mogła też skusić informacja, iż by dotrzeć z mieszkania do słynnego budynku parlamentu wystarczy czterominutowy spacer.

Pod ogłoszeniem pojawiła się tylko jedna recenzja, za to entuzjastyczna. Niejaki pan Trevor pisał z zachwytem: „niesamowite, iż Booking.com pozwolił nam zamieszkać w domu brytyjskiego premiera”. Dodał też, iż doskonale zapamięta spotkanie z kotem Larrym – słynnym rezydentem Downing Street. Cena? Okazyjna: 272 funty za 5 dni pobytu i to w okresie letnim, w lipcu. Dla porównania korespondent PAP sprawdził stawki w najbliższej okolicy między 1 a 6 października. Najniższe wynosiły ponad 900 funtów.

Marzenia o noclegu na Downing Street od początku były jednak nierealne, bo twórcami zarówno ogłoszenia, jak i recenzji byli dziennikarze serwisu Which.co.uk. Jak przyznają sami byli zaskoczeni, iż mistyfikacja się powiodła, choćby dlatego, iż w ogłoszeniu podali adres: Downing Street 10. „Uznaliśmy, iż wystawienie rezydencji premiera jako mieszkania wakacyjnego jest tak absurdalne i tak ewidentnie wygląda na oszustwo, iż Booking.com to zablokuje. Nie zablokował. Zamiast tego oferta została opublikowana, a już po kilku godzinach mogliśmy przyjmować rezerwacje” – czytamy w artykule.

Autorzy prowokacji zdołali dokonać rezerwacji z kolejnego konta. Platforma pobrała pieniądze, a w chwili pisania artykułu ich zwrot nie nastąpił. Dziennikarze poinformowali serwis, iż oferta jest oszustwem, a 31 sierpnia otrzymali e-mail informujący o anulowaniu pobytu. Podkreślają, iż z wiadomości nie wynika jasno, czy otrzymają pełny zwrot, czy też serwis zatrzyma część kwoty jako opłatę manipulacyjną lub prowizję za rezerwację.

Autorzy tekstu przekonują, iż fakt, iż takie ogłoszenie nie zostało zablokowane, a wbrew deklaracjom Booking.com, iż treść recenzji podlega przed publikacją moderacji, pokazują, iż portalowe zabezpieczenia – często zautomatyzowane – nie chronią klientów przed naciągaczami.

Serwis Booking.com odpiera zarzuty, podkreślając w oświadczeniu przysłanym portalowi, iż prowokacja nie jest reprezentatywna. „Wprawdzie zespołowi Which udało się stworzyć próbną ofertę i dokonać rezerwacji dzięki kontrolowanych przez niego kont, ale nie odzwierciedla to doświadczenia zdecydowanej większości ofert znajdujących się na naszej platformie” – napisano w komunikacie. Dodano, iż ponieważ ogłoszenie było aktywne krótko, część automatycznych mechanizmów wykrywających oszustwa po prostu nie miało szansy skutecznie zadziałać.

„Wykorzystujemy szeroką gamę testów, narzędzi weryfikacyjnych oraz sztuczną inteligencję, które pomagają nam wykrywać i usuwać większość fałszywych ofert w ciągu 24 godzin” – podkreślono w komunikacie.

APW, PAP

Читать всю статью