Na Węgrzech wydarzyło się coś, co nie mieści się w polskiej geopolitycznej wrażliwości. W miejscowości Paks koło Budapesztu oficjalnie rozpoczęto budowę nowej elektrowni atomowej. Wykonawcą jest rosyjski Rosatom! Prawda, iż zadziwiające?
Gdy na rosyjskie surowce (węgiel, ropę, gaz) Bruksela wydaje kolejne zakazy, embarga, sankcje (dwudziesty już pakiet…), gdy Ukraińcy bez światła i ciepła starają się przetrwać ostrą zimę Generał Mróz pustoszy Ukrainę | Myśl Polska, a między Zachodem a Rosją trwa wojna, także energetyczna… w Unii Europejskiej, rozpoczyna się budowa rosyjskiej elektrowni. 5 lutego wylano tam pierwszy beton pod nowe reaktory PAKS II.
Ten projekt ma długą, bardzo długą historię. Starania Węgrów rozpoczęły się, podobnie jak i nasze, w 2009 roku, gdy w lutym, po ukraińskim zimowym kryzysie gazowym, podjęto decyzję o postawieniu dwóch nowych bloków. Miały powstać przy działającej już elektrowni atomowej PAKS, wybudowanej jeszcze przez ZSRR w latach 80-tych. W listopadzie 2010 r. Viktor Orbán był pierwszy raz jako jako premier w Moskwie i rozmawiał dyskretnie z Władimirem Putinem o nowej elektrowni jądrowej. I to długo, godzinami, włącznie z lunchem. Trzy lata później, zaskakując wszystkich, na Kremlu podpisano kontrakty na budowę dwóch rosyjskich reaktorów. Były bardzo burzliwe dni – na ulicach Kijowa szalały walki, obalono prezydenta Janukowycza, zajęto Krym, rozpoczęła się wojna na Donbasie. Dzisiaj pozostało gorzej.
Z perspektywy biznesowej Węgry dokonały najlepszego możliwego wyboru – reaktory Rosatomu są tanie, sprawdzone wieloletnią praktyką i wciąż udoskonalane. Rosjanie zdobyli prawie 90% światowego eksportu elektrowni jądrowych, budują też u siebie w kraju. To bardzo tani projekt (2400 MW energii za 12,5 miliarda euro, w 80-procentach finansowanych przez Rosję), stawiany za rosyjskie kredyty, niskoprocentowe i spłacane dopiero po uruchomieniu.
Jednak politycznie był to wybór najtrudniejszy z możliwych, wręcz kaskaderski, czego dowiodły wszystkie lata przygotowań i budowy. Na początek dobrych kilka lat niszczyła ten projekt Unia Europejska. Węgrzy gimnastykowali się bardzo mocno, by przepchnąć go przez decyzyjny labirynt Brukseli, ale udało się – wszystkie zgody zostały po kilku latach wydane.
Ale potem zaczęło się to dużo gorsze – ostry konflikt geopolityczny, który spowodował, iż projekt przez lata wręcz wisiał na włosku. Termin rozpoczęcia budowy niejednokrotnie był przesuwany. Niemiecki rząd torpedował dostawy kluczowych komponentów, więc Siemens przeniósł swoją spółkę na Węgry, omijając zakazy. Ale największym zagrożeniem były amerykańskie sankcje, nałożone na Gazprom Bank. Przez tę instytucję szło całe finansowanie projektu, a odcięcie od dolara, czyli całego zachodniego systemu płatniczego, zabijało ten projekt.
Już wrogowie tego projektu i Orbána zacierali ręce z radości, jednak węgierski premier wykonał operację karkołomną, wręcz ekwilibrystyczną. Viktor Orbán wykorzystał swoje bliskie relacje z prezydentami tak Rosji, jak i Stanów, by osiągnąć to, co wydawało się niemożliwe w dzisiejszych geopolitycznych uwarunkowaniach. W listopadzie ubiegłego roku pojechał do Moskwy, spotkał się z Władimirem Putinem, wprost starając się o kontynuację współpracy energetycznej. I osiągnął swoje, o czym oficjalnie zakomunikowano.
Następnie ubił deal z Donaldem Trumpem. Jako jego najlepszy europejski sojusznik, popierający go od samego początku, w dobrych i złych czasach dla Donalda Trumpa. Wywalczył uchylenie sankcji wobec Węgier. Oczywiście Amerykanom trzeba było za to zapłacić, takie reguły gry, więc zawarto nuklearny deal. Największym beneficjentem jest Westinghouse, któremu doprowadzono z Białego Domu kolejnego klienta na jego podróbki rosyjskiego paliwa nuklearnego. Dzięki tej dyplomacji między supermocarstwami, projekt może być gotowy w 2030 roku, choć po tylu opóźnieniach prawdopodobnie ruszy rok – dwa później.
Atom ma uratować ten pozbawiony dostępu do morza kraj przed zależnością energetyczną. jeżeli udział energii nuklearnej dojdzie do 70% potrzeb, będzie to stabilny i niezależny od wahań cen model energetyki, dostosowanej do potrzeb przemysłu, a na to Węgry przede wszystkim stawiają. I kooperacja z Rosją w atomie, ale też w gazie ziemnymi i ropie naftowe,j umożliwia im to. Dzielni Węgrzy, choćby w czasach wojny na Ukrainie, widzą energię jądrową jako „narzędzie przywrócenia pragmatycznych stosunków między wschodem a zachodem”. Orbán mówił o PAKS II jako „statku flagowym współpracy Wschodu i Zachodu” i „dlatego musi być doprowadzony do końca”. Determinacja godna pozazdroszczenia.
Andrzej Szczęśniak
Myśl Polska, nr 7-8 (15-22.02.2026)









