Wartości i siła

liberte.pl 15 часы назад

Niegdysiejszy ethos rycerski – zarówno ten zmitologizowany, jak i całkiem realny – stawiał bardzo konkretne wymagania. Gdy szło o obronę ojczyzny, władcy, wartości, religii czy wreszcie szeroko rozumianych słabszych, sprawa była jasna. Ethos w swej podstawowej wersji zakładał sprawiedliwość, odpowiedzialność, solidarność, lojalność, męstwo, honor, patriotyzm czy wreszcie umiarkowanie. Katalog cnót, których i dziś chciałoby się oczekiwać od każdego rodzaju obrońców. W tych „wyobrażeniach o grze honoru i cnoty wraz z pojęciami rycerskości – jak w Jesieni średniowiecza pisał Johan Huizinga – ukształtowało się także pojęcie prawa narodów, następnie oba stały się pożywką dla pojęcia czystego człowieczeństwa”. Dokładnie takiego, o jakim – mimo odbrązowienia niegdysiejszych mitów czy wręcz ich uczłowieczenia – chcemy myśleć do dziś. I choć ów ideał bywał – niczym u Itala Calvina – pustą zbroją, to jednak zostało z nami niezachwiane poczucie, iż są wartości, których trzeba, których warto bronić. I choćby nie dlatego, żeby ich siła przekonywania była zbyt słaba czy zakres obowiązywania wydawał się komukolwiek wątpliwy. Przeciwnie. Wymagają obrony i ochrony jako stabilna podstawa naszych demokracji. Wymagają jej nie tylko ze względu na zagrożenia, jakie przychodzą z zewnątrz, ale także wówczas, gdy stają się zakładnikami ideologii, przedmiotem zawłaszczenia, fascynacji przeszłymi znaczeniami czy interpretacjami czy wreszcie z postępującej polaryzacji, w której przekonuje się ludzi, iż wartości są zawsze czyjeś, na zasadzie eliminacji.

Patrząc z takiej perspektywy można mieć pewność, iż wartości same się nie obronią. Prawa same się nie obronią. Wolność sama się nie obroni. A o każdy z tych elementów porządku liberalnej demokracji każdego dnia warto się troszczyć, ale także warto/trzeba walczyć. Potrzebujemy przy tym skutecznych narzędzi dla ich zabezpieczenia – nie zachowania w stanie nienaruszonym, ale rozumienia ich wewnętrznej dynamiki, ewolucji, ich wybiegania ku każdemu, ale też naszego momentu czynienia ich swoimi. Tego – znów wraca Mirosław Dzielski – „rozumnego strzeżenia wolności”, postrzeganej nie jako danej „raz na zawsze”, ale jakoś kruchej i zawsze zobowiązującej do ponowienia wyboru, wolności mojej, która pamięta o swoich granicach, ustawionych na krzywdzie drugiego człowieka.

Nie idzie przy tym o porządek zabezpieczony wyłącznie militarnie, choć jego rozsądne ramy kreślimy w naszych politykach, wręcz domagamy się ich od rządów czy instytucji stojących na straży pokoju i bezpieczeństwa. Chodzi także o poczucie odpowiedzialności i odwagę – polityczną, społeczną, obywatelską, a co za tym idzie, o działanie, w którym nie brak siły i determinacji, by „strzeżenie wolności” nie kończyło się wyłącznie na pięknych, acz pustych ideałach, na wielkich słowach, za którymi nie stoją konkrety. Fundamenty liberalnej demokracji: prawa człowieka, rządy prawa, wolność gospodarcza, wolność jednostki, niezależność mediów, wolność nauki i edukacji, potrzebują dziś racjonalnych głosów, ale też decyzyjności i sprawczości, której – dla ich obrony – mamy prawo i obowiązek wymagać od naszych polityków. Tu i teraz. Nie obietnic i ogólnego rozmamłania, ale faktów. Nie wystarczy przy tym, iż „mamy oczekiwania” i „dobrze myślimy” o sobie. Odwagi działania potrzeba bowiem po każdej ze stron.

***

„Zadaniem polityka, zadaniem władzy publicznej, która chce chronić wolność, jest także uzbrojenie samych siebie, tak aby nie być bezsilnym wobec zła i kłamstwa, które dzisiaj z taką bezczelnością i tupetem szerzy się w świecie i na naszym kontynencie” – mówił Donald Tusk podczas laudacji wygłaszanej w siedzibie „Gazety Wyborczej”, laudacji dla premier Danii Matte Frederiksen, która otrzymała tytuł Człowieka Roku GW. To także miara „strzeżenia wolności”, w której wartości i siła nie muszą się wykluczać, ale stanowią element tej samej układanki. Pasują do siebie, każdemu dając szansę na odnalezienie swojej roli. Tobie i mnie też.

Читать всю статью