Niedawne śledztwo irlandzkiej dziennikarki Róisín Michaux pokazuje, jak funkcjonuje europejski rynek medycznej „tranzycji” i dlaczego szczególnej uwagi wymaga sytuacja osób małoletnich. Wśród miast pojawiających się w internetowych rekomendacjach znajduje się także Warszawa. Zarządzane przez skrajną lewicę miasto bardzo sprzyja okaleczaniu dzieci.
Warszawa liderem 'tranzycji” w Europie. Michaux przeprowadziła dziennikarski eksperyment, kontaktując się z europejskimi placówkami zajmującymi się tranzycją. Przedstawiała historię fikcyjnej nastolatki, która miała być autystyczna, cierpieć na depresję i domagać się medycznej ingerencji w swoje ciało. Celem było sprawdzenie, czy tak poważne problemy psychiczne i rozwojowe spowodują szczególnie ostrożne podejście specjalistów. Według relacji dziennikarki w niektórych placówkach kolejne bariery diagnostyczne można było jednak stosunkowo łatwo ominąć.
W jednym z opisanych przypadków miało dojść choćby do sytuacji, w której możliwość przeprowadzenia zabiegu była rozważana mimo braku pełnego udziału obojga rodziców oraz bez przeprowadzenia konsultacji, które w opinii krytyków takiej medycyny powinny poprzedzać nieodwracalną ingerencję.
Szczególnie istotna jest przy tym Warszawa. Według materiału Michaux stolica Polski pojawia się obok innych europejskich miast w internetowych grupach, w których osoby zainteresowane tranzycją wymieniają się informacjami o lekarzach i placówkach. Problem nie dotyczy więc wyłącznie abstrakcyjnego sporu światopoglądowego. Mówimy o konkretnych procedurach medycznych, konkretnych lekarzach oraz decyzjach, które w przypadku części pacjentów mogą mieć trwałe lub nieodwracalne konsekwencje.
Jeszcze większe znaczenie ma fakt, iż chodzi również o osoby niepełnoletnie, znajdujące się w okresie intensywnego rozwoju fizycznego i psychicznego. W ich przypadku szczególnego znaczenia nabiera pytanie, czy przed rozpoczęciem leczenia adekwatnie oceniono wszystkie możliwe przyczyny przeżywanych problemów. Nie można przecież wykluczyć wpływu depresji, lęku, izolacji społecznej, problemów rodzinnych czy innych trudności psychicznych tylko dlatego, iż młody człowiek swoje cierpienie opisuje językiem tożsamości płciowej.
Tymczasem wraz z rozpoczęciem roku szkolnego w Polsce weszła w życie obowiązkowa edukacja zdrowotna. W programie znajdują się między innymi zagadnienia dotyczące dojrzewania, relacji, różnorodności oraz funkcjonowania człowieka w sferze psychicznej i społecznej. Sama obecność tych tematów w szkole nie musi być problemem. Dzieci powinny otrzymywać wiedzę o zdrowiu, dojrzewaniu i relacjach.
Problem pojawia się wtedy, gdy edukacja przestaje być przekazywaniem informacji, a zaczyna przedstawiać uczniowi określoną, ideologiczna wizje świata oraz interpretację jego własnych problemów w duchu lewicowym. W przypadku płci jest to szczególnie istotne, ponieważ między rozmową o własnych emocjach a decyzją o rozpoczęciu leczenia hormonalnego czy chirurgicznego istnieje ogromna różnica, której nie wolno zacierać.
Dziecko powinno mieć prawo pytać, wątpić i mówić o swoim cierpieniu, ale powinno mieć również prawo do tego, aby nie zostać pochopnie skierowane na ścieżkę medycznej tranzycji bez dokładnego zbadania przyczyn swoich problemów.
Śledztwo Róisín Michaux powinno być impulsem do alarmu w Polsce, szczególnie iż Warszawa jest wymieniana jako jedno z miejsc funkcjonujących na europejskiej mapie usług związanych z tranzycją, czyli okaleczaniem dzieci w imię lewicowej ideologii. Nie chodzi o zakazywanie dzieciom rozmowy o własnej tożsamości ani o odmawianie im pomocy. Chodzi o coś znacznie bardziej podstawowego: aby zanim zaproponuje się młodemu człowiekowi trwałą ingerencję w jego ciało, naprawdę spróbowano ustalić, co jest źródłem jego cierpienia.
Szkoła powinna uczyć wiedzy i krytycznego myślenia, a medycyna powinna diagnozować i leczyć. Żadna z tych instytucji nie powinna jednak zastępować drugiej, szczególnie wtedy, gdy decyzje podejmowane wobec dzieci mogą mieć konsekwencje na całe ich dorosłe życie. Niestety, większość rodziców w Polsce nie jest świadoma tego, iż ich dzieci będą w tym roku szkolnym intensywnie oswajane z „tranzycją” i ideologią dewiacyjną LGBT. Nie wiedzą, iż ich dzieci będą zachęcane do „tranzycji” i sodomickiego stylu życia nie tylko na dodatkowym komponencie, ale też na przymusowych lekcjach „edukacji zdrowotnej”.
Polecamy również: Wypisanie z edukacji seksualnej niczego nie załatwia











