Wacław Leszczyński: Safari
Wacław Leszczyński: Safari
data:19 maja 2026 Redaktor: Anna
„Niedźwiedź napadł na kobietę w lesie, wilki pożarły kilka owiec, pastuszek uciekł atakującemu go dzikowi! To się dzieje w Europejskim Parku Narodowym na terenach między Odrą i Bugiem. Polecamy tam wycieczkę! Będą Państwo mogli ze specjalnie przeszklonego autobusu podziwiać żyjące tam w naturalnych warunkach żubry, wilki, niedźwiedzie i inne zwierzęta. Nasi ciemnoskórzy przewodnicy zaprowadzą Państwa do rezerwatów, gdzie żyją nieliczni biali mieszkańcy Parku, nazywający się Polakami. Żyją oni w warunkach naturalnych takich, jak żyli ludzie przed wiekami. Mieszkają w drewnianych chatkach krytych słomą lub trzciną. W środku chatki jest sień kuchenna, z jednego boku jest izba reprezentacyjna, a z drugiego sypialnia, w której śpią trzy pokolenia tubylców. Oświetlają chaty łuczywem i glinianą olejną lampką z olejem lnianym. Gotują i ogrzewają chaty za zgodą Komisarza ds. Natury zebranym chrustem z określeniem grubości gałęzi do jakiej je wolno zbierać.

Mieszkańcy na poletkach przy chatach za zgodą Komisarza ds. Rolnictwa uprawiają zboże, kartofle, kapustę i len na włókno i olej, mogą też mieć parę drzewek owocowych. Nie wolno im jeść mięsa, ale mogą jeść kurze jajka i nabiał z mleka owiec chowanych na wełnę. Prócz kur i owiec mogą trzymać koty redukujące liczbę myszy. Psów, od kiedy otrzymały one prawa obywatelskie, w skansenie nie ma. Tubylcy noszą odzież manualnie szytą z płótna wełnianego i z lnu przędzionych na kołowrotku i tkanego na warsztacie tkackim. Mogą ujrzeć Państwo, mielenie ziarna zbóż w wiatraku lub młynie wodnym, strzyżenie owiec, przędzenie nici i tkanie płótna, kiszenie kapusty, pieczenie chleba i wyrób misy z gliny na kole garncarskim. Zapraszamy na Safari! Ceny przystępne, dla aktywistów ochrony klimatu zniżki!”.
W jednej z takich wycieczek uczestniczył dziennikarz z USA, który chciał się dowiedzieć, dlaczego naród polski, który miał w 2100 roku liczyć jeszcze 19 milionów jest tak mało liczny, ale nikt z nim o tym nie chciał rozmawiać. Wyprawił się więc ponownie z „załatwionym” w Komisji ds. Nauki pozwoleniem na badanie życia w Skansenie. Był on potomkiem Polaków, którzy w latach 20. uciekli przed represjami proniemieckiej władzy. Miał list polecający do jednego z mieszkańców Skansenu. Ten po wymianie z przybyszem haseł, zaprowadził go w głąb puszczy pod wielki kurhan i rzekł: „Tu nie ma foto pułapek i nie widać nas z monitorującego drona. Można mówić swobodnie”. Dziennikarz spytał go, co się stało z Polakami. On opowiadał, jak w latach 20. rządy doprowadziły kraj do zapaści gospodarczej, politycznej i społecznej. „Zamknięto kościoły i wolne media, żywiono ludzi propagandą, a kłamstwo wiele razy powtarzane przyjmuje się za prawdę. Straszono jakimiś „faszystami” i agresją sąsiada, z którym tajnie współpracowali protektorzy władz, teraz razem rządzą Unią. Drożyznę i spadek poziomu życia ludzi zwalano na koszty zbrojenia. Zapaść służby zdrowia, spóźniona diagnostyka i brak szpitali powodowały wymieranie starszego pokolenia, korzystne dla skarbu państwa z racji mniejszych wydatków na emerytury. Ludzie pokolenia średniego aby się utrzymać i spłacić dług z SAFE ciężko pracowali, zbierając za granicą szparagi i inne płody rolne. W wyniku jedzenia skażonej żywności z umowy Mersocur i braku opieki lekarskiej, większość z nich podzieliła los emerytów.
Młodzież i ludzie młodzi, którzy powinni być przyszłością narodu, nie spełniali pokładanych w nich nadziei. To był wynik celowych działań państwa przez obniżanie poziomu programów i wymagań w edukacji szkolnej. Według władz do zbierania szparagów i innych prostych prac nie potrzeba wiedzy. Poza tym, nieodpowiedzialni rodzice wypisywali dzieci z religii póki była w szkołach i nie prowadzili ich potem do tajnych punktów katechezy sądząc, iż ważniejszy jest basen, czy nauka języków. Równocześnie pozwalali dzieciom na wszystko, częściowo z głupoty, ale i ze strachu, iż oskarżą ich one fałszywie o „przemoc domową”. Władza wtedy by ich ukarała, bo jej celem było rozbicie rodzin. W wyniku tego, pozbawiona zasad moralnych młodzież była egoistyczna, nie obchodziły jej losy Polski i Polaków. Władze zrażały ją do nauki i czytania książek, wskutek więc swej ciemnoty wierzyła w bzdury, iż dwutlenek węgla zagraża Ziemi, iż można zmieniać płeć i jest ich wiele, iż mordowanie nienarodzonych dzieci jest „prawem kobiety” i iż najważniejszy w życiu człowieka jest seks bez ograniczeń i bez odpowiedzialności. I ten seks w różnych formach hetero i homoseksualnych stał się centrum ich zainteresowań. Wskutek szkolnej seksedukacji, skłonna była też do pedofilii, rozpowszechnionej wśród polityków. W wyniku żądań naukowców popierających władzę, psy i konie uzyskały prawa obywatelskie, wobec tego zniesiono też karalność zoofilii. Młodzi ludzie nie zawierali małżeństw, żyli w nietrwałych „związkach partnerskich”, stosując środki antykoncepcyjne powodujące bezpłodność. Powtarzając za politykami, iż „dziecko to udręka” zgadzali się na jego aborcję zastępując je psem, „psieckiem”. Nie było więc następstwa pokoleń i w tempie dużo większym niż sądzono, naród prawie wymarł. Jego miejsce zajęli imigranci z Azji i Afryki, którzy zamieszkali w miastach. Mały naród nie miał mocy sprzeciwić się wchłonięciu Polski do Unii „Od Władywostoku do Lizbony” i uczynienia z niej skansenu. Ten kurhan usypano tajnie ku pamięci zamordowanych nienarodzonych dzieci, bo to za te właśnie zbrodnie, Bóg ukarał Polskę jej upadkiem”.
Czy ten tekst to tylko fikcja literacka, czy prognoza przyszłości Polski? To zależy od Polaków. Bo jeżeli oni (lub ich większość) nie oprzytomnieją, nie wrócą do Boga, nie zaczną odróżniać dobra od zła i fałszu od prawdy, młodzież nie będzie się uczyć i czytać książek, w tym historycznych i nie będzie dzieci, to taka przyszłość Polskę czeka.
Wacław Leszczyński
Zdjęcie: Gość Niedzielny
W jednej z takich wycieczek uczestniczył dziennikarz z USA, który chciał się dowiedzieć, dlaczego naród polski, który miał w 2100 roku liczyć jeszcze 19 milionów jest tak mało liczny, ale nikt z nim o tym nie chciał rozmawiać. Wyprawił się więc ponownie z „załatwionym” w Komisji ds. Nauki pozwoleniem na badanie życia w Skansenie. Był on potomkiem Polaków, którzy w latach 20. uciekli przed represjami proniemieckiej władzy. Miał list polecający do jednego z mieszkańców Skansenu. Ten po wymianie z przybyszem haseł, zaprowadził go w głąb puszczy pod wielki kurhan i rzekł: „Tu nie ma foto pułapek i nie widać nas z monitorującego drona. Można mówić swobodnie”. Dziennikarz spytał go, co się stało z Polakami. On opowiadał, jak w latach 20. rządy doprowadziły kraj do zapaści gospodarczej, politycznej i społecznej. „Zamknięto kościoły i wolne media, żywiono ludzi propagandą, a kłamstwo wiele razy powtarzane przyjmuje się za prawdę. Straszono jakimiś „faszystami” i agresją sąsiada, z którym tajnie współpracowali protektorzy władz, teraz razem rządzą Unią. Drożyznę i spadek poziomu życia ludzi zwalano na koszty zbrojenia. Zapaść służby zdrowia, spóźniona diagnostyka i brak szpitali powodowały wymieranie starszego pokolenia, korzystne dla skarbu państwa z racji mniejszych wydatków na emerytury. Ludzie pokolenia średniego aby się utrzymać i spłacić dług z SAFE ciężko pracowali, zbierając za granicą szparagi i inne płody rolne. W wyniku jedzenia skażonej żywności z umowy Mersocur i braku opieki lekarskiej, większość z nich podzieliła los emerytów.
Młodzież i ludzie młodzi, którzy powinni być przyszłością narodu, nie spełniali pokładanych w nich nadziei. To był wynik celowych działań państwa przez obniżanie poziomu programów i wymagań w edukacji szkolnej. Według władz do zbierania szparagów i innych prostych prac nie potrzeba wiedzy. Poza tym, nieodpowiedzialni rodzice wypisywali dzieci z religii póki była w szkołach i nie prowadzili ich potem do tajnych punktów katechezy sądząc, iż ważniejszy jest basen, czy nauka języków. Równocześnie pozwalali dzieciom na wszystko, częściowo z głupoty, ale i ze strachu, iż oskarżą ich one fałszywie o „przemoc domową”. Władza wtedy by ich ukarała, bo jej celem było rozbicie rodzin. W wyniku tego, pozbawiona zasad moralnych młodzież była egoistyczna, nie obchodziły jej losy Polski i Polaków. Władze zrażały ją do nauki i czytania książek, wskutek więc swej ciemnoty wierzyła w bzdury, iż dwutlenek węgla zagraża Ziemi, iż można zmieniać płeć i jest ich wiele, iż mordowanie nienarodzonych dzieci jest „prawem kobiety” i iż najważniejszy w życiu człowieka jest seks bez ograniczeń i bez odpowiedzialności. I ten seks w różnych formach hetero i homoseksualnych stał się centrum ich zainteresowań. Wskutek szkolnej seksedukacji, skłonna była też do pedofilii, rozpowszechnionej wśród polityków. W wyniku żądań naukowców popierających władzę, psy i konie uzyskały prawa obywatelskie, wobec tego zniesiono też karalność zoofilii. Młodzi ludzie nie zawierali małżeństw, żyli w nietrwałych „związkach partnerskich”, stosując środki antykoncepcyjne powodujące bezpłodność. Powtarzając za politykami, iż „dziecko to udręka” zgadzali się na jego aborcję zastępując je psem, „psieckiem”. Nie było więc następstwa pokoleń i w tempie dużo większym niż sądzono, naród prawie wymarł. Jego miejsce zajęli imigranci z Azji i Afryki, którzy zamieszkali w miastach. Mały naród nie miał mocy sprzeciwić się wchłonięciu Polski do Unii „Od Władywostoku do Lizbony” i uczynienia z niej skansenu. Ten kurhan usypano tajnie ku pamięci zamordowanych nienarodzonych dzieci, bo to za te właśnie zbrodnie, Bóg ukarał Polskę jej upadkiem”.
Czy ten tekst to tylko fikcja literacka, czy prognoza przyszłości Polski? To zależy od Polaków. Bo jeżeli oni (lub ich większość) nie oprzytomnieją, nie wrócą do Boga, nie zaczną odróżniać dobra od zła i fałszu od prawdy, młodzież nie będzie się uczyć i czytać książek, w tym historycznych i nie będzie dzieci, to taka przyszłość Polskę czeka.
Wacław Leszczyński
Zdjęcie: Gość Niedzielny

















