Im więcej rosyjskich rakiet strąconych nad Ukrainą, tym mniejsze zagrożenie dla Polski; będziemy kontynuować pomoc dla Ukrainy – mówił wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz w Sejmie, przedstawiając informację o incydencie z rosyjskim pociskiem. – System obrony nie jest doskonały, ale na pewno lepszy niż wcześniej, a obieg informacji szybszy – dodał szef MON-u.
– Był to moment naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej i kolejnego ataku Federacji Rosyjskiej na państwo NATO – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier, minister obrony narodowej, o czwartkowym incydencie, kiedy na Lubelszczyźnie spadł obiekt zidentyfikowany jako rosyjski pocisk manewrujący Ch-101. Szef MON-u przedstawił w Sejmie informację rządu dotyczącą ataku rakietowego Federacji Rosyjskiej na terytorium Ukrainy oraz działań podjętych przez Wojsko Polskie w celu ochrony polskiej przestrzeni powietrznej.
– Już od godzin późnowieczornych dowódca operacyjny gen. dyw. Ireneusz Nowak podejmował działania zmierzające do podniesienia gotowości wszystkich systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej – podał wicepremier. O godzinie 0.54 podwyższono gotowość bojową sił i środków systemów obrony powietrznej, a o 1.29 naziemne systemy obrony powietrznej przeszły w stan najwyższej gotowości.
Lot monitorowany
O 1.59 wystartowała para dyżurna z 32 Bazy Lotnictwa Taktycznego z Łasku, a o 2.16 Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych opublikowało pierwszy komunikat o uruchomieniu lotnictwa, radiolokacji, środków obrony powietrznej i obserwacji wydarzeń w Ukrainie. – W momencie wykrycia pocisków zbliżających się do Polski na miejscu są już myśliwce F-16; jedna z rakiet zbliża się na 5 km do polskiej granic, zawraca i niestety osiąga swój cel – poinformował minister i przypomniał, iż rosyjski ostrzał spowodował ofiary śmiertelne m.in. w Kijowie i we Lwowie.
Jak relacjonował posłom szef MON-u, w chwili wykrycia obiektu w polskiej przestrzeni powietrznej jeden z myśliwców kontrolował lot pocisku i był gotowy do użycia wszystkich systemów uzbrojenia F-16. – Do podjęcia tej decyzji upoważnieni byli dowódca operacyjny i pilot, gdyby pojawiło się jakiekolwiek zagrożenie dla obszarów zamieszkanych – powiedział Kosiniak-Kamysz. – Zmieniliśmy w grudniu 2025 roku prawo, dajemy możliwość preautoryzacji, automatyzacji procesu podejmowania decyzji, żeby uprościć procedury – dodał wicepremier i podkreślił, iż są to procedury czasu pokoju.
Szef MON-u mówił, iż w czwartkowej akcji brała udział grupa poszukiwawcza ze śmigłowcem Mi-24, a miejsce upadku pocisku w Tarnawie Kolonii (woj. lubelskie) zostało zabezpieczone przez wojsko, straż pożarną i policję. – O 7.07 DORSZ opublikowało komunikat, łącznie z miejscami operowania – zaznaczył Kosiniak-Kamysz. Jak mówił, DORSZ udostępniało informacje zgodnie z zasadami wprowadzonymi przezeń wraz objęciem funkcji ministra obrony.
– Gdy obejmowałem urząd nie było żadnych procedur uruchamiania strony Dowództwa Operacyjnego. w tej chwili trudno o bardziej transparentną informację – powiedział Kosiniak-Kamysz. Jak dodał, Kwatera Główna NATO kilkakrotnie prosiła choćby gen. Wiesława Kukułę, szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego by rozważył, czy wszystkie podawane przez Polskę informacje rzeczywiście należy publikować, aby nie działać na korzyść Federacji Rosyjskiej.
– Nie wszystko działa doskonale, ale na pewno zadziałało lepiej niż z 9 na 10 września 2025 roku [rosyjskie drony wleciały na terytorium Polski i spowodowały zniszczenia – przyp. red.], niż 28 grudnia 2023 roku (rosyjski pocisk wleciał nad Polskę i zawrócił nad Ukrainę) i sto razy lepiej niż w Przewodowie (spadł tam rosyjski pocisk, w wyniku czego śmierć poniosło dwóch polskich obywateli) i pod Bydgoszczą (gdzie odnaleziono rosyjską rakietę) – zaznaczył wicepremier.
Kto jest agresorem, a kto ofiarą
Szef resortu obrony odniósł się też do nakładów finansowych na modernizację obrony powietrznej i przeciwrakietowej. – Czy wszystkie systemy mamy już zbudowane? Nie. Budujemy wielowarstwową obronę powietrzną państwa polskiego, system średniego zasięgu Wisła, systemy Narew, Pilica+, teraz antydronowy San – wyliczał. Jak podał, Polska wydaje na ten cel ponad 200 mld złotych i wskazał na znaczenie pożyczek z unijnego mechanizmu SAFE, przeznaczanych także na wzmocnienie obrony powietrznej.
– Ci, którzy dzisiaj najgłośniej krzyczą, niech się zastanowią, jak głosowali kilka miesięcy temu nad najszybszym programem modernizacji polskiej armii – powiedział Kosiniak-Kamysz, nawiązując do sprzeciwu PiS i Konfederacji wobec ustawy o wykorzystaniu unijnych pożyczek na obronność. Do posłów opozycji apelował także, aby pamiętali, kto jest agresorem, a kto ofiarą napadu.
– Wszystkie dowody, materiały zebrane przez Żandarmerię Wojskową i inne służby świadczą o tym, iż to była rakieta manewrująca Ch-101. Nie zapomnijcie, kto te rakiety wysyła, kto zabija ludzi w Ukrainie – mówił szef MON-u. – Nie widzicie w ogóle Federacji Rosyjskiej jako zagrożenia dla Polski. Dla was Rosja przestała być wrogiem Od pewnego czasu wrogiem nr 1 stała się Ukraina – zwrócił się do opozycji z PiS i Konfederacji.
Wicepremier powtórzył też, iż przekazanie Ukrainie kilku pocisków przechwytujących PAC-3 MSE do baterii Patriot odbyło się na wniosek USA. – Można liczyć te rakiety w magazynie, a mogą one strącać rakiety lecące w kierunku Polski. Ja wolę, żeby strącały je nad terytorium Ukrainy – podkreślił. – Pomimo waszej dezinformacji, będziemy kontynuować pomoc dla walczącej Ukrainy. Im więcej rakiet strąconych nad terytorium Ukrainy, tym mniejsze zagrożenie dla Polski – dodał Kosiniak-Kamysz.
Z kolei Marcin Kierwiński, minister spraw wewnętrznych i administracji, mówił w sejmie o sposobie alarmowania mieszkańców przygranicznych terenów, odnosząc się do zarzutów, iż informacje były niedostateczne. – To fachowcy w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa decydują, jakiego narzędzie informacji mają użyć, syreny są najszybszym sposobem – bronił przyjętej metody. Zapowiedział też, iż wszystkie systemy alarmowania dźwiękowego w Polsce zostaną zintegrowane.