Podobnie jak na Zachodzie, w Polsce rośnie problem spadku bezpieczeństwa w przestrzeni publicznej w kontekście rosnącej liczby cudzoziemców. Nie chodzi przy tym wyłącznie o statystyki najcięższych przestępstw, ale również o codzienne sytuacje, które decydują o tym, czy mieszkańcy czują się swobodnie na ulicy, w parku, w komunikacji miejskiej czy podczas wieczornego spaceru. Przykład Słupska pokazuje, iż tego rodzaju problem może pojawić się na poziomie lokalnym, zanim jeszcze stanie się przedmiotem ogólnopolskiej debaty.
W Polsce spada bezpieczeństwo publiczne. 3 sierpnia br. słupska radna Marzena Gmińska zaapelowała do władz miasta o zdecydowane działania w związku ze zgłoszeniami mieszkańców dotyczącymi agresywnych zachowań i zakłócania porządku publicznego. W swojej interpelacji wskazała m.in. Park Kultury i Wypoczynku, okolice Trzech Stawów oraz ulicę Murarską. Według relacji radnej w tych miejscach mają gromadzić się większe grupy obcokrajowców (głównie Ukraińców), a mieszkańcy skarżą się na spożywanie przez nich alkoholu, hałas i agresywne zaczepki.
Szczególne emocje wzbudziła sprawa pobicia taksówkarza. Według informacji przedstawionych przez radną mężczyzna miał odmówić przewiezienia obywatela Kolumbii, który podróżował z otwartą butelką alkoholu. Po odmowie miało dojść do pobicia kierowcy. W ocenie Gmińskiej tego rodzaju zdarzenia powodują, iż część mieszkańców zaczyna unikać miejsc, które dotychczas były naturalną przestrzenią wypoczynku i rekreacji. „Nasze miasto, niestety, przestaje być bezpieczne” – stwierdziła radna, domagając się zwiększenia liczby patroli policji i straży miejskiej oraz dyskusji nad lokalną polityką migracyjną.
Sprawa jest o tyle istotna, iż Słupsk nie jest miastem, w którym temat migracji pojawił się dopiero teraz. Już we wrześniu 2025 roku Rada Miejska zajmowała się stanowiskiem dotyczącym działań związanych ze sprowadzaniem lub przymusową relokacją migrantów w ramach unijnego paktu migracyjnego.
Dane dotyczące cudzoziemców pokazują, iż ich udział w polskiej przestępczości jest zauważalny i w niektórych kategoriach wyższy niż wynikałoby to z samego udziału cudzoziemców w populacji. Według odpowiedzi Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji na interpelację poselską w 2024 roku cudzoziemcy byli podejrzani o popełnienie 26 266 przestępstw, podczas gdy rok wcześniej było ich 24 240. Udział cudzoziemców wśród podejrzanych wzrósł z 2,99% w 2023 roku do 3,32% w 2024 roku.
Jeszcze bardziej interesujące są niektóre kategorie najpoważniejszych czynów. W 2024 roku cudzoziemcy stanowili 7,08% podejrzanych o zabójstwo oraz 3,74% podejrzanych o przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności. Dane pokazują, iż kwestia udziału cudzoziemców w niektórych rodzajach przestępczości zasługuje na poważną analizę, zamiast jej przemilczania. Wynika z nich bowiem, iż podobnie jak na Zachodzie, imigranci uwielbiają napastować kobiety.
Przypadek Słupska należy traktować przede wszystkim jako sygnał ostrzegawczy, a nie dowód na to, iż cała Polska znalazła się w stanie gwałtownego kryzysu bezpieczeństwa. o ile mieszkańcy konkretnych dzielnic regularnie zgłaszają policji i władzom miasta te same problemy – alkohol, hałas, agresję, zaczepki czy bójki – państwo i samorząd powinny sprawdzić, czy rzeczywiście występuje tam lokalna koncentracja określonych zachowań i kto jest ich sprawcą.
Nie można również dopuścić do sytuacji odwrotnej, w której każda informacja o problemach z cudzoziemcami jest automatycznie uznawana za przejaw ksenofobii i w konsekwencji przestaje być analizowana. Bezpieczeństwo mieszkańców jest bowiem kwestią praktyczną, a nie ideologiczną. o ile w określonym parku regularnie dochodzi do awantur, rozwiązaniem powinny być skuteczne patrole, egzekwowanie prawa, monitoring i szybka reakcja na zgłoszenia – niezależnie od obywatelstwa sprawców.
W sprawie bezpieczeństwa nie powinno być miejsca ani na zamiatanie problemów pod dywan, ani na zbiorową odpowiedzialność. Potrzebne są przede wszystkim rzetelne statystyki, przejrzyste informacje o pochodzeniu sprawców, skuteczne egzekwowanie prawa i konsekwentne reagowanie na każdy przypadek przemocy oraz agresji – niezależnie od tego, czy sprawca jest Polakiem, Ukraińcem, Kolumbijczykiem czy obywatelem jakiegokolwiek innego państwa.
Poniżej pełna treść zapytania radnej:
Działając w trybie art.24 ustawy o samorządzie gminnym oraz na podstawie skarg i wniosków Mieszkańców Słupska, które są nieustannie do mnie kierowane wnoszę o wzmocnienie bezpieczeństwa, z naciskiem na zwiększenie ilości patroli Policji i Straży Miejskiej w naszym mieście, szczególnie w miejscach newralgicznych, takich jak okolice lokalu „Keller”, teren PKiW, najbardziej w okolicy lokalu „Leśna Chata”, okolice Trzech Stawów.
Na terenach tych spotykają się sukcesywnie duże grupy obcokrajowców zamieszkujący nasze miasto. Osoby te spożywają alkohol, zachowują się bardzo głośno i agresywnie w stosunku do przechodniów. Osobną kwestią jest lokal znajdujący się przy ulicy Murarskiej, w okolicy którego, szczególnie w sobotnie wieczory, nie można poruszać się swobodnie, bez obawy o agresywne zaczepki. W ostatnim czasie doszło tam do dotkliwego pobicia taksówkarza, który odmówił kursu Kolumbijczykowi ze względu na chęć podróżowania z otwartą butelką z alkoholem.
Nasze miasto, niestety, przestaje być bezpieczne, mieszkańcy skarżą się na brak możliwości odbywania rodzinnych spacerów w miejscach, które od zawsze miejscami takiej integracji bywały. Słupszczanie są zastraszani i obrzucani obelżywymi epitetami przy każdej próbie interwencji. Dlatego wnoszę o zabezpieczenie bezpieczeństwa Mieszkańców miasta na każdym z możliwych poziomów. Wnoszę również o zmianę polityki migracyjnej, w szczególności migracji zarobkowej w naszym mieście.
Mieszkańcy nie mogą być niewolnikami potrzeb prywatnych przedsiębiorców i ich polityki zatrudniania pracowników. Prezydent Miasta ma możliwość mediacji z przedsiębiorcami w tym zakresie. Ma również, a adekwatnie przede wszystkim, obowiązek obrony Mieszkańców przed niekorzystnymi wpływami ich działalności.
NASZ KOMENTARZ: Jak widzimy, słupska radna zauważyła pewną kluczową prawdę, o której nie mówi się w mediach – o ile zyski z migracji osiągają wyłącznie duże zagraniczne firmy i garstka polskojęzycznych „januszy biznesu”, straty w postaci spadku bezpieczeństwa są już uspołeczniane i ponoszą je zwykli Polacy.
Polecamy również: Rząd brytyjski poucza nachodźców, iż gwałcenie dzieci jest złe












