W cieniu wojny

polska-zbrojna.pl 7 часы назад

Rosyjski dron w nocy z 12 na 13 września uderzył w lokomotywę pociągu Kijów–Warszawa, ok. 2 km od polskiej granicy, nieopodal przejścia Jagodzin–Dorohusk. Inny trafił w pobliską stację paliw. Dwa tygodnie później Rosjanie znów zaatakowali Jagodzin. W Polsce poderwano myśliwce, a mieszkańcy Lubelszczyzny dostali alert o zagrożeniu atakiem z powietrza. To nie był przypadek…

Ryzyko ponad granicami

REKLAMA

Zachodnia Ukraina już od kilku tygodni pozostaje celem nasilonych rosyjskich ataków. Skąd ta eskalacja? Polsko-ukraińskie pogranicze jest bramą walczącego kraju, przez którą dociera większość zagranicznego wsparcia. Tylko w 2025 roku dowództwo NSATU (NATO Security Assistance and Training for Ukraine) koordynowało dostarczenie Ukrainie około 220 tys. ton pomocy wojskowej. To równowartość 9 tys. ciężarówek lub 1800 wagonów kolejowych – a to tylko część pomocy, która dociera nad Dniepr z Zachodu. Z perspektywy Rosjan zablokowanie tego korytarza ograniczyłoby zdolności Ukrainy do prowadzenia wojny. Przy czym wcale nie jest konieczne całkowite odcięcie dostaw. Uszkodzona lokomotywa, zniszczone torowisko czy wyłączone przejście wymuszają naprawy i zmianę tras, angażują ludzi oraz sprzęt, powodują opóźnienia. Przy dużej intensywności ataków skumulowane skutki mogą prowadzić do poważnych zakłóceń dostaw na front.

Płk rez. dr Ireneusz Kulesza proponuje jednak patrzeć na rosyjskie działania holistycznie. – Ukraina pozostaje dla Moskwy punktem ciężkości, ale wojna nie ogranicza się do pola walki – przekonuje wykładowca Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu. – Rosja wykorzystuje dostępne środki do kształtowania całego środowiska bezpieczeństwa: oddziałuje militarnie, politycznie, informacyjnie i społecznie. Próbuje fizycznie utrudniać dostawy dla Ukrainy, a jednocześnie wpływać na społeczeństwa państw, które jej pomagają. Chce w nas wywołać zaniepokojenie i skłonić do wniosku, iż należy skończyć już tę wojnę, na co sposobem jest zaprzestanie pomocy Ukrainie”.

Kampania powietrzna jest jednym z narzędzi tej presji. Rosjanie potrafią wysyłać podczas jednej nocy setki środków napadu powietrznego o różnej charakterystyce. Obok znanych Geranów, rosyjskich wersji irańskich Szahedów, wykorzystują wabiki Gerbera, a równolegle rakiety manewrujące i balistyczne. Do tego dochodzą coraz szybsze konstrukcje bezzałogowe, jak odrzutowy Geran-5.

– Wojna w Ukrainie pokazuje, iż współczesne zagrożenie powietrzne jest coraz bardziej zróżnicowane, a bezzałogowce mogą być używane masowo i równolegle z innymi środkami – komentuje ppłk Jacek Goryszewski, rzecznik Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Jak dodaje, wymaga to warstwowego systemu obrony łączącego rozpoznanie, systemy dowodzenia, lotnictwo, obronę przeciwlotniczą oraz środki przeciwdziałania bezzałogowcom.

A rosyjski dron nie musi trafić w cel, żeby wykonać część swojego zadania. Samo jego pojawienie się zmusza do działania: wykrycia i śledzenia obiektu, zaangażowania systemów dowodzenia, podniesienia gotowości naziemnej obrony powietrznej, a niekiedy poderwania lotnictwa. Jak zauważa płk Kulesza, masowe użycie stosunkowo tanich platform pozwala utrzymywać obronę w ciągłym napięciu i zwiększać koszty jej działania.

I nie chodzi wyłącznie o obronę ukraińską. Gdy rosyjski atak zbliża się do naszej granicy, reaguje również polski system. DORSZ skraca wtedy czas gotowości wydzielonych sił i środków, dobierając je do skali i charakteru uderzenia oraz jego odległości od Polski. Całość spina Centrum Operacji Powietrznych – Dowództwo Komponentu Powietrznego, które zbiera informacje o sytuacji w powietrzu i koordynuje działania. W praktyce może to oznaczać podniesienie gotowości systemów radiolokacyjnych i obrony powietrznej, a także poderwanie polskich i sojuszniczych samolotów.

Mniej czasu w decyzję

Niebezpieczny obiekt nie musi przekroczyć polskiej granicy, aby uruchomić ten mechanizm. System powinien zareagować wcześniej: wykryć go, śledzić jego lot i ocenić trajektorię, tak by być w gotowości, jeżeli rosyjski dron albo pocisk znajdzie się nad naszym terytorium. Im szybszy jest cel i im bliżej granicy przebiega jego trasa, tym mniej czasu pozostaje na decyzję.

Polskie wojsko uprościło ostatnio procedurę pozwalającą na otwarcie ognia bez wcześniejszej identyfikacji wzrokowej obiektu. Nie oznacza to przyznania dowódcy operacyjnemu nowych uprawnień – możliwość wydania takiego rozkazu istniała już wcześniej. Zmieniono sposób działania tak, by w określonych sytuacjach decyzja mogła zapaść szybciej. Szczegóły instrukcji pozostają niejawne. Wiadomo jednak, iż zgoda na użycie uzbrojenia może zostać udzielona z wyprzedzeniem, po określeniu warunków, które muszą zostać spełnione. Do takiej sytuacji doszło 17 września, podczas kolejnego rosyjskiego ataku na Ukrainę. Dowódca operacyjny wydał wówczas rozkaz z preautoryzacją użycia uzbrojenia. Jak tłumaczył później wiceszef MON-u Cezary Tomczyk, gdyby rosyjski obiekt przekroczył polską granicę i spełnił określone kryteria, pilot mógłby go zestrzelić bez występowania o dodatkową zgodę.

Takie rozwiązania nabierają znaczenia wraz ze wzrostem prędkości środków napadu powietrznego. Klasyczny Geran-2 porusza się stosunkowo wolno, ale odrzutowy Geran-5, rozwijający prędkość około 600 km/h, jest mniej więcej trzy razy szybszy. Każda minuta poświęcona na identyfikację oznacza zatem kolejne kilometry pokonane przez potencjalny cel.

Presja poniżej progu

Polski system nie działa sam. DORSZ poprzez COP-DKP współpracuje ze strukturami NATO, korzystając z sojuszniczego lotnictwa, systemów rozpoznania i dozoru oraz środków obrony powietrznej. Dodatkowe możliwości zapewnia operacja Eastern Sentry, uruchomiona przez NATO dla wzmocnienia ochrony wschodniej flanki.

Część sojuszniczych środków znajduje się bezpośrednio w Polsce. Rejon lotniska w Jasionce, przez które przechodzi znaczna część pomocy dla Ukrainy, osłaniają dwa holenderskie systemy Patriot. Ich misję przedłużono do końca roku. W Polsce pozostaje także czeski komponent śmigłowcowy liczący około 100 żołnierzy, a sytuację nad wschodnią flanką obserwują natowskie samoloty wczesnego ostrzegania i dowodzenia AWACS. Dzięki takim środkom możliwe jest nie tylko zwiększenie liczby dostępnych środków obrony. – Eastern Sentry zwiększa możliwości wczesnego wykrywania zagrożeń, budowania wspólnego obrazu sytuacji oraz szybkiego reagowania na zdarzenia na wschodniej flance NATO – podkreśla ppłk Goryszewski.

Ale rosyjska presja nie ogranicza się do działań nad Ukrainą. 23 września wojskowy Mi-8 przyleciał od strony obwodu królewieckiego i naruszył polską przestrzeń powietrzną na północ od Braniewa. Wleciał około 300 m w głąb naszego terytorium i po 42 sekundach zawrócił. Śmigłowiec śledziły polskie systemy radiolokacyjne, poderwano myśliwce, a naziemne środki obrony powietrznej pozostawały w gotowości. DORSZ oceniło później, iż charakter incydentu wskazywał na próbę sprawdzenia gotowości polskiej obrony powietrznej.

Ireneusz Kulesza podkreśla, iż w kontekście niezakończonej wojny w Ukrainie podejmowanie przez Moskwę poważniejszych działań militarnych przeciwko Zachodowi byłoby dla niej wyzwaniem niekoniecznie możliwym do zrealizowania. Nie oznacza to jednak rezygnacji z presji prowadzonej poniżej progu otwartej wojny. Przeciwnie – naruszenia przestrzeni powietrznej, zakłócenia GPS, cyberataki, sabotaż czy operacje informacyjne pozwalają angażować zasoby przeciwnika i sprawdzać jego reakcję bez podejmowania ryzyka bezpośredniego starcia z NATO. W ten sposób Rosja może stosunkowo niewielkim kosztem zmuszać państwa Sojuszu do angażowania ludzi i sprzętu oraz utrzymywania części sił w podwyższonej gotowości.

Marcin Ogdowski
Читать всю статью