Satelita sieci Starlink uległ rozproszeniu na co najmniej dziesiątki fragmentów na niskiej orbicie okołoziemskiej, co potwierdziły we wtorek oficjalne komunikaty firmy SpaceX.
Według firmy doszło do anomalii. W rezultacie nastąpiła całkowita utrata łączności z urządzeniem. SpaceX zaznaczyła jednocześnie, iż incydent nie generuje nowego, bezpośredniego zagrożenia dla pozostałych operacji prowadzonych w przestrzeni kosmicznej. O zdarzeniu pierwszy poinformował serwis branżowy Ars Technica.
Zgodnie z oświadczeniem spółki, satelita o numerze identyfikacyjnym 34343 doświadczył nieoczekiwanych komplikacji technicznych na wysokości około 560 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. Wstępne analizy przeprowadzone przez inżynierów wskazują, iż zdarzenie nie stanowi ryzyka dla funkcjonowania Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, przebywającej na niej załogi ani dla nadchodzących misji realizowanych przez NASA.
SpaceX zadeklarowała pełną współpracę z amerykańską agencją kosmiczną oraz Siłami Kosmicznymi USA w zakresie monitorowania wszelkich możliwych do śledzenia odłamków.
Przedsiębiorstwo LeoLabs, operujące globalną siecią radarów do monitorowania ruchu orbitalnego, przekazało, iż systemy natychmiast wykryły kilkadziesiąt obiektów w bezpośrednim sąsiedztwie uszkodzonego urządzenia. Specjaliści z LeoLabs stwierdzają, iż proces powstawania dodatkowych fragmentów może przez cały czas trwać, a szczegółowe badania są w toku.
APW, PAP








