Kilka dni temu Stany Zjednoczone formalnie opuściły World Health Organization (WHO), organizację, którą przez dziesięciolecia uznawano za centralny organ globalnej koordynacji zdrowia publicznego. Decyzję ogłosili sekretarz zdrowia Robert F. Kennedy Jr. i sekretarz stanu Marco Rubio, twierdząc, iż WHO „złamało życie Amerykanów” przez swoje działania w czasie tzw. pandemii COVID-19. USA podkreśliły, iż organizacja zawiodła w przekazywaniu rzetelnych informacji i chronieniu zdrowia obywateli, oraz iż jej działalność służy interesom „wrogim” celom zdrowotnym.
Dla krytyków WHO — i jest ich wielu zarówno w kręgach politycznych, jak i opinii publicznej — wyjście USA z tej instytucji nie jest okazją do triumfu nad „biurokratycznym molochem”, ale momentem ukazującym fundamentalne problemy, jakie od lat towarzyszą działalności WHO. Te problemy można sprowadzić do kilku poważnych zarzutów, które nie dotyczą wyłącznie niedociągnięć pandemicznych, ale systemowej roli organizacji w kształtowaniu światowej polityki zdrowotnej.
Po pierwsze, WHO jest regularnie krytykowane za brak przejrzystości i nadmierne powiązania z interesami politycznymi państw członkowskich, zwłaszcza tych o własnych, silnych interesach geopolitycznych lub ekonomicznych. Zarzuty obejmują marginalizowanie informacji o wczesnym rozprzestrzenianiu się COVID-19 i ochronę reputacji państw, które nie działały transparentnie, kosztem szybkiego reagowania. Choć takie oceny są kontrowersyjne i często poddawane polemice, dla wielu obserwatorów dowodzą one, iż WHO częściej służy dyplomacji niż bezstronnej nauce.
Po drugie, krytycy zwracają uwagę, iż globalistyczna struktura WHO ogranicza suwerenność państw w podejmowaniu decyzji zdrowotnych. choćby jeżeli formalnie WHO nie ma prawa narzucać krajom konkretnych polityk, to presja normatywna i de facto wpływ na standardy zdrowotne — poprzez wytyczne, raporty i mechanizmy finansowe — mogą ograniczać swobodę legislacyjną narodów. Krytycy traktują to jako przejaw „medycznej globalizacji”, w której wspólne reguły są narzucane bez demokratycznej legitymacji obywateli państw członkowskich.
Po trzecie, WHO jest często oskarżana o upolitycznianie kwestii zdrowotnych, w tym promowanie agend, które wykraczają poza medyczne aspekty zapobiegania chorobom. Organizacja zaangażowała się w promowanie polityk dotyczących praw reprodukcyjnych, dostępu do antykoncepcji czy standardów edukacyjnych w zakresie zdrowia reprodukcyjnego, co konserwatyści postrzegają jako naruszanie wartości kulturowych oraz narzucanie lewicowych norm. Takie działania wzmacniają przekonanie, iż WHO działa jako globalny cenzor obyczajów i ideologii, a nie apolityczna instytucja dbająca o zdrowie publiczne.
Po czwarte, model finansowania i zależność organizacji od niewielkiej grupy największych dawców — w tym wcześniej USA — tworzy hierarchię wpływów, gdzie głos mniejszych państw jest słabszy. Świadomość, iż USA mogły w ciągu dekad finansować znaczącą część budżetu WHO, a następnie zdecydować o wyjściu, obnaża arbitralność takich mechanizmów i ryzyko destabilizacji globalnych inicjatyw zdrowotnych w przypadku konfliktów politycznych.
Choć zwolennicy WHO argumentują, iż kooperacja międzynarodowa jest kluczowa dla reagowania na transgraniczne zagrożenia dla zdrowia, takie jak pandemie czy epidemie, przeciwnicy podkreślają, iż ta kooperacja powinna opierać się na dobrowolnych i transparentnych zasadach, respektujących suwerenność narodową i realne badania naukowe, nie ideologiczne trendy. Formalne wyjście USA z WHO jest zatem sygnałem szerszego napięcia: między globalistyczną wizją zunifikowanego systemu zdrowotnego a koncepcją, która widzi zdrowie publiczne jako obszar autonomiczny, kontrolowany lokalnie i oddolnie.
NASZ KOMENTARZ: Decyzja USA uwidacznia realne problemy legitymacji i transparentności funkcjonowania WHO. Dla przeciwników globalizmu zdrowotnego jest to moment, by poddać debatę o przyszłości międzynarodowej współpracy zdrowotnej poważnej rewizji — tak, by instytucje międzynarodowe tego typu służyły rzeczywistemu zdrowiu publicznemu, a nie interesom politycznym, czy ideologicznym mzimu skrajnej lewicy.
Polecamy również: Rząd Tuska uderza w przedsiębiorców kolejnym absurdem













